Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Spotkanie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przygoda ta przytrafiła mi się zeszłego lata w wakacje. Nie miałem wtedy kompletnie pomysłu na to, jak spędzić wolny czas. Pojechałem więc z rodzicami na wieś do krewnych. Wieś nazywała się Uciekajka. Możecie ją znaleźć koło Lublina. Moi krewni kupili sobie tam domek więc co jakiś czas tam jeździłem. Szczerze mówiąc nie byłem zachwycony. Zawsze się tam nudziłem. W końcu co może być tam ciekawego? Wkrótce miałem się przekonać. Pamiętajcie, że nawet najbardziej niesamowite elementy tej opowieści zdarzyły się naprawdę.

Pewnego potwornie nudnego dnia wybrałem się na spacer do lasu. Cóż mogę o nim powiedzieć? Las jak las. Wszędzie drzewa :-). Miałem ochotę się wykąpać więc kierowałem się w stronę jeziora. Po drodze zauważyłem wiewiórkę radośnie skażającą od drzewa do drzewa. Po prostu sielanka. Pamiętam, że poprawił mi się nawet humor. Wokół było cicho i spokojnie. Jedynie komary nie dawały mi żyć. Wtedy właśnie wydarzyło się coś co na zawsze zmieniło moje życie i pogląd na świat. Idąc tak spokojnie zobaczyłem w oddali, między krzakami jakiś czarny kształt. Pamiętam to bardzo dokładnie. W pierwszej chwili wydawało mi się, że to jakieś zwierzę. Musiałem nieco zboczyć ze ścieżki. Gdy podszedłem bliżej nie miałem już żadnych wątpliwości. To był ludzki kształt. Człowiek zawinięty w jakiś dziwny czarny materiał. Nagle zawiniątko zaczęło się ruszać. Pamiętam, że poczułem strach. Od razu przypomniały mi się te wszystkie głupie filmy, które obejrzałem. Zawsze tak jest. Zaciekawiony człowiek podchodzi do czegoś dziwnego, zachodzi to od tyłu i zaczepia chcąc zobaczyć z czym ma do czynienia. I wtedy to coś lub ktoś odwraca się szybko i z potwornym rykiem zabija delikwenta. Rozejrzałem się ale nikogo innego w pobliżu nie było. Część mojej duszy błagała mnie bym dał sobie z tym spokój i zawrócił. Zwyciężyła jednak ciekawość. Postanowiłem jednak nie dotykać dziwnej osoby. Zamiast tego powoli obszedłem ją dookoła i stanąłem na wprost niej. Z początku nic nie widziałem. Istota była pokryta tymi dziwnymi szatami. Były bardzo zwiewnie. Bez przerwy się ruszały mimo, że nie było wiatru. Po chwili jednak ujrzałem twarz tej dziwnej osoby. Była to kobieta o włosach tak czarnych jak jej ubranie. Miała około trzydzieści lat, ale głowy bym nie dał. Nie mogłem się pozbyć wrażenie, że ją już gdzieś widziałem. Kiwała się dziwnie - Zupełnie jak dzieci z sierocińca- pomyślałem. Nagle podniosła na mnie swój wzrok. Miała ciemno brązowe oczy. Straciłem równowagę i upadłem na nią. Nie wiedziałem dlaczego. Wydawało mi się, że to wiatr mnie popchną w jej stronę. Złapała mnie za gardło i przybliżyła moją twarz do swojej. Byłem tak zszokowany, że zapomniałem się nawet przestraszyć. Zaczęła coś niezrozumiale mamrotać. Z początku nie rozumiałem o co jej chodzi. Po chwili dotarło do mnie. -Grzyyyyyyyyby……przynieś grzyyybby. No tak! Mogłem się domyśleć, że mam do czynienia z jakąś cholerną ćpunką. - Proszę mnie zostawić- powiedziałem po czym wyrwałem się z jej uścisku. Dziwna kobieta nie przestawała się kiwać - Może sprowadzić pomoc? Pani jest chora mogę pójść po lekarza- nie miałem pojęcia skąd wytrzasnę lekarza w tej dziurze ale przecież musiałem coś powiedzieć. - Nieeeee. Grzyyyyyyyby… - Nie sądzę żeby grzybki były w stanie pani pomóc.