Horror · 37 min czytania
SPADEK cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ 9
Następnego dnia Małgorzata niespodziewanie dostała wiadomość, że pani Łomnicka, jednak przyjedzie do jej kamienicy i osobiście sprawdzi piwnicę. Megi niecierpliwie czekała na jej przyjazd. Akurat była po nocnym dyżurze więc miała wolny dzień. Chciała trochę się przespać, jednakże była tak podekscytowana, że nie potrafiła uciąć sobie nawet krótkiej drzemki. Po półgodzinnej próbie uśnięcia w końcu doszła do wniosku, że to bez sensu i postanowiła wziąć szybki prysznic. W kuchni włączyła głośniej płytę z polskimi przebojami i rozebrawszy się do naga weszła do brodzika. Puszczając na siebie gorącą wodę, wciąż rozmyślała o wydarzeniu z poprzedniego dnia. Rano dzwoniła do szpitala, i zapytała jak się czuje pokiereszowany u niej w piwnicy mężczyzna. Okazało się, że miał złamany obojczyk w kilku miejscach. Musiał przejść zabieg składania kości i założenia gipsu. Ma zostać w szpitalu kilka dni na obserwacji. Rozmyślając o tym natarła ciało mydłem o zapachu wiśni. Od gorącej wody zaparowała cała szyba kabiny prysznicowej. Megi opłukała się chłodną wodą na koniec i dokręciła kurki kranu. Gdy woda przestała płynąć otwarła drzwiczki i stając na piankowej macie ściągnęła z wieszaka ręcznik. Nagle poczuła, że w łazience zrobiło się dość chłodno. Zdziwiona uchyliła drzwi na korytarz i sprawdziła ręką, czy tutaj temperatura także spadła. - Dziwne – mruknęła, wracając do znacznie chłodniejszej łazienki. Szybko wytarła się ręcznikiem i zarzuciła na ciało szlafrok. Gdy stanęła przed lekko zaparowanym lustrem, żeby uczesać włosy, kątem oka zobaczyła za swoimi plecami jakiś ruch. Przestraszona krzyknęła, upuszczając na płytki szczotkę. Rozejrzała się szybko po niewielkim pomieszczeniu, ale łazienka była pusta. - Co do diabła – powiedziała na głos, chcąc dodać sobie nieco otuchy. I wtedy zauważyła na szybie od prysznica dwa ślady rąk. Wyglądało to tak, jakby ktoś stojąc w brodziku opierał się rękami o zaparowaną szybę. Małgorzata z niedowierzaniem podeszła bliżej i lekko pochyliła głowę, by lepiej się przyjrzeć. Po chwili namysłu przysunęła swoją lewą dłoń i przyłożyła do jednego z odbić. Jej ręka była większa. Miała dłuższe palce i węższe kostki, co świadczyło o fakcie, że ślady nie mogły należeć do niej. Prostując plecy, wzięła głęboki oddech. A może te ślady należą do matki? W końcu rodzice byli kilka dni temu, a Małgorzata od tego czasu nie czyściła szyby. Nie bardzo wiedziała co ma zrobić. W końcu postanowiła zadzwonić do Jaśka. Chciała, żeby ktoś zobaczył te ślady nim znikną. Wiedziała, że chłopak jest na dole w herbaciarni i jak tylko będzie mógł to przybiegnie za kilkanaście sekund. - Janek możesz szybko wpaść do mnie? – Zapytała, ledwo odebrał telefon. - Właśnie miałem do ciebie podskoczyć. Będę za dwie minutki. - W porządku, czekam na górze. Odłożyła telefon i wróciła do łazienki. Stając w drzwiach poczuła zimny poryw