Fantasy · 25 min czytania
Spisek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Usiadł przy oknie, przyglądając się siedzącej przed owalnym lustrem kobiecie. Właśnie wpinała w czarne loki spinki wykonane ze srebra. Zapukał w szybkę. Spojrzała na niego poważnie. Milcząc odwzajemnił spojrzenie patrząc w jej żywo zielone oczy. Uśmiechnęła się. Wiedział, że go lubi, i że mógł przybywać nawet o tak wczesnej porze. Wróciła do swoich porannych czynności. Wzięła w ręce przypominający niezapominajkę naszyjnik Zapięła cienki łańcuszek na szyi. Wstała, wygładziła czarną spódnicę i gorset ze srebrnymi zdobieniami. Zniecierpliwiony ponownie zastukał i krzyknął. - Już, już- rzekła pogodnie, spryskując się odrobiną perfum. W pokoju rozniósł się zapach konwalii. Otworzyła okno. Ptak zgrabnym lotem skierował się na obite atłasem krzesło. Usiadł na oparciu. Wzięła od niego list, rozłożyła kartkę i przeczytała na głos:
"Wszystko zostało przygotowane. Jutro powinniśmy schwytać poszukiwanego bez problemów.
E. Ps. Możesz przyjść dziś do mnie? Są rzeczy, o których lepiej nie pisać."
Pogładziła po czerwonobrązowej główce pustułkę za dobrze wykonane zadanie. Kobieta wiedziała, że Ester miał świadomość, że tego dnia była zajęta, a on, pewnie dla zabicia czasu chce spotkania - była tego pewna. Zawsze tak pisał, gdy się nudził. Wzięła pióro i z drugiej strony listu odpisała, że jeżeli ma naprawdę ważne informacje, w co wątpiła, to niech sam przyjdzie do niej, najlepiej późnym wieczorem. Szepcząc do pustułki kilka niezrozumiałych słów, odesłała ją z wiadomością do Estra.
Bartłomiej zatrzymał się. Miał wrażenie, że słyszał czyjeś wołanie, ale nie takie, jakiego się spodziewał. Zatrzymał się i pogładził po szyi zmęczoną galopem śniadą klacz. Musiał uciekać z miasta. Wydano go na pewną śmierć, bo tam, dokąd zostałby zabrany tylko ta jedna rzecz jest pewna. Krzyk, który usłyszał był bardzo słaby. Ktoś inny mógłby wziąć to za zwykły dźwięk lasu. To na pewno nie jest pogoń. Chociaż u nich wszystko jest możliwe- pomyślał. Dziękował w duchu tym, którzy mu tuż przed planowanym pojmaniem donieśli o nim i modlił się o łaskę dla tych, którzy go zdradzili. Nie rozumiał i nie chciał zrozumieć ich motywów. Znowu krzyk. Bolesny. Zsiadł z konia. Prowadząc go za lejce cofnął się w kierunku dźwięku. Wiedział, że lada moment może przybyć tu pogoń i każda chwila była na wagę złota. Jednak wiedział też, że jeśli nie sprawdzi, czy tam jest ktoś potrzebujący, czy to tylko zaplątane w zarośla zwierzę, to będzie go to prześladować do końca życia. Ostrożnie podszedł do krzaków i odchylił je. Zaniemówił. Zobaczył leżącą w kałuży krwi kobietę. Obficie broczyła z prawego boku i wielu innych małych nacięć. Lewa ręka leżała wykrzywiona w nienaturalnej pozycji. Z ogromnym wysiłkiem podniosła głowę i spojrzała na niego błagalnie, wyciągając ku niemu zdrową rękę. - Pomóż- mruknęła z trudnością. Kleknął przy niej i zaczął rwać swój płaszcz. Wysunął się spod niego krzyż. - Trzeba to zatamować, potem zabiorę Cię do bezpiecznego miejsca. Będzie dobrze, nie bój się. Spojrzała ze strachem na krzyżyk na szyi Bartłomieja. - Nie będzie- rzekła zrezygnowana i zemdlała.