- Powiedziałem, po czym pośpiesznie opuściłem tę wariatkę. A przynajmniej chciałem to zrobić. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłem tego zrozumieć. Nieznajoma patrzyła się na mnie dziwnie. Po chwili zaczęła wstawać. Bardzo powoli. Jej czarne szaty wciąż się ruszały. Zupełnie jakby wiał wiatr. -O co chodzi?- pomyślałem Nagle poczułem potworny ból głowy. Takiego cierpienia jeszcze nigdy nie czułem. Wydawało mi się, że czaszka mi zaraz pęknie. - Przynieeeeś……grzyby………muchomory……..- powiedziała już wyraźniej. Wciąż na mnie patrzyła. Nie miałem wątpliwości, że to ona wywoływała tę okropną migrenę. Niespodziewanie ból minął. Wariatka uśmiechnęła się. - Przyyyynieś mi je aa nauczę cię…….. - Czego? Czego mnie nauczysz?- Spytałem zaciekawiony. Strach już całkowicie ustąpił. Czułem zainteresowanie tą niezwykłą postacią. Bez wątpienia była wariatką lecz było coś co wzbudzało we mnie respekt do tej osoby. Nagle postać uniosła rękę. Zauważyłem że wzdłuż dłoni ma tatuaże. Były to dziwne czarne litery. Zupełnie jak jakieś runy. Przypominały trochę elfickie pismo z ,,Władcy Pierścieni’’. Nagle wskazała na kamień pod moimi stopami, który…………uniósł się w powietrze! Powoli się wznosił i zaczął wirować przed moją twarzą. Uwierzylibyście w coś takiego? Gdyby ktoś opowiedział mi tę historię miesiąc przed tym wydarzeniem to z całą pewnością bym go wyśmiał. Tylko, że to zdarzyło się naprawdę, zapewniam was. Idź…….przynieś je…jak najwięcej…………- powiedziała, po czym zwinęła się w kłębek. Wyglądało to niesamowicie. Fałdy jej ubrania ruszały się jak na wietrze. Po chwili znów stała się tylko czarnym kształtem. Przez następne kilka godzin chodziłem po lesie i szukałem muchomorów. Jeden dziadek był nawet na tyle uprzejmy i poinformował mnie, że muchomory są trujące. Gdy tak szukałem tych trujących grzybów przypomniało mi się gdzie już widziałem tę gościówę. Na pewno widzieliście teledysk Madonny ,,Frozen’’. Otóż moja dziwna znajoma nosiła identyczne ubranie. Miała podobne tatuaże na ręce i ogólnie można było powiedzieć, że była do Madonny podobna. Zacząłem więc ją tak nazywać. Madonna. Nie zdziwiło by mnie gdyby pewnego dnia zmieniła się w czarnego psa lub stado wron. Gdy wróciłem nadal była w tym samym miejscu. Nazbierałem dla niej cały worek muchomorów. - Doooobrzeeeeeeee- Mówiła bardzo powoli zupełnie jakby sprawiało jej to ból. Jej twarz była zasłonięta- Przyyyyyyyyjjjjjdzz………….jjuuuuuuuuuuuttttrrrrrrro. Nie chciałem się z nią sprzeczać więc wróciłem do domu. Nie mogę ukryć tego, że poczułem ogromne rozczarowanie. Myślałem, że już dzisiaj nauczę się tej niesamowitej zdolności. Zawsze o tym marzyłem. Poruszać przedmioty za pomocą siły woli. Gdy pomyślę o możliwościach i ogromnym potencjale tej umiejętności……….ech…….. W nocy nie mogłem spać. Nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania z Madonną. Oczywiście rodzicom nic o tym nie wspomniałem. Rano wstałem podekscytowany i czym prędzej udałem się na znane już mi miejsce. Niestety, nikogo tam nie zastałem. Pamiętam wyraźnie jaki ogromny smutek wtedy czułem. Czułem, że ominęło mnie coś wspaniałego i niepowtarzalnego. Po chwili jednak wydarzyło się coś co wyrwało mnie z mrocznych myśli. - Tutaj….