Akcja · 8 min czytania
Specialized
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Blady John zwykle o tej porze popijał dobry bourbon docinając kolejno, w pijackim transie każdej mijanej pamięcią lasce, którą niegdyś kochał. Teoretycznie powinien to robić i teraz, bo na solidnym rzeźbionym biurku stoi buteleczka z wtórującą owej szklaneczką. Jednak tak nie jest. W głębi porozrzucanych dupereli stoi wspomniane tudzież biurko, jakieś pół metra dalej ulokowany został skórzany fotel. To na nim siedzi obecnie John. Oparty o solidny zagłówek. rozluźniony i jakby nieobecny.
Spogląda, zdaje się, na północne skrzydło szklanej ściany swej posiadłości. Ciemna marynarka i polo lacoste`y harmonizują elegancję i wytworność męskiego szowinisty. Siedzi tak wtopiony w nudny obraz od jakichś 5-ciu godzin. Pomyślicie pewnie, ze nudziarz, albo pieprzony romantyk użalający się nad egzystem marnej struktury bycia sobą... a może kosza dostał...? Żona go rzuciła? Dziecko wpadło pod pociąg? Albo wypieprzyli z firmy? Ciekawe, co...?
Blady John dostał kulkę w łeb i od tej pory siedzi cicho. Krew rozlana na ścianie wygląda jak ślad po mandarynce rzuconej dość mocno. Dziura w przestrzelonej głowie to pozostalość po czyjejś złości... Niezrozumieniu. Czy też rozczarowaniu? Ślad po dziewięciu milimetrach czyjegoś egoizmu. Trochę dziwny nastrój wprowadza fetor alkoholu i rozbrzmiewająca dookoła woń świeżych róż leżących bezwładnie w przewróconym wazoniku...
10 godzin wcześniej wyszedł sobie John przed ogródek restauracji Wild West, gdzie miał się spotkać ze swoją żoną. W dłoni dzierży bukiet american beauty- najwytworniejszej odmiany róż w stanach- zjednoczonych, niczym kwiaty jesienne. Przez myśl by mu nie przeszło... A zresztą. Nie przyszła i komórkę wyłączyła. Toteż niczego miłego nie wróży, bo kilka dni wcześniej gościu wpadł na zabawie z jej najlepszą przyjaciółką. To tylko sex- tłumaczył bezsensownie. Gdyby nie dwójka dzieciaków zdradzona żona pewnie nie przepuściłaby warchołowi nawet minuty związku marnotrawnego. Aaaale zdrowe społecznie dziecko mieć musi i mamusię i tatusia. Żeby rodzinka była, nie? Zasiadając w fotelu pilota swojego lincolna town car zerknął na zegarek. Był kwadrans przed 15. Pomyślał, ze skoczy raz jeszcze do znajomego z woja. Powspominać stare czasy. I dziewczyny, za które nie trzeba było płacić. jak teraz... Skręcając przy West Avenue skojarzył błyskawicznie auto Rogera Watsona, który kiedyś naprawiał w jego domu zepsuty kran. Zdzierca zabrał 100$ za przekręcenie jednej śrubki, po czym zmyl siś niczym piasek z fala, a kran... trzeba było wymienić. Pieprzyć go. Większe problemy są. Wychodząc z auta pod domem Stevena pieprznął się dość mocno o krawędź dachu, bo fotel był za wysoko ustawiony. Jakiś pech dzisiejszym dniem go prześladuje- pomyślał uderzający. Nad zbyt uprzejmy gospodarz stwierdził, ze przed kilkoma kwadransami kontaktowała się z nim Sarah. Stwierdziła, że zabierze dzieci i wyjedzie do matki na farmę w Waukegan. przepowiedziała, że to koniec jej małżeństwa i od tej pory zacznie życie od nowa. Nasz niedoszły, wzorowy mąż troszeczkę się zdenerwował- dziwka wydusi każdy grosz przy nadarzającej się sposobności. Ruszył z piskiem opon spod domu Stevena. O maly włos nie potrącając jakiegoś dzieciaka z sąsiedztwa. Prawie pod koła mu sam gówniarz podlazł. Rozgoryczony pędził autostradą ponad limit pieprząc wszelkie zakazy. W międzyczasie korzystając ze swojego samochodowego zestawu nokii wydzwaniał do swej lubej. Bezskutecznie. Cisnął telefonem na tylne siedzenie.
Zjechał przed ostatnim przejazdem na wybrzeże i wyłączył silnik tuz przy moście.…