Fantastyka · 11 min czytania
Spacer nocą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było już naprawdę późno, więc musieli się śpieszyć. Paweł nie przepadał za kinem, a chodzenie po obrzeżach miasta tym bardziej nie wprawiało go w dobry nastrój. - Ten film nie mógł trwać dłużej? Jeszcze trochę i moglibyśmy pójść do restauracji obok na śniadanie – rzucił cynicznie w kierunku dziewczyny. - Oj kotku, daj spokój przecież noc dopiero się zaczęła, ty po prostu nie wytrzymujesz bez narzekania. Mówiłam, że nie musisz mnie odprowadzać – odparła Maryśka. - Nie ma takiej opcji, żebyś wracała sama. Po obejrzeniu tylu flaków i tryskającej krwi czuję, że powinienem być przy tobie – rzekł Paweł nawiązując do wspólnie obejrzanej nowej, amerykańskiej superprodukcji. – Jesteś pewna, że to dobra droga? - Tak, ale o jednym ci nie powiedziałam. Prowadzi przy cmentarzu – rzuciła uśmiechając się figlarnie, wyraźnie usatysfakcjonowana miną chłopaka. Paweł za nią szalał, choć jej zamiłowanie do fantastycznych historii i horrorów wywoływało u niego dreszcze. Jasno oświetlone bloki oddaliły się już znacznie, a chodnik zamienił się w nierówną, polną drogę. Odcinek prowadzący przez las nie był długi, ale w sam raz aby na twarzy młodziana odmalował się niepokój. Otaczała ich ściana ciemności i dźwięk szeleszczących liści. Po kilku minutach znaleźli się przy cmentarnym płocie. - Światełka ze zniczy wyglądają tak ładnie – rozmarzyła się dziewczyna. Paweł widział to jednak inaczej. Poczuł na sobie przejmujący powiew zimnego wiatru i rozejrzał się. Wszędzie gęste krzaki, a cmentarz wydawał się zupełnie niewidoczny oprócz kilku wspomnianych jasnych punkcików. Zza chmury wyłonił się księżyc w całej okazałości. ,,No tak, las, noc, pełnia – zaczął wyliczać w myślach Paweł – brakuje jeszcze tylko…” Pik-pik-pik! - Oo, północ? – dźwięk z zegarka wyraźnie zaciekawił dziewczynę. – Dobra, chodźmy dalej. Rodzice zaczną się martwić. Uszli ledwie parę kroków, gdy nagle Paweł potknął się o wystający korzeń i runął w dół. Upadek nie był szczęśliwy, bo zaczął się przedłużać. Chłopak robiąc zgrabne fikołki stoczył się do dość głębokiej dziury. Tak jak podpowiadał mu to jego wrodzony optymizm na koniec walnął głową o kamień. Ostatnie, co słyszał to krzyk Maryśki.
*
Otworzył oczy i rozmasował potylicę. Wstał z trudem. Nie wiedział jak długo był nieprzytomny, ale wciąż trwała noc. Wciąż dotykał świeżego guza, gdy jego wzrok padł na niewielką postać przed nim. Promień księżyca po chwili ją oświetlił. Paweł wpatrywał się w małą, długowłosą dziewczynkę z shot-gunem w dłoni. - Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć – odezwała się dziwnie nie pasującym do postury głosem. Paweł nieraz oglądał z Maryśką japońskie horrory, co jakoś nieszczególnie nastawiało go do propozycji dziewczynki. - Aha, a ty mnie porąbiesz na kawałeczki czy od razu pożresz żywcem? - Przybyłam z przyszłości, aby uratować ciebie i twoją dziewczynę. Za pięćdziesiąt lat wasz potomek zostanie przywódcą rebelii przeciw maszynom. - Zaraz, skądś to znam. Maszyny, powiadasz? - Tak. Za 15 lat 1 września o godz. 8.00 najnowszy komputerowy system operacyjny uzyska własną świadomość i przejmie kontrolę nad światową elektroniką. Dalej będzie już z górki. - Eh, powiedzmy że ci wierzę – nie wierzył, ale dobór słów podpowiadał mu widok błyszczącej lufy. O firmę, która wyprodukowała feralny program wolał nie pytać. – A kim ty jesteś w tej całej historii? - Reskulator X111P, robot wysłany z przyszłości w celu uratowania was przed… Wywód przerwała potężna eksplozja tuż obok nogi Pawła, która odrzuciła go na dobre kilka metrów. Chłopak wpadł między ostre krzaki raniąc się nieznacznie. Mimo szoku, ogarnął się na tyle szybko by powiedzieć: - O kurwa! – to pierwsze, co przyszło mu do głowy na widok dwumetrowego dryblasa, w dodatku całkiem nagiego i z wielką spluwą, to znaczy bronią. – Nie jest dobrze. Paweł wiedział, co się dzieje, bo przypomniał sobie podobną akcje z seansu u Maryśki, gdy oglądali jakieś klasyki filmowe. Żałował, że większość przespał. - Skoro już masz mnie zabić to mógłbyś się chociaż ubrać. - Dopiero się teleportowałem, nie było okazji. Chwilę rozmowy wykorzystała ukryta za drzewem ,,dziewczynka”. Wystrzeliła prosto w głowę napastnikowi, a ta rozleciała się w elektroniczny mak. Z tułowia wystawaly kable, a kończyny opadły bezwładnie. Mała podeszła i dla pewności przebiła nieruchome ciało robota ręką, jakby wyszarpując serce. W przydużej, skórzanej kurtce i glanach wyglądała niewinnie. Nałożyła okulary przeciwsłoneczne, co zapewne nie sprawiało jej żadnej różnicy, w końcu była robotem (ale z własnym poczuciem estetyki). Podeszła do Pawła, kilka minut zajęło mu dojście do siebie, ale w końcu nabrał ochoty do rozmowy. - Ej, zaraz, a gdzie jest Maryśka? - Nie mam żadnych danych o jej uszkodzeniach niezwiązanych z pojawieniem się maszyn, więc gdziekolwiek jest – wyjdzie z tego żywa. - Jakoś mnie to nie uspokaja. Idziemy jej szukać ok.? Jeśli nie musisz już wracać do przyszłości – zagadnął z nadzieją. - Przyjęłam. Później tam wrócę. Paweł odebrał to jako zgodę i oboje ruszyli pod górkę w okolice cmentarza. Nikogo tam nie było. Chłopak doszedł do wniosku, że nie ma powodu by bać się robota, więc zaproponował: - Będę mówił ci Res, dobrze? Cieżko mi uwierzyć, że jesteś maszyną, wyglądasz jak dzieciak z japońskiego straszydła, nawet oczka skośne masz. Hm, w sumie to gdzie indziej mieliby…