Inne · 9 min czytania
Śpiączka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Krople deszczu delikatnie zaczęły stukać o parapet okna, a słońce na dobre postanowiło nie wychodzić tego dnia zza szarego nieba. Już nie miało sił patrzeć na ból i rozpacz, którą przepełniona była postać mieszkająca w najpiękniejszym domu małego miasteczka. Bogactwo i wspaniałe wyczucie smaku dawało się dostrzec w najmniejszym detalu budynku. Zamiłowanie do perfekcji sprawiało, że dom wydawał się spełnieniem marzeń każdego człowieka na ziemi. Jednak brakowało w nim czegoś, co sprawiało, że człowiek pragnął zostać w nim dłużej. Ściany ociekały smutkiem, okna oblepione zostały żalem, a cisza przepełniająca nawet najmniejszy kąt wywoływała w ogromny lęk. Wrzask przeszył wszystkie pomieszczenia i zawisł jeszcze przez długi czas w powietrzu. Łzy rozpaczy coraz szybciej płynęły po policzkach i skapywały na jedwab pościeli. Siwe włosy zakryły zniszczoną bólem twarz, a krzyk w końcu ucichł. Napięte mięśnie ręki poruszyły się i drżąca dłoń otarła łzy, które w żaden sposób nie dały się zatrzymać. Wyciągnęła chude palce starając się sięgnąć do stoliczka przy łóżku. Z rozpaczą zacisnęła dłoń na zdobyczy i cicho syknęła. Cienkie ostrze niemal wżarło się w jej skórę pozostawiając znaczące ślady, krew powoli i ociężale spłynęła, kropla po kropli sączyła się na ziemię. Otworzyła zaciśnięte palce i delikatnie, ale stanowczo chwyciła ostrze, z którym zdążyła się już zaprzyjaźnić. Na jej ramionach nie było już miejsca na kolejne linie cięć, a jednak wciąż rozrywała swoją skórę. Łzy opadały coraz szybciej i mieszały się z czerwienią krwi, która płynęła teraz z wielu miejsc na ciele. Kiedy usłyszała ciche kroki znów zacisnęła narzędzie w dłoni, po raz kolejny rozrywając ledwo zagojoną skórę. Nakryła się mocno kołdrą i czując szczypanie w świeżych ranach zdusiła w sobie kolejny krzyk. -Nie śpisz już?- spytał zmartwiony męski głos, któremu odpowiedziała tylko cisza- Przyniosłem ci leki. Mocne bicie serca rozlegało się po całym pomieszczeniu, a mężczyzna powoli podszedł do cierpiącej kobiety. Położył dłoń na jej wychudzonym ramieniu i delikatnie zacisnął. Nie chciał po raz kolejny zmuszać jej do wzięcia lekarstw, ale obawiał się, że inaczej się nie da. Wiedział, że była strasznie uparta, a to wszystko, co ją przed kilkoma dniami spotkało wyniszczyło całkowicie jej psychikę. -Vivienne, proszę cię.- szepnął czekając w napięciu na jej reakcję. Kobieta westchnęła i powoli usiadła nieudolnie starając się zakryć rany, które niedawno powstały. Łzy wyznaczyły już tor na jej policzkach. Pociągnęła mocno nosem i spojrzała na lekarza. Wiedziała, że chce dla niej dobrze, ale czasem tak bardzo go nienawidziła, że utrzymuje ją przy życiu, chociaż nie powinien. Pragnęła odejść w wieczny sen, przestać istnieć, by już więcej nic nie czuć. Próbowała i to nie raz, ale z każdą próbą opadał w niej zapał i już nie miała sił dalej się starać. Wyciągnęła jedną rękę po leki i drugą po szklankę wody. Krew zdążyła odrobinę przyschnąć, chociaż wciąż gdzieniegdzie się sączyła. Wzięła leki i wiedziała, że niedługo będzie tępo gapić się w sufit, ale wiedziała też, że jej ból pozostanie w środku i nie będzie sposobu, który pozwoli mu wyjść chociaż na chwilę. To właśnie dlatego tak często broniła się przed zażyciem leków, które tylko otępiały ciało i nie miały nic wspólnego z poprawieniem samopoczucia. -Znów to zrobiłaś.- powiedział lekarz i odrzucił kołdrę na bok- Znów na całym ciele, Vivienne. Skąd ty masz te ostrza? Nie odpowiedziała tylko otarła kolejną łzę płynąca po policzku. Tak bardzo pragnęła powiedzieć, żeby ją zabił, żeby pozwolił jej odejść, że już nie ma ochoty żyć, ale nie miała siły wydobyć z siebie żadnego dźwięku prócz krzyku bólu. Poczuła, jak lekarz bierze ją na ręce. Miała ochotę się wyrwać, ale zabrakło jej sił na to. Wiedziała co teraz będzie. Zaniesie ją do łazienki, położy w wannie i powoli opatrzy każdą świeżą ranę. -Mam dwadzieścia jeden lat.- szepnęła wiedząc, że leki zaczynają działać- Dwadzieścia jeden lat i pragnę śmierci jak nikt inny. Czuła już zapach spirytusu, którym były odkażane rany, wiedziała, że te głębsze zostaną niedługo zaszyte i pozostaną po nich obrzydliwe blizny. Spojrzała na…