Kryminał · 13 min czytania
Spotkanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Lej go! Dawaj! Teraz w lewo, uchyl się i prosty! Tak, dobrze! Hehe, zarobię na tobie jak nic! Widzicie ludziska? Ten jest najlepszy! Kto się odważy i postawi na kogo innego i wygra grubą mamonę? Hehe nikt? Wiadomo! Mój zawodnik jest najlepszy!- charczący głos drągala można było usłyszeć nawet siedząc po drugiej stronie Karczmy pod "Dziurawą Rynną". Karczma była największą a zarazem najlepszą w całym mieście. Najlepszą wśród mieszkańców średnio i mniej zamożnych, ci bogaci chodzili do "poważnych miejsc w których liczy się szyk i elegancja a nie kto komu więcej zębów wytłucze, i kto szybciej się uchleje". Deven nie podzielał tego zdania, ale też rzadko bywał w tym uroczym na swój sposób miejscu. Tym razem powodem nie była chwila słabości i chęć poobijania mordy lub wypicia zimnego browaru, a umówione spotkanie. Spotkania i interesy były tutaj załatwiane wyjątkowo często. Można tu było nie rzadko zobaczyć kupców, handlarzy, "poważnych" ludzi załatwiających interesy życia, dobijających targu lub grających w kości i karty o wielkie stawki. W takich właśnie miejscach we współczesnym świecie załatwiano interesy. Deven siedział przy stole wciśnięty w kąt, raz po raz pociągając z kufla. Tutejsze piwo było bardzo dobre, bez dodatków i poprawiaczy aromatu, jak to bywało z piwem u Heffleberga. Czas na przyjemnościach upływał z reguły dosyć szybko, nie inaczej było też tym razem.
Przyszła umówiona godzina a Deven nie dokończył nawet piwa rozkoszując się każdym łykiem wspaniałego, sprowadzanego z Avalonu trunku. Mimo iż czas spotkania już nadszedł, przez kolejne pół godziny nie pojawiła się oczekiwana przez niego osoba. Wpatrując się w drzwi, oczekiwał aż się otworzą i ktoś z nich wyjdzie. Tymczasem drzwi otwierał się, ale tylko z wnętrza karczmy, którą co jakiś czas opuszczali kolejni bywalcy. Kolejne minuty upływały mu na oczekiwaniu, w końcu nie mogąc wytrzymać postanowił wstać od stołu i wyjść. -Gdzie się tak śpieszysz?- odezwał się miękki głos dochodzący zza jego pleców. -Przepraszam, czy my się znamy?- patrząc na właściciela, a raczej właścicielkę powabnego głosu, nie mógł wywnioskować kim on jest. Utrudniała to jeszcze bardziej pochylona głowa, skryta pod rondem kapelusza. -Oh, Devenie. Tak łatwo zapominasz? Czy to piwo tak osłabiło twoją pamięć?- głowa poruszyła się, lecz dalej widać było tylko podbródek i kawałek ust, pięknych krwistoczerwonych ust. -Zaraz, zaraz... Aha! Pamiętam! Anna! No naprawdę, nie mogłem cię rozpoznać!- uśmiech pojawił się na twarzy obojga, znajoma podniosła głowę a Deven oniemiał z zachwytu. Anna była piękna. Bardzo piękna. Miała bladą cerę, niebieskie oczy i kiedy się śmiała można było dostrzec dołki w jej rumianych policzkach. Deven bardzo ją lubił, nawet kochał ale tylko jako rodzinę, przyjaciółkę. Wiedział że nie można zrobić z tym nic więcej. Naprawdę nic więcej. -Czyli jednak pamięć cię nie zawodzi. Zastanawiasz się pewnie co mnie tutaj sprowadza. Otóż byłam bardzo ciekawa jak ma się mój ulubiony kuzyn. Siadaj, Devenie, porozmawiajmy. Nie widzieliśmy się ponad 6 lat. Skoro po takim czasie nie byłeś w stanie mnie od razu rozpoznać, miałeś pewnie na głowie dużo spraw. Opowiadaj! -No cóż, trochę się przez ten czas wydarzyło. No, mam nowe mieszkanie, jestem już znany w całym Leignborn, szczególnie w sprawach małżeńskich.