Filozofia · 3 min czytania
sonata księżycowa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
zawsze, po dziesiątej modlić mi się wolno i cicho w pokoju szeleścić palcami w powietrzu kaligrafię rysować
wycinać sztywnymi rękami
badać tor lotu małych robaków i łowić je w sieci sprężonego światła podziwiać budowę anatomiczną i przerażającą sprawność skrzydeł
zapaść się głucho we własnym oddechu i pogłaskać siebie z tęsknotą za innym w kolebce kołysać namiętnie i długo otworzyć okno-i wpuścić echo
dnia wczorajszego którego już nie ma sen na powiekach światło na ścianach teatrzyk cieni z rzutnikiem w źrenicach najczęściej grają to na co czekałam
Część 22 / 2
powietrze opada; w ułożone włosy buchające kurzem-strzelają iskrami półprzymknięte usta-przyjmują i oddają tchnienie zachwytu nad sztuką skraju
rozumu-co kłania się w pas przed aktorami wyłuskanych z głośnych myśli i poczynań oni tańczą nadzy pomiędzy ścianami a ich każdy obrót nowy dzień zaczyna
ich związane ręce-burzą się do skoku w kręgu ponad czołem niczym aureola gną się tak jak wstążki-w takt rytmicznej ciszy szczęką jak kołatką wybijają z wolna
takt mojej modlitwy skarg wszystkich zażaleń
A tuziny światła opadają giętko w opierzone…