duchy · 14 min czytania
Spektakl
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SPEKTAKL
Puk...puk...puk...fajka delikatnie zastukała o drewniany parapet, gęsta mleczna chmura leniwie wylała się z jego ust, gdzie nie gdzie zaczepiając o gęstą czarną brodę " To pewnie stad biorą się na niej siwe włosy " pomyślał , a wesoła myśl przebiegła szybko okrążenie wokół głowy dzwoniąc wesoło swym złotym dzwonkiem. Spojrzał na chmurę dymu, źrenice zmniejszyły się a oczy przykryła niemal niedostrzegalna mgła, jego nieobecny wzrok błądził gdzieś pośród dymu szukając w nim jakiegoś porządku, trójwymiarowego obrazu(tak bardzo to lubił choć trwało tylko chwilę). Dym nie był cierpliwym aktorem, szybko uciekał z swej powietrznej sceny i wyskakiwał przez otwarte okno, może bojąc się aby człowiek zbyt wiele nie zobaczył w jego skomplikowanym wnętrzu a może po prostu zwijał swój kramik i jechał z przedstawieniem gdzieś dalej . Delikatnie na tyle na ile pozwalało mu jego przygarbione ciało i sztywniejące stawy wychylił się za okno łapiąc wzrokiem ostatnie momenty przedstawienia, zanim opadła kurtyna i powietrze znów stało się krystalicznie czyste zdążył jeszcze wyszeptać "piękne" i delikatnie się uśmiechnął. Skrzypnęły drzwi, do palarni weszło dwóch młodych chłopców, słyszał już ich wcześniej, prowadzili dosyć ożywioną rozmowę i raz po raz któryś z nich wybuchał głośnym śmiechem. Dziwnym śmiechem jak gdyby trochę zbyt głośnym, jak gdyby miał coś zagłuszyć coś, coś co uciskało ich gdzieś w środku i nie dawało o sobie zapomnieć. Lecz pewnie była to tylko jego wrażliwa wyobraźnia, która szukała nowego punktu zaczepienia aby owinąć się wokół niego jak wąż i pociągnąć za sobą jego, wyrywając z szarej sztywnej ponurej rzeczywistości. Chłopcy nadal prowadzili swoją rozmowę jakby kompletnie nie zwracając na niego uwagi. To mu odpowiadało, odpowiadało po stokroć bardziej niż przeszywająca piętnująca cisza czy głupkowate uśmieszki, oni potraktowali go jak kogoś zwyczajnego...."oni tak ale ty nigdy tak byś się nie potraktował bo tylko ty sam wiesz jakie z ciebie dziwadło z resztą nikomu nie dałeś nawet szansy poznania się bo bez przerwy siedzisz na tym swoim..." coś trzasnęło w jego głowie łamiąc dotychczasowy spokój jakby obca myśl lecz ona nie była obca znał ją, znał ją zbyt dobrze... "Dosyć" wyszeptał ostatni raz stuknął fajką o parapet i na tyle szybko na ile mógł wyszedł. Zamknął za sobą drzwi, ciężko oddychał, to gwałtowne wyjście nieco go zmęczyło ale i uspokoiło za razem. Korytarz był pusty, dobrze, nie chciał teraz nikogo spotykać, już powoli, nieco włócząc za sobą prawą nogą ruszył z powrotem na poddasze. Gdy doszedł do schodów cicho przeklął, że po raz kolejny wybrał się na " wycieczkę" bez laski. Zamek tylko cicho zgrzytnął zaciśniętymi zębami gdy klucz grzebał z namaszczeniem w jego wnętrznościach, była to wysoka cena ale warto było ją zapłacić by To zobaczyć (zwłaszcza, że miał jedno z lepszych miejsc ), po chwili zasuwa przesunęła się nieco w bok robiąc miejsce światłu, które nieśmiało zaglądało przez szparę ( nie zdając sobie jeszcze sprawy że to ono będzie głównym bohaterem tego krótkiego spektaklu), drzwi odsunęły się nieco od framugi, światło straciło równowagę i z impetem wtoczyło się do pokoju wpadając na wszystko co napotkało na drodze, jednak gdy tylko zaczęło łapać równowagę i miej więcej orientować się w sytuacji drzwi z powrotem wtuliły się w framugę przycinając ogon świetlnemu aktorowi, który