Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 8 min czytania

Spotkanie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

William Berg znalazł się nagle w całkowicie nie znanym sobie miejscu. Ból i strach miną momentalnie. Znajdował się teraz na polnej dróżce. Otaczały go pagórki porośnięte trawą o pięknym odcieniu zieleni. Krajobraz taki roztaczał się aż po horyzont. Było mu ciepło i przyjemnie. Wysoko na bezchmurnym niebie świeciło słońce. Gdzieś tam w górze wesoło ćwierkał jakiś ptak. Jego pomarańczowe ubranie już nie wydzielało tego nieprzyjemnego zapachu. Pamiętał jedynie że kiedyś ten strój budził w nim osobliwą grozę i nieprzyjemne uczucia. Nie wiedział jednak czym były one spowodowane, pamiętał tylko że czół coś takiego. Teraz nie miało to jednak żadnego znaczenia. Było mu już dobrze. Rozejrzał się na około. Krajobraz wszędzie był taki sam i jedynie na polna dróżka na której nagle się znalazł zakłócała tą sielską monotonię. Po chwili ruszył nią przed siebie. Szedł przez pewien czas pławiąc się w promieniach słońca i ciesząc wszystkim tym co go otaczało. Po pewnym czasie na horyzoncie zamajaczyła mu mała brązowa plamka. Stopniowo zbliżając się w tym kierunku zdał sobie sprawę że jest to kamień. Siedział na nim mężczyzna. Był to straszy pan. Mimo delikatnych zmarszczek wyglądał na szczęśliwego. Ćmił faję i błądził gdzieś nieobecnym wzrokiem. Zdawał się nad czymś zastanawiać. Nie zauważył że Berg staną przed nim. - Przepraszam, czy mówi pan po angielsku?- Spytał grzecznie William. Starszy pan ockną się nagle z rozmyślań. Spojrzał na Berga i uśmiechną się życzliwie. - Czy to ma jakieś znaczenie?- Odparł wyciągając na chwilę fajkę z ust. – Owszem, kiedyś mówiłem, tu jednak nie ma to chyba większego znaczenia bo i tak się wszyscy rozumiemy, - Przepraszam, ale czym właściwie jest to TU?- Spytał ponownie Berg. Starszy mężczyzna uśmiechną się pobłażliwie. - Tu. Czy nie domyślasz się czym jest to TU? W sumie to bardzo możliwe. Czasami nie pamięta się początkowo końca tego co było TAM. Chyba najlepiej będzie jeśli przypomnisz sobie to co spotkało cię TAM. Wtedy wszystko sam zrozumiesz. - Mam nadzieję. A jak właściwie pan się nazywa? - Jestem John Tolkien.- Tym razem uśmiech staruszka nabrał pewnego osobliwego wyrazu. - Miło mi. Jestem... - Wiliam Berg. Wiem. - Ale... skąd?- Zdziwił się Berg. - Czy to istotne? Wiem... Ważne jest to że jesteś już TUTAJ. - Hmm... Czy jest TUTAJ ktoś jeszcze?- Berga zaczęła niecierpliwić tajemniczość staruszka. Ten wybuchną teraz serdecznym śmiechem. - Wszyscy. Przynajmniej domyślnie. A wielu już realnie. Jak ty, czy ja. - Dlaczego więc nie widzę nikogo poza panem? - Nie bądź taki niecierpliwy. To musi trochę potrwać. Usiądź koło mnie i rozkoszuj się tym widokiem. Staruszek zsuną się nieco robiąc miejsce Bergowi. Sam kamień zdawał się jakby nieco rozciągnąć, bowiem obydwaj po chwili siedzieli na nim wygodnie. Siedzieli przez chwil w milczeniu. Nagle staruszek jakby od niechcenia wyszeptał: - Oho... patrz teraz!- Tuż przed nimi zmaterializował się dość wysoki mężczyzna. Był łysy. Na pewno był straszy od Berga, ale i młodszy od Tolkiena. Miał na sobie rodzaj szpitalnej piżamy i kapcie. Przez chwilę stał patrząc się na nich. W jego oczach malowało się przerażenie, które gasło jednak bardzo szybko. Rozejrzał się dookoła. Spojrzał w dół i dotkną powoli obydwu swoich nóg. Pomacał się po kręgosłupie i momentalnie jego twarz zmieniła wyraz. Mężczyzna zaśmiał się głośno i zaczął podskakiwać z radości. Berg i Tolkien przez cały czas patrzyli na niego. O ile twarz Berga wyrażała zdziwienie, o tyle starusze zdawał się być zadowolony z tego co widzi. Gdy mężczyzna uspokoił się nieco zwrócił się do siedzących przed nim nieznajomych. - Witam was. Jestem Christopher Reeve. Pan Berg i pan Tolkien jak sądzę? -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Spotkanie — czytnik · opowiadania