- Usłyszałem mocny i wyraźny głos. Zacząłem więc podążać jego śladem. Wchodziłem coraz głębiej w las. - Tutaj Mateusz!- słyszałem coraz wyraźniej. Zastanawiałem się skąd Madonna zna moje imię gdy doszedłem do niewielkiej jaskini. - Właśnie tutaj. Nie bój się. Wchodź śmiało. Chwilę wahałem się, po czym zagłębiłem się w mrok pieczary. Z początku nic nie widziałem. Za załomem zobaczyłem jednak nikłe światło. W miarę gdy się do niego zbliżałem coraz bardziej czułem dziwny zapach. Zaczęło się robić duszno. W końcu wszedłem do oświetlonego pokoju. Z kotła na środku buchała para. Nad nim stała Madonna. Piękna i niezwykła. Dopiero w tym momencie uderzyło mnie jak bardzo była piękna. Stała nad dziwną bulgoczącą miksturą i przyglądała mi się z zainteresowaniem. W jaskini panował półmrok, jedyne światło dochodziło z kotła więc nie byłem pewien, czy coś jeszcze w niej jest. - Witaj Mateusz- Miała czysty i aksamitny głos. Widać już było, że odzyskała siły. - Dz……Dzień dobry- wybąkałem nieśmiało- Cieszę się, że pani lepiej się już czuje. Uderzyła mnie nowa myśl. Moja dziwna znajoma idealnie pasowała do stereotypu czarownicy. Te zwiewne szaty, tatuaże na dłoni i czarne paznokcie od razu przywoływały na myśl jakąś czarodziejkę. Odrzuciłem jednak szybko ten pomysł. No bo w końcu kto z was by w coś takiego uwierzył? Przecież wszyscy wiemy, że w naszym świecie nie ma miejsca na takie rzeczy jak czarodziejki, wiedźmy i smoki. Znowu przypomniał mi się ten teledysk. Słyszałem tę muzykę w głowie. Dziwny utwór. Chyba najdziwniejszy ze wszystkich piosenek Madonny. - Tak, czuję się już znacznie lepiej. Dzięki twojej pomocy znów powróciłam do życia. Dziękuję ci. Musisz jednak wiedzieć, że są tacy którzy pragną mojej zguby. Jeśli chcesz się nauczyć tego co mogę ci zaoferować to ty również zyskasz wielu wrogów. - Ach tak- wyrwało mi się. Zupełnie zapomniałem tego, po co tu przyszedłem. - Czy chcesz się tego nauczyć- Spytała tajemniczo - Tak. Chcę. - Dobrze. Usiądź koło mnie. Wykonałem to polecenie bez chwili wahania. Po chwili Madonna również usiadła. Nie pamiętam już ale chyba po turecku. Wbiło mi się w pamięć to, że w tym momencie na jej ubraniu nie widać było żadnego uwypuklenia. Zupełnie jakby nie miała nóg. Nieważne. - Spójrz na ten kamień- powiedziała, po czym go wskazała, a następnie zaczęła kręcić kółka palcem wskazującym. Kamień po chwili podniósł się i zaczął obracać. - Niesamowite- wyszeptałem -Taak. Teraz ty spróbuj. Spojrzałem na leżący już kamień i wskazałem na niego palcem. Domyślacie się zapewne jaki był efekt. Zmarszczyłem czoło, cały się spociłem ale nic nie wyczarowałem. Owszem, skupiłem się i to bardzo ale efekt był mizerny. - Dlaczego ci się nie udało- spytała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Spotkanie — czytnik · opowiadania