Duchy · 15 min czytania
Spotkanie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spotkanie...
Gdy jasny księżyc blaskiem swym uwodził łany zbóż, Tuż przy cmentarnej bramie stał Młodzian z naręczem róż...
Rafał czekał na Agatę tak jak zawsze od kilku ostatnich dni, pod murem wiejskiego cmentarza. Nigdy nie lubił tego miejsca, lecz było ono obecnie jedynym, gdzie dawało się uzyskać choć chwilę intymności i uciec od oczu postronnych. Był wczesny lipcowy wieczór. Bladoniebieskie niebo ściemniało się powoli zamglonym od upału letnim uśmiechem. Rafał czekał oparty o cmentarny mur tuż przy kutej w żelazie bramie, której jedna połowa była odchylona na zewnątrz i grzebał znudzony gołym palcem stopy w miałkim piasku drogi. Chociaż cmentarz nie leżał na odludziu, a jego bok stanowił gościniec, do którego stały przylepione rzędem, kryte słomą chłopskie obejścia, skąd dało się wyraźnie słyszeć dźwięki wieczornego obrządku, to po plecach Rafała od czasu do czasu ilekroć zerknął przez ramię oczami wyobraźni w głąb wiecznego spoczynku, przebiegał nieprzyjemny dreszcz. Dochodziła powoli dziewiąta, gdy na pylistej, cmentarnej drodze zabieliła się spódnica Agaty. Rafał oderwał się wilczym skokiem od muru, podbiegł i pochwycił w milczeniu ukochaną. Chwilę wirowali ze szczęścia, wznosząc bosymi stopami mały tuman kurzu. - Puść, zostaw! - Agata starała się pokazać Rafałowi, gdy ten ją zaczął namiętnie całować, że nie jest to dobry moment na czułość. Chłopak postawił ją z powrotem na ziemi i zsunął do tyłu ze spoconego czoła maciejówkę. Jego oczy błyszczały niewymownym szczęściem. Ogorzała, chłopska twarz Rafała jak każda inna gdy jest zakochana, promieraniała radością ze spotkania z dziewczyną. - Gdzie pójdziemy? - zapytał chciwie. - Za Marcelowy zagon - odpowiedziała Agata spuszczając wstydliwie wzrok, bo jeszcze czuła na swoich policzkach smak ust Rafała i jego twarde, spracowane dłonie na wezbranych uniesieniem piersiach. Chłopak zerknął jej za ramię w głąb cmentarnej drogi, która łączyła się dalej z zabudowanym gościńcem czy aby nikt nie widzi i wziął Agatę za rękę. Tak się trzymając ruszyli wzdłuż muru w kierunku pól, które rozległym morzem zbóż, łąk i kartoflisk rozmywały się w wieczornym zmierzchu. Z widocznej, rysującej się za ich plecami czarną krechą wieżycy kościoła, dobiegł zakochanych głos dzwonu. - Antoni dzwoni na apel Maryjny- powiedziała Agata odwracając głowę w kierunku wieży skąd płynął dźwięk. - Jeszcze mamy trochę czasu - odparł Rafał i roześmiał się przytłumionym z emocji śmiechem. Doszli do końca cmentarza, gdzie mur rozgraniczający dwa światy zakręcał ponownie w stronę niewidocznego z tej strony gościńca pod kątem prostym, a obrośnięty wielkimi gęstwami lilaków tworzył uroczy, tajemniczy szpaler. Nieco w bok znajdował się Marcelowy zagon kartofli i żyta, teraz już zupełnie w mroku letnim niewidoczny, zaś między nim a lasem lilaków wił się wąski pas ugoru, który kusił soczystą, skraplającą się z wolna wieczorną rosą, trawą. Usiedli na niej czym prędzej, jak ludzie starający się nadrobić stracony czas i zaczęli namiętnie obsypywać swe usta pocałunkami. Wkoło panowała niczym niezmącona letnia cisza. Rafał delikatnie położył Agatę na trawie, rozplątał tasiemki koszuli na jej piersiach i począł z niezwykłą delikatnością rozpalać dziewczynę. Drugą rękę bardzo powoli wsunął pod spódnicę. Pełznąc rozdygotaną z emocji dłonią po jędrnym udzie dość szybko wymacał bok biodra i już dotykał nieśmiało nagiego pośladka dziewczyny w miejscu przyrodzenia, gdy ta, leżąca do tej pory nieruchomo w miłosnym upojeniu, zrzuciła mu nagle z