wiatru. Ze zdziwieniem spojrzała w stronę małego okna, czy nie jest otwarte. I wtedy usłyszała rozpaczliwy krzyk. Przestraszona rozejrzała się dokoła. Powietrze robiło się coraz zimniejsze. Kiedy obróciła się twarzą w stronę korytarza usłyszała jakieś uderzenie w kabinie prysznicowej. Natychmiast odwróciła się w tamtym kierunku i zobaczyła, że na szybie powstał kolejny ślad dłoni. Zatkała ręką usta, by nie krzyczeć i rozszerzonymi oczami patrzyła jak na szybie kolejno pojawiają się następne ślady. Wtedy do łazienki wpadł Janek. - Co się dzieje. – Krzyknął. Z jego ust wydobywały się kłęby pary. – Co do cholery? Megi palcem pokazała mu zaparowaną szybę, na której widać było już kilkanaście śladów. Wyglądało to tak, jakby ktoś rozpaczliwie próbował uwolnić się z zatrzaśniętego brodzika. Z każdą chwilą śladów przybywało coraz więcej. Dziewczyna mogłaby też przysiąc, ze słyszała żałosny szloch i prośbę o rzyj. - Wychodzimy stąd. – Odparł rzeczowym tonem Janek i pociągnął za sobą przyjaciółkę. Wtem wszystko ustało. W łazience zrobiło się kompletnie cicho, a w kilka sekund powietrze wróciło do normalnej temperatury. Małgorzata i Janek zastygli przy drzwiach. - Myślisz, że to koniec? – Zapytała Megi. – Popatrz ślady znikają. - I rzeczywiście. W ciągu niecałej minuty ślady stawały się coraz bledsze, aż w końcu zupełnie znikły. - Coś niesamowitego. – Janek kręcił z niedowierzeniem głową. – Nie powinnaś tutaj zostawać. Megi przeszła do kuchni i mocniej zacisnęła zsuwający się pasek szlafroka. - Wiesz, ja się tego jakoś specjalnie nie boję. – Powiedziała wzruszając ramionami. – Mam wrażenie, że to bardziej ostrzeżenie niż jakiś atak na mnie. Myślę, że te duchy chcą mi coś przez to wszystko POWIEDZIEĆ. Janek nie wyglądał na przekonanego. Patrzył na nią z nieco niewyraźną miną. - Nie wiem co powiedzieć. – Odparł w końcu. - Niedługo przyjedzie ta medium. Zobaczymy co ona powie na to wszystko.
Postanowili poczekać na panią Łomnicką w herbaciarni. Janek zaparzył dla siebie i Megi zieloną herbatę i smaku cytrynowym, obsłużył starsze małżeństwo, które zamówiło rzadką odmianę białej herbaty, po czym usiadł z dziewczyną przy barze. - Dzisiaj nie mam zastępstwa. – Powiedział, przysuwając bliżej swoją filiżankę z ręcznie malowanymi różami. – Będziesz musiała sama zmierzyć się z panią Łomnicką. - To żaden problem – odparła, machając dłonią beztrosko. – Mam tylko nadzieję, że nikomu więcej nic się nie stanie. Medium przyjechała pięć minut przed umówionym czasem. Kobieta miała puszystą sylwetkę, czarne upięte w ciasnego koka włosy. Jej śniada cera i duże piwne oczy były pokryte subtelnym, eleganckim makijażem. Kobieta ubrana była w długą, powłóczystą suknię w odcieniu oliwkowym, a na jej szyi wisiało kilka łańcuszków z kolorowymi wisiorkami, które miękko opadały pomiędzy jej bujne piersi. - Łomnicka jestem – przedstawiła się, wyciągając na przywitanie rękę. Dłoń kobiety była zaskakująco drobna, sucha i chłodna. - Małgorzata