Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 7 min czytania

Spotkania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na dworze ,sierpniowe słońce powoli zaczynało chylić się ku zachodowi, jednak wewnątrz dusznej, warsztatowej szopy gorąco odbierało ochotę do pracy. Nawijał kolejną cewkę do silnika. W myślach klął szefa, który byczył się nie wiadomo gdzie, zostawiwszy go z całą tą robotą. Stare radio grało na szafie jakąś bliżej nieokreśloną melodię. Po obwodzie wiszącej na środku sufitu żarówki, ganiały się na piechotę muchy, polatując od czasu do czasu z leniwym brzęczeniem. Powietrze zdawało się być lepkie od żaru kończącego się dnia. Skrzypnęły drzwi. - Zamknięte – warknął z przyzwyczajenia, dopiero potem podniósł oczy znad roboty. W progu stała dziewczyna. Blask zachodzącego słońca obrysowywał jej zgrabną figurę. - Przepraszam, to ja pójdę . - Chwileczkę – przełknął ślinę – to w czym mogę pomóc? - Samochód. Coś się stało chyba z zapłonem. Powiedziano nam, że pan może naprawić. - Zobaczymy. Zebrał narzędzia i wyszli. „Wyższa ode mnie” pomyślał, gdy znalazł się obok niej w ciasnym przejściu. Była śliczna, o figurze modelki i najładniejszym uśmiechu, jaki zdarzyło mu się dotąd widzieć. Samochód stał nieopodal za rogiem. Przywitał się ze starszym mężczyzną siedzącym wewnątrz, podniósł maskę, i zabrał się do naprawy. Trwało to kilka minut. Wreszcie silnik zapalił. - To by było na tyle – powiedział ocierając ręce o robocze spodnie, przez co przybyła im jeszcze jedna plama, a dłonie nie stały się wcale o wiele czystsze. – Widzi pan co to się porobiło, dziewczyny mnie przerastają. – stanął blisko niej. Faktycznie była wyższa. - Bo kiedy pan stał w kolejce po rozum, ja stałam po wzrost. - Ile płacę – spytał mężczyzna - T.. to na koszt firmy. - Dziękuję Odjechali, a on został na skraju drogi głupawo się uśmiechając. „Fajniusia” pomyślał.

Promienie słońca, przesiane przez złotozielone korony białych brzóz, docierały do ziemi, znacząc w lekko zamglonym powietrzu złotawe smugi. Usiedli pod drzewem, naprzeciw siebie, czuł w swoich rękach jej ciepłe dłonie. Blisko, tak blisko. Wyraźnie czół jej bliskość. Zamknęła oczy..... Wściekły ból w prawej dłoni rozwiał marzenie. Wał silnika który wyciskał za pomocą prasy, upadł na stół przygniatając kciuk. Wyszarpał rękę, zostawiając przy tym kawałek skóry na wałku. Wpakował palec pod pachę, kuląc się z bólu. Wreszcie zdecydował się na niego spojrzeć. Wyglądało paskudnie, nie dość że obdarty, to jeszcze taki jakiś, jakby bardziej płaski. Zżuł w zębach plugawe przekleństwo i zabrał się do bandażowania, nad zlewem, coby nie zapaskudzić całej podłogi. Spojrzał na zegarek. - Cholera – westchnął – na piętnaście minut przed zamknięciem. Dopił resztę koli z plastykowej butelki. Palec bolał i rwał jak trzeba, a uparta pamięć znów rysowała ze szczegółami, obraz poznanej wczoraj dziewczyny. - No i co – pomyślał - zabujałeś się jak pierwszy lepszy szczeniak. Pewnie więcej jej nie zobaczysz. I po co ci to wszystko? Spojrzał przez zakurzone okno na wieczorne niebo. - Mój Panie – westchnął – może by tak malutki cud.

Asfalt drogi oddawał powoli ciepło, letni wieczór przechodził w noc. Zamknął drzwi warsztatu i schował klucz do kieszeni. Od pobliskiego stawu niosły się dźwięki granej na gitarze melodii, trochę

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%