Akcja · 2 min czytania
sok z muzy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wieczór sypał ćmami i zlatywał się do lamp, zapalonych gdzie popadło. Powietrze pełne było dźwięków, które, generowane niemalże na bieżąco, tworzyły symfonię adekwatną do tej godziny, do minuty i sekundy. Każda mijała. Muza przyszła pewien czas temu. Zajęła miejsce w najwygodniejszym punkcie pokoju, który wymykał się drzwiom, ścianom, samemu sobie. Obiecałem, że zajmę się nią jak należy. Przyszła w białej sukni, jak kiedyś. Krople wilgoci na włosach, ściekające z rzęs. Jedyny w swoim rodzaju wyraz twarzy, kiedy po raz kolejny zapomniała, gdzie jest. Jednoczyliśmy się w tym. Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. Pomyślałem, że mógłbym się chyba do tego przyzwyczaić, dzień po dniu i miesiąc po miesiącu traciłem poczucie rzeczywistości.…