Akcja · 7 min czytania
SOLFERINO 1859, albo gra (Pisane od końca.)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Takie rzeczy wypisywać ołówkiem na marginesach sprawozdania, w rodzaju ‘wszystko, co czuję jest udręką / gdy patrzysz na mnie zimnym okiem / odbezpieczasz swój gun i mierzysz do mnie / a ja marzę, aby było już po wszystkim’, Sergie odłożył dokument na stos innych rozglądając się po gabinecie. Wyszła kilka minut przed nim, czekać czy nie, przewracało się w jego głowie jak młyńskie koło. Zaczekał. Mrużąc wzrok przed repliką Moneta na ścianie, usłyszał nagle dźwięk odmykanego zamka. Weszła do środka. - Bonjour, zagadała, nerwowo ściskając klucze w dłoniach. Miło cię znowu widzieć, Siergiej. Uśmiechnął się lekko, ale bez przesady. Ona wyglądała bardzo dziko z czarnymi kreskami na powiekach i bladą cerą, zapewne pozostałością po chorobie. Jeszcze silniej wywarła na nim wrażenie osoby nieprzytomnej umysłowo, wariatki spod Solferino. Z drugiej strony, jej wychudła sylwetka, żebra wystające spod cienkiej koszuli, to wszystko razem dodało jej odrobinę uroku – osoby śmiertelnie chorej. - Masz nastrój do grafomanii, co?, podniósł w dwóch palcach jedno z popisanych sprawozdań, gdzie cztery równo i estetycznie napisane wersy głosiły:
nie będzie dla czyśćca zbawienia po czyśćcu bo tam, skąd pochodzą umarli zgniłe dusze diabli do ognia wrzucili grzeszników na papier starli
- „Czyściec”, stwierdził sceptycznie, spoglądając na obdarty nagłówek, wiersz na raporcie z miesiąca marzec. Brawo. Wzruszyła ramionami, nie zwracając uwagi na słowa. Bardziej zaniepokoił ją ton jego głosu, który z głębokiej ironii opadał momentami w subtelną groźbę. - Do rzeczy, przerwała mu, spuszczając wzrok na dywan. - Skoro koniecznie chcesz, zgodził się. Sprzedałaś tapesy austriackiej ambasadzie. Wszystkie. Podniosła na niego parę złotomiodowych oczu, które rozszerzyły się do dwóch dużych kawałków bursztynu i poczęły śledzić każde drgnienie jego mięśni. Obserwuje, stoi na czatach. - Nic mi na to nie powiesz? To poważne oskarżenie, zastanów się. Bo może, tu wzruszył zabawnie ramionami, nie mam nic i tylko przychodzę cię grać, a może – może mam tutaj świadków, tam nagrania… Twoja decyzja? Nie blefuje, powiedziały X nie tyle jego słowa, co emocje, nie tyle puste gesty, co źrenice bezdenne jak studnie, ale mówiące prawdę. Ma dowody. - Pamiętasz mnie po Solferino? - Jak mógłbym ciebie zapomnieć. - Więc dobrze, powiedziała zachowując absolutną powagę, dzisiaj będzie podobnie. Kapituluję. Wiedziałam, że to się wyda, właściwie nawet specjalnie nie dbałam, mówiąc przesuwała się nieznacznie w kierunku stołu, w jego kierunku, jak widzisz trochę ze mną nie tak, no nie? Znowu wzruszył ramionami. Jakie to ma do diabła znaczenie, ona nie próbuje mną teraz przecież manipulować, tylko odgrywa rolę, po co jej to. - Jesteś zwyczajnie zła, nie widzisz tego, no nie?, trochę ją przedrzeźnił, a trochę stwierdził obiektywny fakt, obiektywizm jej demoralizacji. Bo co ci to dało, że sprzedałaś ambasadzie jakieś tandetne tapesy, prawie wcale niepotrzebne! Żeby się popisać, co? Albo żeby realizować tę swoją ideę egzystencjalną, która polega głównie na kompletnej deprawacji charakteru, że mówisz jestem tu chwilę i robię co mi się…