- oboje zaśmiali się głośno, Anna zdjęła z głowy kapelusz. -Czyli wszystko po staremu? Nadal jesteś tym detektywem? Bo wiesz, w Bormlea mamy dwóch detektywów. Obydwaj bardzo się nie lubią, co jakiś czas jeden wyskakuje na drugiego z śledztwem, rywalizują ze sobą w szybkości rozwiązywania zagadek, tych małżeńskich. Masz może jakiegoś rywala?- ciekawość w głosie, tak pięknym głosie, sama skłaniała do opowieści -Na szczęście nie. Nie wytrzymałbym chyba gdyby ktoś podkradał mi klientów. Póki co nikt jeszcze nie odważył się ze mną konkurować. A jak tam u ciebie? Też pewnie masz mi coś ciekawego do powiedzenia. Jak tam mój stary wuj Albert? -Tata ma się dobrze. Razem z mamą postanowili wybrać się do Reichsu, do brata mojego ojca, Fridericka. Pamiętasz go? -Tak, szczególnie jego głos. Ej, dżeczi! Ufaszacz! Ne fłaszicz tam! Ci Reichczycy mają na prawdę śmieszny akcent.- oboje mieli niezły ubaw z wuja Fridericka Przez jakiś czas jeszcze rozmawiali ze sobą, wspominając dawne czasy. Rozpamiętywali wspólne dzieciństwo w Bormlea, stamtąd bowiem oboje pochodzili. Piękne czasy dzieciństwa i beztroskiej zabawy obojga z nich minęły już bezpowrotnie ponad dwadzieścia lat temu. -Wspomnienia są bardzo ważne.- odezwała się nagle Anna- to dzięki nim pamiętamy kim byliśmy u samych podstaw, dzięki temu możemy odnaleźć prawdziwych siebie. -Mądre, wspaniałe słowa. Od ciebie tylko takie można usłyszeć, kochana kuzynko. Chętnie posiedziałbym z tobą jeszcze dłużej, ale cza mnie goni. Miałem się tutaj dziś spotkać z bardzo ważnym człowiekiem, ale nie pojawił się. Lepiej będzie jak wrócę już do biura. A ty gdzie się zatrzymałaś? Czy może potrzebujesz jakiegoś lokum? Moje mieszkanie jest spore, znalazłby się tam osobny pokój dla ciebie.- Deven gdyby tylko mógł, to pewnie zaniósł by ją na rękach dokąd tylko by chciała, ale przez to że była od niego troszeczkę wyższa, wydawało się to niezbyt udanym pomysłem. -Nie, nie będę cię kłopotać. Zaraz po przyjeździe zarezerwowałam u Berquisa pokój, więc będę miała gdzie przez ten czas pobyć. Dziękuję za troskę.
Deven podszedł, wziął jej dłoń w swoją dłoń, i wyszli razem z karczmy. Pogoda na zewnątrz nie napawała optymizmem. Czarne chmury snuły się powoli po niebie, słońca nie było widać, podobnie jak i wcześniej. Przeszli kilkadziesiąt metrów w stronę głównej drogi po wyłożonym kamiennymi płytami chodniku. W miejscu gdzie spotykały się dwie uliczki, za rogiem budynku- prawdopodobnie starego magazynu- stało trzech mężczyzn. Deven zaniepokoił się o bezpieczeństwo Anny, polecił jej więc zostać w tyle, a sam podszedł do ściany i lekko wychylając się za nią, słuchał o czym rozprawiają. -Eh, Haric. Na co ty chcesz czekać? To najlepszy moment żeby wkręcić się w ten biznes! Nie ma tutaj nikogo lepszego na to…