Część 22 / 2
Ze schowka za komódką wyjął mały, pozłacany krzyż. Była to pozostałość po pobliskiej, spalonej wiele lat temu świątyni. Postawił go z czcią na prostym w formie stole. Krzyż był bardzo cenną i niebezpieczną rzeczą. Bartłomiej klęknął przed nim, oddając się modlitwie. Dziewczyna leżała w łóżku po lewej stronie, stojącym tuż przy komódce. Miała niebywałe szczęście w nieszczęściu Bartłomieja. Spała już drugi dzień, jednak nie dziwił się, cudem uniknęła śmierci. Zastanawiał się, dlaczego młoda niewiasta leżała ledwo żywa za miastem. Przypuszczał, że została napadnięta. Postanowił zapytać, gdy tylko wyzdrowieje i będzie gotowa opowiedzieć o zajściu. Jeśli w ogóle będzie. To musiało być coś strasznego. W drzwiach stanął postawny, ponury mężczyzna. Obrzucił wzrokiem skromny pokój. Prócz dwóch łóżek i kilku mebli nie było tutaj niczego wartego uwagi. Nie licząc tej kasztanowłosej dziewczyny. Oddychała lekko, czasami mruczała przez sen. Pociągła twarz dziewczyny była całkiem ładna. Przybył od razu, jak tylko usłyszał, co spotkało księdza oraz historię o tym z kim przyjechał. Rozumiał okoliczności, ale nie rozumiał dlaczego tak bardzo narażał swoją rodzinę i ludzi zebranych wokół niej. Jakby nie miał gdzie uciec przed pogonią. Chciał mu to powiedzieć i przyłożyć. Nie może tak lekkomyślnie działać, jeżeli nie chce sprowadzić na nich zguby. Powstrzymywała go jedynie świadomość, że są braćmi. Bartłomiej skończył modlitwę i ukrył z powrotem krzyż. - Witaj bracie. Dawno się nie widzieliśmy- uścisnął serdecznie dłoń Olgierda- Coś się stało? - Nie powinieneś tu przyjeżdżać. Wiesz, jakie to dla nas niebezpieczne. - Wiem, ale widzisz-wskazał na dziewczynę- nie miałem wyboru. Gdzie Ania? - Przebiera się na dole- gestem wskazał stół. Krzesła głośno, jakby na znak protestu, zaskrzypiały, gdy na nich usiedli. - Wiesz, co ją spotkało? I kim ona jest? - Nie. Znalazłem ją na wpół martwą w krzakach. Jechałbym tą drogą pół godziny później i byłoby za późno. Olgierd podparł podbródek dłonią. Ostatni raz widział brata cztery lata temu. Strasznie się zmienił. Między nimi był rok różnicy ale wyglądał na starszego od Olgierda o co najmniej pięć. Wychudł na twarzy i przybyło mu zmarszczek. Cóż, przynajmniej po oczach dalej widać, że ma zapał do tego, co robi. I dziecinnym zachowaniu- westchnął. - Z miasta masz dzień drogi do tego miejsca, czyli... - Tak. Mówiłem ci, to nic złego. - Wielu uważa inaczej. Stąpasz po cienkim lodzie, ktoś o przydługim języku może cię kiedyś wydać. - No to co?- Bartłomiej wzruszył ramionami- Będzie kolejna okazja do odwiedzenia rodziny. Zaśmiali się. - Ważne, że żyjesz. I ona także. Ciekawe, kim jest. - Wiem tylko, że widząc krzyż przeraziła się- przypomniał sobie. - Może jest czarodziejką? Podobno panicznie się go boją. - Uwierz, nie boją. Pamiętasz Dustriana? Spotkał maga. Tak się jego bał, że biedaka pochowano miesiąc temu. - Szkoda chłopa. Niech mu ziemia lekką będzie- Olgierd przeżegnał się. - Ano. Zresztą czarodziejki nie leżą w krzakach przy drodze w stanie agonalnym-pociągnął nosem- Oho, czuję zapach kolacji. Coś pysznego? - A czy kiedyś jadłeś u mnie coś niesmacznego?- zapytał z uśmiechem. Odpowiedział wiele znaczącym półuśmieszkiem.
