Historia · 5 min czytania
Spadam...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
"Lecę...
Nic oprócz tego nieznośnego uczucia spadania. Czuję, że spadam, lecę na spotkanie z gruntem, ale trwa to już chyba wieczność. Nic nie słyszę, nic nie widzę. Nie ma wokół mnie żadnego koloru, otoczenie – o ile można tę pustkę nazwać otoczeniem – nie jest białe ani czarne, po prostu JEST. Jedyne, co moje otępiałe zmysły czują, to przeczucie, że spadam, ale z jakiej wysokości trzeba by było skoczyć, żeby spadać tyle czasu? Właśnie. Ile tu już jestem? Ostatnie co pamiętam, to bitwa, i kopyta ogromnego konia... Co to jest „Koń”? I kto to: „Kopyta”? Czuję się, jakby mój własny rozum mówił do mnie w nieznanym mi języku, z którego od czasu do czasu wychwytuję znajomo brzmiące słowa, ale nie znam ich sensu i pozostają mi tylko domysły, dlaczego znalazłem się Tu."
- Rejtan! Na Świętą Trójcę, on żyje!
"Rejtan? To jakieś imię? Co to „imię”? Co to za głos? Te słowa po prostu pojawiły się w mojej głowie, jakby były tam od zawsze."
Część 22 / 2
- Rejtan! Nie zasypiaj, nie zamykaj oczu! Medyka! Ludzie, nie grzebcie zmarłych, gdy tu żywi jeszcze dychają! Po konowała chłopi, bo mnie ręka już do miecza świerzbi! Rejtan, nie waż mi się zamykać oczu! Rejtan!
"Za dużo nowych słów, w głowie zaczynam czuć zamęt. O co chodzi? Dlaczego ci ludzie muszą tak krzyczeć, przecież oni są Tam, a ja Tu... chwila, skąd ja wiem, kim są ludzie?!"
- Dzięki Niebiosom, jesteście! Panie medykus, ratujcie mego druha, on ranion śmiertelnie, ale dycha jeszcze... Patrz pan! Otwiera oczy! Ratujże go, a nie poskąpię ni złota, ni srebra, a jeżeli nic mu poważnego nie będzie, to ci sługę dobrego oddam! Na honor, trzymać rannego dobrze, bo was... Uważaj, medyku, naparstek krwi tego szlachcica wart dla mnie więcej niż wiadro twojej, i podług tego będę się z tobą rozliczał!
"Taaak... Zaczynam sobie przypominać... Ta wiedza jest tak oczywista, że nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją stracić choć na chwilę. Była bitwa, były płaszcze białe z czarnymi krzyżami... I były błyski, odbicia Słońca w wypolerowanej broni. A potem do błysków dołączył huk uderzeń maczug i młotów o tarcze, trzask łamanego drewna i przenikliwy, cienki pisk zderzających się mieczy. I okrzyk, rozpaczliwy, „W Króla biją!” który sprawił, że wszyscy rzucili się w tył, oddając ziemie własną krwią przed chwilą zdobyte, żeby tylko