Jaworska – Dziewczyna dygnęła lekko i szerzej otwarła drzwi prowadzące do holu. – Bardzo mi przykro z powodu pani fotografa. - Akurat nie należał do mojej ekipy, prawdę mówiąc. – Odparła, przeciskając się przez wąskie dla niej drzwi – nasz fotograf ma akurat dwa tygodnie urlopu. Megi nie bardzo wiedziała co powiedzieć więc zacisnęła tylko usta. Za panią Łomnicką do holu wszedł kamerzysta oraz dwóch mężczyzn, którzy wyglądali na ochroniarzy. - Proszę mnie najpierw zaprowadzić do piwnicy, gdzie nastąpił atak – powiedziała kobieta, odruchowo poprawiając gładkiego koka, na szczycie głowy. - Oczywiście. Małgorzata przekręciła klucz w piwnicy i otwarła drzwi. W dole panowała kompletna cisza. - No to idziemy – odparła kobieta. – Pani pierwsza. Małgorzata bez słowa zaświeciła światła i zeszła po schodach. Tutaj było znacznie chłodniej niż na górze. Megi stanęła na środku i wskazała ręką fragment muru. - Tutaj fotograf został zaatakowany. Medium podeszła do ściany i delikatnie dotknęła ręką zimnego muru. - Nagraj to – powiedziała cicho do kamerzysty. Mężczyzna uruchomił kamerę. Obok obiektywu zaczęła migać czerwona dioda. - Moja asystentka miała wykonać tutaj potrzebne pomiary. Niestety niewiele udało się zrobić. – Stwierdziła Łomnicka, przesuwając wciąż ręką po zimnej ścianie. Megi nie odzywając się wciąż stała dokładnie na środku pomieszczenia. - Proszę mi powiedzieć, gdzie pani stała podczas tego ataku? – Zapytała Łomnicka. - Przy schodach – dziewczyna wskazała ręką pierwszy stopień. – Dokładnie jakieś pół metra od pierwszego stopnia. - Czyli to musi być bezpieczna strefa…. – Mruknęła pod nosem Łomnicka. - Że jak? – Megi nie dosłyszała słów medium. - Nic. Nic. – Kobieta machnęła ręka, jakby odganiała od siebie namolnego komara. – Tak sobie tylko rozmyślam na głos. Proszę się tym nie przejmować. Przez następnych kilka minut medium dokładnie badała każdy centymetr muru, gadając coś przy tym pod nosem. W końcu wyprostowała się i podeszła do Małgorzaty. - Wiec sprawa wygląda tak… - Zaczęła nad wyraz spokojnym głosem. – Proszę mi najpierw opowiedzieć w jaki sposób ta ręka wyszła z muru. - Nie mam pojęcia – Megi pokręciła głową. – Widziałam tylko, jak ze ściany wystrzeliła ceglana dłoń i złapała pańskiego pracownika za ramię. - No tak – kobieta odchrząknęła. – Jednakże ja chce wiedzieć w jaki sposób pani to zrobiła. - Co zrobiłam? – Megi nie bardzo wiedziała o co chodzi kobiecie. - No tę rękę. Przecież sama z muru nie wyszła. Dziewczyna założyła ręce. - Ja nic nie zrobiłam… - No to może ten pan, co z wami był. - Janek? – Prychnęła. – On też nic nie zrobił. Stał przecież przy mnie... - Chcemy nakręcić program o tej kamienicy. – Łomnicka weszła jej w słowo. – Ale musimy znać wszystkie szczegóły. - Ale JA nie mam pojęcia o czym pani mówi. Medium wzięła głęboki oddech. - No cóż – zaczęła powoli. – Ludzie robią różne rzeczy, byleby tylko trafić do telewizji. Biegają po rzekomo nawiedzonych domach w