aktualnosci · 7 min czytania
Spontanicznie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Mam tak, że marzenia nigdy mnie nie opuszczają. Nawet jeśli oddalą się na jakiś czas, przyćmione najnowszymi sennymi siostrami, to zawsze są i kiedyś znowu dają o sobie znać. Pukają do serca, do ucha, do głowy, gdziekolwiek, abym tylko usłyszała, że znów są. Że wróciły!
Tak było i tym razem. Nowy Targ kojarzył mi się tylko z Biegiem Podhalańskim, w którym raz wzięłam udział. Wiedziałam też, że leży u stóp Gorczańskiego Parku Narodowego, w którym nigdy nie byłam. Już wtedy, zimą chciałam zostać dłużej, aby brnąc w śnieżnych zaspach dotrzeć do pięknego górskiego schroniska na Turbaczu. Ktoś bardzo rozsądny wybił mi ten pomysł z głowy. Zapomniałam o nim, ale tylko na jakiś czas… Dziś narodził się ponownie.
Pierwsze co zrobiłam, to zarezerwowałam nocleg w schronisku. Zawsze lubiłam tę górską atmosferę, ten spokój, tych ludzi niecodziennie innych. Przydzielono mi łóżko w pokoju wieloosobowym, jako jedyne wolne. Nieistotne! Najważniejsze, że tam gdzie chciałam być, gdzie chciałam odpocząć. Potem zaczęłam czytać o szlakach, którymi mam zamiar dotrzeć do celu. Chciałam urozmaicenia, żeby droga w każdą stronę była inna. Pomocny pan z GOPR telefonicznie udzielił mi wszelkich możliwych wskazówek i wiedziałam już, którymi ścieżkami zawędruję do wymarzonej krainy.
Cały plan był dopięty na ostatni guzik. Wystarczyło tylko kupić bilety na pociąg. Zawsze zamawiam je przez Internet, nie inaczej było tym razem. Ku mojemu zdziwieniu i rozczarowaniu na stronie pojawił się komunikat, że nie ma gwarancji miejsca siedzącego, i jeśli chcę kontynuować transakcję, to mogę już płacić. Dziewięć godzin stania na korytarzu, i w dodatku nocą?! Do takich poświęceń nie byłam zdolna! Ktoś bliski doradził mi, abym udała się na Dworzec Centralny i tam, w punkcie sprzedaży spytała o bilet na nocny pociąg do Nowego Targu. Pocieszył mnie, że na pewno mają pewną pulę zarezerwowanych biletów, dostępnych tylko do sprzedaży na miejscu.
Część 22 / 2
Czym prędzej, mimo szalejącej burzy, zimna i gęsiej skórki na całym ciele, udałam się do wskazanego punktu. Powitała mnie niebotyczna kolejka. Nie tylko ja miałam taki pomysł! W jasno oświetlonej sali zgromadzonych było kilkadziesiąt osób. Wzięłam numerek i grzecznie ustawiłam się w kolejce, która ku mojemu zdziwieniu posuwała się w iście żółwim tempie. Zanosiło się na co najmniej godzinne oczekiwanie.
- Prędzej można urodzić dziecko, niż kupić bilet! – powiedziałam do siebie i było to zgodne z prawdą, popartą empirycznym doświadczeniem. - Ja nie urodzę, ale wierzę pani na słowo - odpowiedział mi głos pana z ochrony. – Mam czterech synów. - A ja dwie córki – odpowiedziałam szczerze, jakbyśmy znali się nie od dziś. - Próbowaliśmy do skutku, ale przynajmniej mam teraz wnusie – uśmiechnął się oczami. - Same dziewczynki.
Gadatliwy ochroniarz co jakiś czas wstawał i mocno naciskał przycisk na maszynie wypluwającej numerki. Był to automat, który tylko on potrafił obsługiwać, chociaż w zamyśle miał być samodzielnie używany przez potencjalnych pasażerów Polskich Kolei Państwowych. Do innych jego obowiązków należało wypraszanie osób rozmawiających przez telefon. Pokazując małą tabliczkę, na której widniał rysunek przekreślonego telefonu komórkowego, brał delikwenta pod ramię i delikatnie wypraszał za drzwi.
- Wie…