Romans · 5 min czytania
... spotkanie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Odetchnęłam głęboko świeżym, ciepłym powietrzem znad pustyni. W ogrodzie było cicho, jedynie liście szeleściły na wietrze. Czułam się wspaniale stojąc na balkonie ponad miastem. Moje włosy delikatnie muskane wiatrem falowały. Czułam się jak postać z filmu, jak jakaś księżniczka. Stałam tak dość długo. Wspaniałe uczucie. Popadłam w stan podobny do uniesienia. Wręcz chciało się śpiewać. Wiedziałam jednak że to nie najlepszy pomysł. Życie to nie cudna bajka. Westchnęłam cicho i odwróciłam się z zamiarem powrotu do pokoju. Serce stanęło mi w piersi. Dwoje oczu przyglądało mi się z zainteresowaniem. Spłonęłam rumieńcem. Do snu poprosiłam Afanna o osobne ubranie. W odpowiedzi dostałam długą, ale wręcz przeźroczystą „sukienkę” czy jak ona to określiła annosnas. W tym stroju czułam się dość niezręcznie stojąc przez nieznajomym, który ukryty w cieniu jednej z kolumn był prawie niewidoczny. Oczy jednak odbijały światło pochodzące od bladego słońca. Z przerażenia i skrępowania zaschło mi w gardle. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Na przemian otwierałam i zamykałam usta. Nieznajomy zdawał się jednak stać niewzruszenie. Nie poruszył się ani o milimetr. Jedynie oczy dokładnie mi się przyglądały. Były uważne. W pewnym momencie natrafiły na moje spojrzenie. To było dziwne uczucie. - Nie ruszaj się – Powiedział cicho spokojnym i opanowanym głosem. Wstrzymałam oddech. Nieznajomy poruszył się. Bezszelestnie przeszedł koło mnie mijając mnie dokładnie o kilka milimetrów. Prawie czułam jego skórę przy swojej. Przystanął. Jego twarz była jedynie kilka centymetrów od mojej. Strach mnie sparaliżował jednak nie mogłam oderwać wzroku od jego twarzy. Trudno ją opisać. Oświetlana bladoniebieskim światłem zdawała się piękna, idealna, anielska… nie patrzył na mnie. Patrzył na wioskę. Spokojną, wręcz uśpioną. Wiedziałam jednak że jest bardzo czujny. Napięcie jego mięśni sprawiało że sama je czułam. Miałam nieodpartą ochotę dotknąć jego twarzy, rozluźnić jego mięśnie. Nie drgnęłam jednak. Jedynie patrzyłam jak on ogarnia uśpioną krainę, obdarowuje ją spojrzeniem pełnym miłości. Zaczęłam zazdrościć temu miastu, chciałam stać się nim by choć na chwilę poczuć to pełne miłości spojrzenie. Nareszcie skończył celebracje swej rodzimej wioski. Moje serce poczuło niezmierzoną ulgę, choć nie mogłam zrozumieć własnych reakcji. Były irracjonalne. Powinnam być wściekła a ja pragnęłam jedynie by