prześcieradłach, straszą nas nagranymi dziwnymi odgłosami, po prostu robią wszystko, żeby mieć program o swoim rzekomo nawiedzonym domu, gospodarstwie czy pokoju. Wreszcie Megi pojęła, do czego zmierza ta dyskusja. - Pani mi sugeruje, że ja to zrobiłam specjalnie? - Oczywiście – kobieta wzruszyła ramionami. – Kamienica stanie się słynna. Macie tutaj herbaciarnię prawda? Po programie o duchach, każdy będzie chciał tutaj przyjść, żeby napić się herbaty w nawiedzonym domu. Proste jak drut. - Herbaciarnia nie należy do mnie – Megi dumnie wzniosła czoło. – A wysokość dochodów jej właściciela nie jest zależna od czynszu jaki ja dostaję. – Widocznie planuje pani jakiś inny interes – Łomnicka powoli przechadzała się po piwnicy. – Ja w to nie wnikam. - Nic nie planuję – Megi poczuła się urażona. – Mam w domu duchy i chcę się ich pozbyć. - Każdy tak mówi. – Kobieta strzepnęła z rękawa czarny włos. – A przecież w końcu to program o duchach, prawda? - Ale ja nie kłamię. Zresztą pani pracownik widział co się działo. - No właśnie. – Łomnicka uniosła palec. – Więc wracamy do punktu wyjścia. Umówmy się tak. Pani mi powie jak zrobiliście tę rękę, a ja w zamian nakręcę straszny program o nawiedzonej kamienicy. - A kiedy pani pozbędzie się ducha? – Megi powoli traciła cierpliwość. - Wszyscy wiemy że tutaj NIE MA żadnego ducha – pobłażliwy uśmiech na twarzy medium rozwścieczył Małgorzatę. – Duchy zostawmy na boku, a teraz liczy się biznes. My nie zajmujemy się duchami. Każdy program jest wcześniej odpowiednio przygotowany. Żaden z odcinku nie pokazywał ani jednego prawdziwego ducha, czy jego wysyłania na drugi świat. - A wiec to tak? – Megi oparła dłonie na biodrach. – Więc cały czas okłamujecie ludzi. - Nic z tych rzeczy. Nasz program nie należy do dokumentalnych. Kręcimy to, co jest teraz modne. - A wiec pani wcale nie jest żadnym medium? - A skąd – kobieta roześmiała się kręcąc przy tym głową. – Jestem aktorką. - W takim razie nie mamy o czym rozmawiać. Proszę stąd wyjść! – Zdecydowany głos Małgorzaty natychmiast starł uśmiech z twarzy Łomnickiej. - Jeżeli pani powie mi skąd wzięła się ręka, to pani nie zaskarżymy. - O co mnie macie zaskarżać? - A o to, że pani zaatakowała mojego pracownika. - Nikogo nie zaatakowałam! To nie byłam ja! - Jeszcze dzisiaj złożymy na panią skargę na policji. – Kobieta pogroziła Megi wytkniętym palcem. - Proszę natychmiast wyjść z mojego domu! – Krzyknęła Małgorzata. – Wynoście się. Wszyscy! - Bardzo dobrze! Jeszcze dzisiaj przyjdą do pani z komisariatu! – Wrzasnęła Łomnicka. Z purpurową od złości twarzą wyszła z kamienicy i demonstracyjnie trzasnęła drzwiami, nie czekając na resztę jej świty. Zdezorientowani pomocnicy wzruszyli tylko ramionami i też wyszli, na szczęście zamykając drzwi bez trzaskania. Megi została w domu sama. Z głośnym westchnieniem wspięła się na piętro i nastawiła w ekspresie mocną jak siekiera kawę. Usiadła na krześle i rozpłakała się, kryjąc twarz w dłoniach.