Tuż za progiem domu zrzuciła buty. Wysoki obcas stanowczo nie był dla Inael. Miała wrażenie, że jej stopy zaraz spłoną. Prestiż profesji i chęć pokazania swojej dostojności były bardzo wymagające i okrutne. Zostawiając niechlujnie rozrzucone buty ruszyła wzdłuż korytarza. Jakże wielką ulgę zmęczonym stopom przynosiły puchate dywany ze wschodu. Skręcając w prawo, do pokoju gościnnego poczuła przyjemny chłód. Opadła na sofę. Czuła, że rozpalenie ognia w kominku przerasta jej skromne obecnie możliwości. Jedyną rzeczą, jakiej Inael pragnęła, to sen. Całodzienne wysłuchiwanie poselstw oraz doradztwo strasznie wysysało siły, do tego były zwyczajnie nudne. Inael czuła, że potrzebuje choćby małej odmiany od rutyny. Owszem, prócz pełnienia funkcji doradcy, w razie zagrożenia także chroniła swego pana. W takich wypadkach jej zdolności były nieocenione, jednak ludzie byli uprzedzeni do osób jej pokroju i gdy tylko mogli, to starali się sami wszystko robić. Nie winiła ich za to. Od zawsze panował strach przed nieznanym i będzie tak zawsze. Oczywiście tolerowała to, a nawet jej to odpowiadało, dopóki ten strach nie kazał czynić ludziom głupstw. Na jej szczęście sytuacje wymagające ochrony władcy nie trafiały się zbyt często, więc niewiele traciła. Inael powoli zamknęła oczy. Chciała chwilkę poleżeć, dać odpocząć zmęczonym nogom, a potem wziąć gorącą kąpiel i pójść spać. Nie, nie mogę- przypomniała sobie z rezygnacją. Miał przyjść Ester. Ciekawe, czego chciał. Zaraz wstanie i zanurzy się w bali gorącej, parującej wody a potem przyszykuje się do spotkania z nim. Chyba walnęłam się w głowę, chcąc spotkania o tak późnej porze- pomyślała, dziwiąc się sobie. Ale to za chwilę, jeszcze momencik poleży... - Inael. Zobaczyła nad sobą parę smutnych, szarych oczu przyglądających się jej z zaciekawieniem spod zwichrzonej czupryny. Wystraszona zerwała się z łóżka, łapiąc kołdrę, by zakryć nagość swego ciała. - Co ty sobie myślisz?! Won z mojej sypialni!- krzyknęła wzburzona. - Ale...- mówił zakłopotany- gdzie ty tu widzisz sypialnię? Dopiero po jego pytaniu Inael uświadomiła sobie, że nie jest w sypialni, tylko w pokoju gościnnym, a swoje niby gołe ciało zasłaniała kołdrą z powietrza. Za oknem wschodziło słońce. Ptaki zaczęły wesoło świergolić witając jutrzenkę. Wciąż była we wczorajszym ubraniu. - Dzień dobry. Komuś się zasnęło. - Witaj- ziewnęła- wybacz mi moją reakcję. Wczoraj miałam ciężki dzień. - Wiem, wiem. Dlatego przybyłem nie dalej jak godzinę temu. - Mogłeś mnie obudzić, kiedy przyszedłeś. Usiadł wygodnie na skórzanym fotelu, zakładając nogę na nogę i wtapiając dłoń w czarne włosy. - Nie miałem serca... tak słodko spałaś. - Oh... to miłe- uśmiechnęła się- poczekasz jeszcze chwilę? Muszę się odświeżyć. - Ale nie mam całego dnia. Dlatego w końcu obudziłem... - Oczywiście. Będę się spieszyć