głowy czapkę, poderwała się chyżo i z radosnym chichotem, że zrobiła Rafałowi niemałego psikusa pognała w kierunku szpaleru bzów. Nim zdążył pomyśleć co się stało, zebrać w sobie, dziewczyna zniknęła mu nagle w gęstwinie krzewów. Pobiegł za nią z radosnym śmiechem. Przez chwilę, pohukując na siebie bawili się wspólnie w najlepsze niczym dzieci przedzierając się z trzaskiem przez gęste krzaki. - Gdzie jesteś? - zawołała nagle zdyszanym głosem Agata, bo nastała chwila nieoczekiwanej ciszy, nie pasującej zupełnie do trwającej obecnie zabawy. Od skrytego w bzach cmentarnego muru powiało nieoczekiwanym zimnem. Wzdrygnęła się, ale zobaczywszy cień Rafała niknący za najbliższym krzakiem podbiegła doń i nagłym ruchem zerwała mu czapkę maciejówkę z głowy. - Łap mnie, bom twoja! - krzyknęła zanosząc się perlistym śmiechem i wybiegła szybko z gęstwy na trawiasty ugór biegnąc w kierunku miejsca skąd przyszli i gdzie leżeli. Nie dobiegła nawet i do końca muru, gdy na jej drodze stanął nagle Rafał i objąwszy ją w pół mocnym uściskiem osadził gwałtownie w miejscu, a następnie uniósłszy do góry obsypał gradem całusów. Odwzajemniła mu się tym samym, a on postawił ją w odpowiedzi z powrotem na ziemi. - Ciemno już. Wracajmy - powiedziała. Jako i rzeczywiście zrobiło się ciemno, a od pól powiało leciutkim chłodem nastającej szybkim krokiem nocy. Wzięli się więc zasapani od zabawy i szczęścia za ręce i rozmawiając wesoło, tuląc się czule poszli z powrotem wzdłuż muru ku wsi. Minęli bramę cmentarną, którą Rafał nieoczekiwanie bosą nogą domknął a ta niemile skrzypnęła, i doszli do traktu, gdzie okna domów zdążyły już się przez ten czas zażółcić mdłym światłem naftowych lamp. - Jutro w tym samym miejscu? - zapytał nieśmiało Rafał, i wzdrygnął się z emocji na samo wspomnienie dotknięcia nagiego pośladka Agaty. - Może, może - przekornie odparła dziewczyna rozchylając pożądliwie usta i błyskając w ciemności białkami oczu. Rafał przycisnął ją do swej męskiej, twardej od roboty piersi i gorąco pocałował. - O, zapomniałabym. Masz czapkę. Ściskam ją i ściskam - powiedziała Agata. - Czapkę? - zapytał zdziwiony Rafał, mam przecież w kieszeni... - Taaak? - głos Agaty wypełnił się nutką strachu. - Pokaż mi ją! - rozkazał Rafał. Podała mu. Czapka miała w zapadających ciemnościach kolor brunatny. Posiadała przeżarty od starości daszek i strasznie śmierdziała. - Skąd ją masz? - zapytał chłopak. Znalazłaś? - Nie... Przecież zdjęłam ci z głowy tam, w bzach. Stałeś w krzaku... - Ja tam nie stałem Agato... Byłem u końca muru na polanie... - Jak to nie stałeś? Więc kto tam stał? Odwrócili się i z wielkim niepokojem skierowali głowy w kierunku czerni nocy, gdzie krył się cmentarz, ale tam panowała już tylko złowroga, martwa cisza. - Chodź! - powiedział zdecydowanym tonem Rafał. Odprowadzę cię do domu. - Dobrze - odparła przestraszona dziewczyna. Czapkę rzucili w kłębowisko malw, pod czyjś płot i poszli szparkim krokiem, co rusz niepewnie oglądając się za siebie. Skręcili w główną drogę wsi gdzie był kościół, sklep, karczma i gdzie tuż obok mieszkała Agata. - Jutro mam redlić u twego ojca kartofle. Przyjdę rano to sobie pogadamy o tym miejscu i czapce, dobrze? Pewnie ktoś nas widział. Co za wstyd! - powiedział chłopak. - Tak, tak. Przyjdź koniecznie - odparła nerwowo dziewczyna po czym pocałowała go szybko w usta i prędko pobiegła przez podwórko w stronę domu, gdzie na spotkanie wybiegł jej pies, Morus. Rafał widział jeszcze jak otwiera sień i jak wchodzi do środka. Odczekał chwilę. Po czym wcisnął wyjętą z kieszeni spodni maciejówkę na głowę i szybkim krokiem, nie…