ROZDZIAŁ 10
Następnego wieczoru do drzwi Małgorzaty zapukał wysoki, barczysty policjant. - Chciałbym z panią chwilę porozmawiać jeśli można. – Powiedział, po sprawdzeniu dokumentu dziewczyny. - Oczywiście, proszę. – Wpuściła go do domu i zaprosiła do salonu. Mężczyzna ściągnął czapkę i wyjął z torby teczkę z papierami, oraz plastikowy długopis. Megi bez słowa patrzyła na aktówkę policjanta. Ten wyciągnął ze środka jedną kartkę i podał dziewczynę. - Pewnie pani się domyśla w jakiej tutaj jestem sprawie – powiedział, kiedy ona pobieżnie przejrzała zawartość dokumentu. – Pani Łomnicka złożyła na panią skargę wczoraj w okolicach godziny dziewiętnastej. Twierdzi, że to pani złamała obojczyk jej pracownikowi. - To nieprawda! – Megi wycedziła przez zęby. – Nawet nie dotknęłam tego człowieka. Mężczyzna wziął głęboki wdech. Widać nie pierwszy raz w jego zawodzie, słyszał zaprzeczenie ze strony potencjalnego winnego. - Proszę mnie zrozumieć. – Powiedział cicho. – Ja mam tylko spisać pani zeznania. Resztą zajmie się sąd. - W porządku – odparła. – Rozumiem. - Więc tak. – Zaczął bardziej urzędowym tonem. – Mam tu zapisane, że ekipa telewizyjna była u pani dwa dni temu. W jakim celu? - Coś straszy w mojej piwnicy. Uważamy, że to duchy. Znajomy… - Uważamy? – Wpadł jej w słowo. – Znaczy kto jeszcze? - Mój znajomy. On też widział zjawiska nadnaturalne w tej kamienicy. Dlatego postanowiliśmy wezwać medium, które podobno odesłało całe hordy duchów i poltergeistów. Przez twarz policjanta przemknął pobłażliwy uśmiech. - A po co był u pani ten znajomy? – Zapytał. - Odwiedził mnie. - W celu…? Wzruszyła ramionami. - W celu prywatnym – odparła w końcu z naciskiem w głosie. - Dobrze. – Zapisał na kartce słowa Małgorzaty. – Więc ma pani w mieszkaniu duchy tak? Ile? - Co ile? – Nie bardzo zrozumiała pytanie. - Ile sztuk? Przez chwilę patrzyła na niego z niedowierzaniem. - Pyta się mnie pan ile sztuk duchów mam w domu? A skąd ja mam to wiedzieć? Po prostu coś tu jest i tyle. Policjant wciąż zapisywał zeznanie Megi. Dziewczyna zauważyła, że przy notowaniu niektórych wyrazów facet po cichu porusza ustami i wysuwa koniec języka. Widać notowanie słów wymagających obeznania ortografii szło mu z trudem. - Dobra zapisałem – odparł po chwili. – Czyli oskarżona nie wie co straszy? Megi najpierw spojrzała na nierówno zapisaną kartkę leżącą na stole, a potem na tępawą twarz policjanta. - Gdzie są te duchy? – Zapytał po chwili. - Nie wiem. – Wzruszyła ramionami. - To inaczej. Gdzie poszkodowany kamerzysta został zaatakowany przez rzekomego ducha? - W piwnicy. - Na dole? – Naiwne pytanie zdziwiło Megi. - Nie wiem jak w innych budynkach, ale w moim piwnica jest rzeczywiście NA DOLE. – Powiedziała z przekąsem. - No, no. – pogroził jej palcem. – Tylko mi się tutaj proszę nie wymądrzać! Megi uniosła brwi, lecz wolała powstrzymać się od komentarza jaki cisnął się jej na usta. - Zeszliśmy do piwnicy NA DOLE. Byłam ja, kamerzysta, fotograf i asystentka pani Łomnickiej. - No i pani przyjaciel, który przyszedł w odwiedziny w sprawie prywatnej – przeczytał z kartki. - Tak – kiwnęła głową. - Co było potem? - Ze ściany, koło której stał kamerzysta wyskoczyła nagle ręka, złapała go