Komedia · 6 min czytania
Spotkania z wampirami
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Uwielbiam wampiry. To nieoczekiwane odkrycie zmieniło monotonię mojego życia. Do pewnych rzeczy należy się przekonać i w końcu to zrobiłem. Krwiopijcy nie są może tak słodcy jak małpki, niewątpliwie mają jednak w sobie gorzką nutę nadającą im aurę niezwykłości. Ich tryb życia tylko w minimalnym stopniu upodabnia je do nachalnych, brzęczących nad uchem komarów. W przeciwieństwie do widliszków nie jest ich zbyt wiele na świecie, jednak jak takiego wampira namierzysz, to nie może być pomyłki. W świetle dnia ich nie znajdziesz, dlatego też zimą częściej się je spotyka. Te pieprzone słońce tak ich odstrasza. Unikają także luster, by nie zostać rozpoznanym. Pozorne tajemnice, a wampirzyce to chyba jedyne kobiety, które godzinami nie przeglądają się w lustrze.
I po diabła te wszystkie wysiłki, jak ja wampiry wyczuwam zupełnie naturalnie. Nie będę ukrywał, iż mam do nich podejście i łatwo przełamuję lody. Standardowe spotkanie przebiega mniej więcej tak.
– Heloo, czy nie widziałem cię czasem w filmach z początku dwudziestego wieku?! – krzyczę wniebogłosy, zwracając uwagę wszystkich wokół.
To była ich olbrzymia słabość. W początkach kina, tego niemego, szturmem chcieli zwojować świat filmów. Pchali się jak pchły na brudnego psiaka, nie zwracając uwagi na przyszłe niebezpieczeństwa z tym związane. Właściwie wszystkie wampiry to aktorzy na emeryturze. Oni zaś spanikowani odpowiadają.
– Nie siejmy plotek, nie siejmy. Kto sieje, ten zbiera. Żniwo zbiera.
Część 22 / 2
Wgapiają się we mnie tymi przenikliwymi oczętami, mając nadzieję na rozpracowanie moich myśli. Świdrują gałami i uśmiechają się chytrze. Takie z nich bezduszne i niezniszczalne świry. Do czasu. Udaję, że mnie rozpracował taki dziwoląg, siadam przy jego stoliku i zagajam.
– Też chcę być jednym z was. Jesteście zajebiści – cichutko mówię, udając entuzjazm.
A ten patrzy się na mnie i ślini się na krew. Pięć litrów świeżutkiej krwi czekającej na specjalną okazję. Tak właśnie myślą, a ja mimo wszystko udaję zainteresowanie propozycją zwiększenia liczby ich populacji. Tak tylko udaje, gdyż w rzeczywistości wykonuje w swoim móżdżku psychopatyczne kalkulacje i nie ma zlituj się. Nie ma miejsca na nowe wampiry, bo po co komu konkurencja. Żyją w oligopolu, a tak naprawdę każdy z nich marzy o monopolu, no może duopolu. W dwójkę raźniej, można by rzec. Podejmują rozpoczętą przeze mnie gierkę i także szepczą.
– Choć do mnie, to szerzej omówimy temat.
Obojętnie czy wampir, czy wampirzyca mówią dokładnie to samo. Proste i nieskuteczne sztuczki. Czasem zastanawiam się, czy świadomość nieśmiertelności zryła im tak łby, czy też nas śmiertelników zwyczajnie lekceważą. Zachowują się jak sekciarze, czy też bankowcy. Rozmowa zawsze ta sama. Gdybym zasnął i…