- Mówiłem, że nie mam całego dnia- powiedział, gdy schodziła po schodach. Inael miała na sobie prostą, białą sukienkę sięgającą do połowy łydki. Ciemnoszafirowa niezapominajka wesoło podskakiwała z każdym krokiem. - Spieszyłam się!- broniła się bezradnym głosem- Włosy mam jeszcze mokre. Co tam patrzysz? Stał obok kominka. Przyglądał się drewnianej figurce wilka. Chciał go wziąć do rąk, ale zawahał się. Inael była znana ze swojego zamiłowania do kolekcjonowania różnych, często bardzo nietypowych rzeczy. Wszystko co miało magiczne działanie było pożądanym przez Inael przedmiotem. A miała ich mnóstwo. Cała ściana na której znajdował się kominek była zastawiona regałami z okazami kolekcji. - Weź, nie zrobi ci krzywdy- podeszła do niego. - Sam nie wiem. Przysiągłem sobie ostrożność, odkąd pół dnia biegałem zamieniony w mysz. Mało brakowało, a twój kot by mnie zjadł- powiedział z żalem do niej. Wtedy też mówiła, że to bezpieczna rzecz. - Tanatos? Chciał się tylko pobawić. Zapewniam, że to jest bezpieczne- dodała ciepło. Raz się żyje- pomyślał Ester. Wziął niepewnie do rąk małą figurkę. W tej samej chwili, w oddali zawył wilk. Zaraz kolejny znacznie bliżej. I kolejny. Gdy odłożył figurkę wycie natychmiast zamilkło. - Taki duży chłopiec a bał się drewnianej figurki. Widzisz, nie było czego- rzekła złośliwie. - Jesteś maniak dziwactw, wiesz Ina?- fuknął urażony. - To jaką miałeś do mnie sprawę? Czy to coś ważnego?- zignorowała jego obrazy. - Wiesz, jakie zdarzenie będzie miało niedługo miejsce?- zapytał, całkowicie zapominając o urazie. Ester znany był z tego, że nie potrafi się gniewać na Inael dłużej niż parę minut. - Rocznica śmierci małżonki króla. - I co robi król w tę rocznicę? - Ester, nie baw się, tylko proszę- przejdź do rzeczy. Podobno nie masz czasu. - Cierpliwości, zaraz się dowiesz. Co robi król w tę rocznicę? - powtórzył - Odwiedza grób żony. O co ci chodzi?- naciskała- wiesz, że nie lubię jak się ze mną droczysz. Spojrzał na nią spokojnie, szeroko uśmiechając. - O zabójstwo króla.
Zimne ostrze sztyletu powędrowało pod pierś, miękko wchodząc w ciało. Krew obficie spłynęła z rany. Przeciwnik odepchnął poranione ciało. Dlaczego zdradziłaś?- zapytał pogardliwie. Cisza. Martwa cisza. Nie czuła potrzeby odpowiedzi. Nie warto. I tak nie pojmie ich idei, jest ślepo wpatrzona w króla. Nie miała szans na wygraną i jeśli chce żyć, to musi uciec. Z trudem wstała i zaczęła się wycofywać, szukając drogi ucieczki. Znalazła. Szybko wyciągnęła zza cholewy buta nóż i rzuciła. Przeciwnik zrobił unik, odskakując w bok. Wykorzystała moment dezorientacji. Doskoczyła do konia, wsiadła i puściła w szalony galop. Zważywszy na jej stan, był to niemal nadludzki wysiłek zważając na jej stan. Z trudem utrzymywała się w siodle. Ranny bok krwawił coraz mocniej. Czuła, że bez pomocy nie dożyje ranka...
...Zbudziła się cała zlana potem. To tylko sen, tylko koszmar. To już minęło, tego nie ma- pocieszała siebie. Ale wiedziała że to nie był koszmar. Obejrzała pobieżnie pokój, w którym leżała. Jego niezdrowe, białe ściany początkowo ją wystraszyły. Ostatnie co pamiętała to krzyż na szyi mężczyzny, pewnie mnicha. Tylko oni nosili go mimo zakazu. Musiał zabrać ją do jakiejś kryjówki. Sprawdziła ranę w boku. Poczuła ulgę, gdy pod lnianą koszulką dotknęła suchy opatrunek. Poczuła ulgę. Zapewnił jej jakąś pomoc, jednak mimo tego nie…