za ramię i nie chciała puścić. - Ręka? Wyskoczyła? Tak? Dobrze rozumiem? - Dobrze. - To była ludzka ręka? – Zapytał, wciąż nie przerywając pisania. - Ludzka. Tylko nie było na niej skóry, a była jakby z cegły. Policjant podniósł oczy i uniósł rękę w której trzymał długopis. - No to ludzka była, czy nie ludzka? Megi znowu westchnęła. Zapowiadał się długi wieczór. - To była ręka w kształcie ludzkim. Ale wykonana z cegieł. - A kto ją zrobił? - Co zrobił? - No tę rękę? Pytanie wydało się dziewczynie tak głupie, że aż zaniemówiła. - Panie policjancie – Starała się zachować możliwie jak najbardziej opanowany ton. – Ze ściany wyszła ręka ludzka i złapała kamerzystę. Koniec. - Moment. Zapiszę. Przez kilkanaście sekund czekała cierpliwie aż policjant zanotuje jej ostatnie słowa. - Jak się piszę kamerzysta? – Zapytał niespodziewanie. - przez „RZ”. – Podparła ręką głowę. - Dobra. Mam wszystko zanotowane. I co było potem? Wzruszyła ramionami. - Ten człowiek bardzo się przestraszył. Zaczął krzyczeć, a mój przyjaciel… - Był jeszcze jakiś przyjaciel… - Policjant znowu jej przerwał. – Wcześniej pani o nim nie wspominała. Megi z niedowierzaniem pokręciła głową. - Mój ZNAJOMY. Policjant prychnął. - Proszę się trzymać wcześniej przyjętych określeń, dobrze? Znajomy to znajomy, a przyjaciel to przyjaciel. Zupełnie inna sprawa. Małgorzata nagle zapragnęła jak najszybciej zakończyć tę bezsensowna rozmowę. - ZNAJOMY. – Jej głos aż drżał ze złości. – Więc on porwał młot leżący w rogu pomieszczenia i uderzył nią tę wystającą ze ściany rękę. Ta puściła kamerzystę i zniknęła w ścianie. Chłopcy zanieśli rannego do holu, skąd zabrała go karetka. Tyle. - W porządku – mruknął, obracając zapisaną kartkę. – Wróćmy jeszcze do tej ręki. Domniemanego przestępcy. - W porządku. - Najpierw pani zeznała, że ręka była z kamienia a potem, że była ludzka. Megi przetarła dłonią oczy. - Wiec sama pani widzi, że plączemy się w zeznaniu, prawda? Dziewczyna wzięła głęboki wdech i w myślach szybko policzyła do dziesięciu w nadziei, że uda jej się zapanować nad sobą. - Ręka wyglądała jakby ktoś ją wyrzeźbił z cegły. Ale ruszała się tak płynnie jak żywa. Policjant patrzył przez kilka chwil w twarz Megi. - Nie wiem jak to zapisać. – Wyznał w końcu szczerze. - Niech pan zapisze, że ręka wyglądała jakby była pomalowana w cegły. Tak będzie najprościej. Kolejne kilka chwil, gdy policjant grawerował słowa na kartce, ciągnęły się w nieskończoność. - Może w ścianie jest tajemnie przejście – powiedział po kilku minutach. – Wie pani coś o tym? - Wątpię, żeby było cos takiego – Odparła natychmiast – zresztą ekipa Łomnickiej sprawdzała te ściany i nic nie znalazła. - Może pani pójdzie i sprawdzi? – Zasugerował. - Panie, ja tam nie idę! Boję się. Jak pan chce iść poszukać, to nie ma sprawy. Zapraszam. – Wyciągniętą ręką wskazała drzwi na klatkę schodową. - To nie jest w moim zakresie. – W jego głosie wyczuła nutkę strachu. – Biegli się tym zajmą, jak uznają sprawę. Małgosia zerknęła na zegarek. Za pół godziny zaczynała prywatne wizyty lekarskie. Chciała przedtem się odświeżyć i zjeść chociaż drożdżówkę. - Zaraz zaczynam pracę – powiedziała. – Czy moglibyśmy się pośpieszyć? Mężczyzna przez kilka