Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 4 min czytania

Spadaj

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Uwierz mi nie ma sensu się bić i dłużej ze sobą być, nie Ty – nie My ... spadaj” Pamiętam pierwszy tydzień. Idealny tydzień. Poznaliśmy się na podwórku. Podeszłam do znajomych i byłeś tam ty. Nic nie znaczyłeś. Wiedziałam, że podobasz się innej, a miałam do niej szacunek. Potem była impreza. Najpierw chińszczyzna, wino i muzyka. Lekkie muśnięcia z twojej strony. Nie zwracałam na to uwagi. Potem one wyszły po resztę ekipy. Zostaliśmy sami. Pamiętasz tą ścianę w kuchni. Pierwszy pocałunek. Gdy weszły z powrotem już się domyślały. Zaczęła się impreza. Co pięć minut podchodziłeś po buziaka. Potem stwierdziliśmy, że idziemy spać. Po co ubrania. Pocałunki, pieszczoty. I kocham cię. Spytałam cię co to dla ciebie znaczy. Tak, o taką odpowiedź mi chodziło. Rano. Wspólny prysznic. Niby nic. Potem nie było cię w domu. Cały czas nocowałeś u mnie. Piękne wieczory, piękne poranki. Kocham cię. Kolejna impreza. To wtedy było. Piękna chwila. Widzieliśmy się codziennie. Kocham cię... „Nie chcę brudzić się o Twoją skórę. Nie chcę dłużej czuć się jak szmata. Nie chcę widzieć Twojej twarzy. Nie chcę myśleć co się z Tobą, co się z Tobą dzieje...” Nagle wszystko prysło. Coś było nie tak. Codzienne dzwonienie, martwienie się o ciebie. Paliłeś. Przez następne trzy tygodnie byłeś nastukany, chociaż przyrzekłeś sobie, że rzucisz. Nie wytrzymałeś. I ten dzień. Mijał miesiąc. Ty wyszedłeś z pubu i poszedłeś do niego. Nie było cię bardzo długo. Wyszłam, żeby ochłonąć. Sms. Matka kazała ci wracać do domu. Poszłam do niego. Ty tam byłeś. Skryty w kuchni czekałeś aż wyjdę. Nie rozumiałam. To zabolało. No i dzień, w którym nawet się nie pożegnałeś. Wieczór. To

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Spadaj — czytnik · opowiadania