Inne · 2 min czytania
Splot sennych barw
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podnoszę się z ziemi. Powoli. Ścięgna bolą. Stawy śpiewają melodią bierności. Tonę w niej, lecz nie topię się. Sunę w górę, silną wolą, nie wyrwę się. Jestem sam, jeden, gdy Oni są trzej!
Widzę anioła o jasnym obliczu, demon weń, on również jest przeciw. Złudny jest światła jego czar. Spadam więc, ciągnę tam, gdzie odchodzi wczorajszy dzień. Oprę się jemu, w tym właśnie spoczywa mój Dar.
Moje oczy otwiera ostry blask, rażący wzrok, usta suchość rozwiera siłą, cóż, jednak żyję. Wstaję, oddycham, zmartwychwstałem robiąc pierwszy krok. Brnę przez bagno, wygrywam, zanużony po szyję.
Z całych sił miotam się,