wyraźnie tym zawstydzony szybko zaszył się gdzieś w kącie, kończąc tym swoje krótkie aczkolwiek spektakularne turne. Na scenę znów wkroczył półmrok przy monotonnym i lekko sennym aplauzie zegara ściennego. Powoli podszedł do biurka, odłożył fajkę, wśród piętrzących się na blacie papierów po chwili znalazł tę... "Dziewczynka we Mgle" napisane na czystej białej karcie, ostatnia notatka, ostatnie przemyślenia przed wyjściem do palarni a za razem furtka, którą wystarczy tylko otworzyć i po prostu wyjść, choć na chwilę z tak mocno przygniatającej szarości dnia codziennego, PRZEŁAMAĆ SCHEMAT wszech otaczającego MARAZMU, wystarczyło tylko znaleźć klucz " hej Dziewczynko we Mgle , podaj mi go, pomóż mi go znaleźć". Blady świt, Mgła otuliła okolicę szczupłymi bladymi dłońmi, jak delikatny polny dmuchawiec, którego lekkie nasionka leniwie rozmywają się na wietrze. Po środku tego ONA, malutka kwintesencja kobiecości, ona delikatna, niewinna, nieśmiała, ona w swej poszarpanej koszulce nocnej ( która kiedyś musiała być pięknym jedwabnym odzieniem ), ona o potarganych kasztanowych włosach, ( na których gdzie nie gdzie można dostrzec pozostałości loków ) ona w okaleczonych bosych stopach, ona o pięknych głębokich niebieskich oczach ....staruszki, gdzie nie ma miejsca na błysk zachwytu nad tym co wokół, błysk ciekawości, błysk, łzę wzruszenia, ani kropli, ona, z jej oczu spogląda żądza, żądza, która zrodziła się gdzieś w środku, żądza która opanowała wszystko, stała się jedynym celem, zakryła oczy, zatkała uszy ... białymi szczupłymi dłońmi. Pod delikatnym naciskiem wiatru mgła zaczęła powoli schodzić ze sceny, jej rola dobiegała końca, rola życia, w którą włożyła cały swój talent i doświadczenie . Teraz wszystko miało zależeć od tej małej rozczochranej istotki "powodzenia malutka" pomyślała i po raz ostatni przelotnie otuliła ją puchem swego mlecznego futra . Mgła odpływała odsłaniając wszystko wokół, jak morze w czasie odpływu, które oddając ziemi pole do popisu zostawia na niej cząstkę siebie w postaci muszelek czy przegniłych desek. Dziewczynka zdawała się w ogóle nie dostrzegać tej zmiany scenografii, nie rozglądała się, nie była ciekawa co dotychczas kryło się za białą kurtyną, tylko patrzyła swoim nieobecnym wzrokiem na wprost, na krzak maliny. Przyciągał uwagę, sam chudy wysuszony przygarbiony wydał na świat dzieci, owoce dojrzałe, piękne wydawało się, że zaraz eksplodują od swej obfitości. Nie opuszczały jednak krzaka, trzymane żelaznym uściskiem matczynych ramion czekały w raz z nią na lepsze czasy (które miały nigdy nie nadejść), nie chciały umierać nie chciały wyskakiwać ze swojego domu, gdzie na dole czekała tylko trawa i gnicie, chciały coś osiągnąć przed śmiercią zaistnieć nie tylko tym że wykonają efektowną akrobację w powietrzu za nim ich ciałko roztrzaska się o ziemie. Dziewczynka podeszła bliżej, wśród dorodnych owoców zaczęła dostrzegać gnijące, pożerane przez robactwo, ich tłuste cielska raz po raz wylewały się na zewnątrz aby za chwilę ponownie zanurzyć się w malinowym odmęcie. Dziewczynka otworzyła usta, być może ze zdziwienia (choć jej oczy zupełnie tego nie zdradzały ). Z jej blado różowych ust wydostało się na zewnątrz nieco pary ,( w osobie której co bardziej uważni obserwatorzy mogli by dostrzec młodą utalentowaną dublerkę Mgły. Niestety ten spektakl nie miał żadnej publiczności i para znikła za chwilę a jej debiut przeszedł niemal niezauważony). Podeszła jeszcze bliżej ,…