Duchy · 7 min czytania
Spotkanie trzeciego stopnia cd.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Wyskoczyłem z łóżka. Dyszałem ze zdenerwowania jak cielę. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś przedmiotu, którym mógłbym zdzielić nieproszonego gościa. Chwyciłem dębowe krzesło, wziąłem zamach. Nagle Staruszek zrzucił kołdrę i nim mój cios go sięgnął, znalazł się szybko za mną. Łup...
-Co ty chłopie taki wyrywny jesteś?-usłyszałem rozbawiony głos Dziadka. Otworzyłem oczy. Znajdowałem się na ławce na mojej działce. Miałem tak zamglony umysł, że nie zastanawiałem się nawet, jak zdołał mnie przetransportować bez zwrócenia czyjejś uwagi. Był piękny słoneczny dzień. Wprost idealny na utarczki z siedemdziesięcioletnim Starcem.
-Będę cię bił dopóki, dopóty nie przestaniesz się na mnie rzucać, za każdym razem kiedy odzyskasz przytomność. Pozwól mi, że ci coś wytłumaczę- jak na tak wiekowego człowieka, głos miał zdrowy i mocny. -Tak, więc zacznę od tego, że mam na imię Waldek...jestem strażnikiem dusz...- nagle urwał, jakby chciał żebym przetrawił tę informację
Mój mózg zaczął pracować szybciej. Rozejrzałem się. Waldek siedział na plastikowym krześle, wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem na twarzy...poprawka...z irytującym uśmiechem. Nie do tego, że mnie bije to jeszcze się głupio uśmiecha. Jakbym był jakimś debilem. Miałem zamiar się na niego rzucić. Jednak kiedy ruszyłem do ataku, zdałem sobie sprawę, że jestem spętany....szarpałem się ze wszystkich sił. Mogłem ruszać tylko głową. Chciałem krzyczeć....niestety głoś również odmówił mi posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się dokładnie dzieje, ale jestem pewien, że mam do czynienia z jakąś magią. Niczym nie byłem przywiązany do ławki. Żadnej liny, kajdanek...niczego. Jest jedno wytłumaczenie- magia. Jednak byłem spokojny o moje życie...jakby chciał mi coś zrobić, już bym nie żył.
Część 22 / 2
- No dobra! Teraz skup się na tym co mówię. Kim są strażnicy dusz, powiem ci później. W każdym bądź razie, wczoraj w nocy stałeś się jednym z nas....spróbuję Ci to wytłumaczyć na tyle, ile sam to rozumiem- jego głos miał w sobie moc przyciągania....nie chciałem wyciągać pochopnych wniosków z tego co powiedział. Posłucham co ma do powiedzenia...uśmiechnąłem się w myślach...jakbym miał jakiś wybór...
-Wczoraj miała miejsce straszliwa tragedia... twój wujek Mariusz Ciepełko zmarł w wypadku...nieszczęśliwym wypadku...- zamilkł. Widać było, że nad czymś duma. Coś wspomina. Nagle posmutniał.
Śmierć Mariusza Ciepełko najwyraźniej nim wstrząsnęła. A mną? Mną nawet nie szturchnęła. Kolejny klient na liście Śmierci. Prawie go nie znałem. Ostatni raz widziałem go na mojej komunii świętej . Nawet nie pamiętam jaki był. Na pewno też przez to, że w domu w ogóle o nim mówiono. Był po prostu czarną owcą....odludkiem który miał nas gdzieś.
-Wiem, że prawie go nie znałeś. Naprawdę szkoda...był wspaniałym człowiekiem, który walczył za naszą sprawę, nie bacząc na straty. Poświęcił swoje życie i was- swoją ukochaną rodzinę...ech.... Tydzień temu spisał testament. Przepisał tobie cały swój majątek -pieniądze, dom, ziemie i samochód oraz przekazał Ci pod opiekę dwa psy- Łajkę i Pusię. Wiem co w nim było zawarte, bo byłem przy nim kiedy to spisywał...to był ostatni raz jak go widziałem żywego. Niedługo powinieneś otrzymać list z informacją o tym całym zdarzeniu. Wtedy przeprowadzisz się do jego....znaczy twojego nowego domu. Ale to nie wszystko. Odziedziczyłeś po nim coś…