Akcja · 4 min czytania
Spektakl śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Piątek. Mroźny poranek. Pusty przystanek. Stoję. Sztywno. Ręce mam spuszczone wzdłuż tułowia. Blisko ciała, oparte na udach. Kłęby zmrożonego powietrza uchodzące z ust lekko rozwartych i nosa sygnalizują nadchodzącej kobiecie, że oddycham. Nie odwracając głowy podążam wzrokiem za jej śladami. Kobieta kryje się pod dachem przystanku znikając mi z pola widzenia. Liczy za pewne na odrobinę ciepła we wnęce. Nie widząc słyszę jak przestępuję z nogi na nogę próbując się rozgrzać. Nadjeżdża autobus. 15stka. Kobieta wsiada środkowym wejściem ponownie czyniąc przystanek moim własnym. Czekam. Poruszam palcami u nóg. Są już dość zmarznięte. W oddali 38. Zielone światło i po chwili niskopodłogowy autobus zatrzymuje się tuż przed moimi oczami. Środkowe drzwi otwierają się i czuje na twarzy podmuch ciepłego powietrza. Daję krok do przodu nieco wyżej niż zwykle podnosząc nogę i po chwili jestem w środku. Zajmuję pojedyncze miejsce. Tyłem do kierunku jazdy. Tak jak lubię. Naprzeciw mnie siedzi kobieta. Starsza. Czuję jej duszące perfumy. Obok kobiety młoda dziewczyna. Jej mocny makijaż przykuwa moją uwagę. Czarna kredka, dużo różu na policzkach. Speszona moją lustracją odwraca głowę w stronę okna. Środkowe drzwi autobusu obstawia dwóch młodych chłopaków. Nie siedzą pomimo wielu wolnych miejsc. Głośno rozmawiają. W tyle dostrzegam przysypiającego mężczyznę. Słyszę jeszcze kilka głosów za moimi plecami. Tak to właściwy moment. Czas na odświeżenie starej, już prawie zapomnianej przyjaźni. Wyciągam książkę i doczytuję dwa ostatnie rozdziały. Niebanalne zakończenie. Czuję niedosyt. Już czas przywitać…