Inne · 6 min czytania
spojrzał na niebo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spojrzał na niebo. W głowie pustka, czuł ogarniający go chłód. Bierz dupę z mojego życia, ja potrzebuje oparcia. Nigdy mi tego nie dasz. Krzyczała. A więc do widzenia – pomyślał. Był zawsze tak zagubiony. Gdzie jest moje miejsce? Poczuł wiatr na twarzy i krople deszczu. Lubił deszcz. - Inigo! – słyszał jak ktoś go woła, lecz nie był w stanie się nawet odwrócić. Wiedział, że zna ten głos, ale przyporządkowanie go jakiejś osoby, to zbyt duży wysiłek. W głowie miał ciemność. Proszę, daj mi spokój. - Stary, to ty?! Kupę czasu. Co u ciebie słychać? Nieźle wyglądasz, schudłeś! Chodź do Żółwia, posiedzimy, pogadamy. Ja zapraszam. Kim jesteś?... Daj mi spokój. Mnie już prawie nie ma. Trwał tak chwilę gapiąc się na stojącego przed nim mężczyznę. Już wiedział: to Kajtek. Kajtek- zawsze uśmiechnięty, Kajtek – optymista. - Inigo, co jest? Nie mów, że mnie nie poznajesz. Kajetan jestem. No wiesz, ten od podrywania lasek na litość – starał się zażartować blondyn. - Pamiętam, oczywiście że pamiętam. Tylko wiesz, sprawa wygląda tak, że nie mam aktualnie najmniejszej ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Tak więc, odpieprz się, OK? Nie obchodziło go nic. Miał gdzieś, co pomyślał Kajtek i co myśli cała reszta tej zasranej hołoty. Niebieskie oczy Kajetana pociemniały. Wyciągnął papierosy. Znał tego gościa dość długo, w sumie to wiele razem przeżyli. Zawsze był bezpośredni i jeśli nie musiał, nie silił się na uprzejmości. Taki był i takiego go akceptował, ale teraz poczuł się nieswojo. Poczęstował go papierosem. - Nie dzięki – powiedział dość spokojnie. Nie chce nic od ciebie, nie chce nic od was. W oczach miał złość. Stali tak chwilę, nic nie mówiąc…deszcz padał, ludzie biegli - OK, to ja się właśnie odpieprzam, życzę szczęścia. Cześć. Ruszył powoli w stronę centrum. Czuł na sobie inteligentny, przenikliwy wzrok Iniga. Wiedział, że ten gość, tak naprawdę jest bardzo wrażliwy, może nawet nadwrażliwy… - Kajtek! – zawołał. – Przepraszam. Przecież on nic nie zrobił. Nie mogę winić całego świata za swoje popapraństwo. - Ja…nie chciałem cię… - Dobra, wiem – przerwał mu. Wiedział, że sprawia mu to trudność, że się meczy. - To…teraz ja zapraszam cię na piwko! Złość gdzieś odeszła, przecież poczucie braku sensu towarzyszyło mu przez całe życie. Mówią, że człowiek do wszystkiego się może przyzwyczaić…Był już zmęczony świadomością niemożności poznania odpowiedzi… Gdyby nie Kajetan, poszedłbym pewnie do…sam nie wiem gdzie, ale to nie istotne – wszędzie można się zadręczać.
Usiedli. Przez chwilę nic nie mówili, nie zapanowała niezręczna cisza, deszcz nie przestał padać. W pomieszczeniu było szaro od dymu, na stolikach wyryte…