Melodramat · 14 min czytania
Spowiedź
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SPOWIEDŹ
- Mirka - Ile masz lat dziecko? - 25 - Nie masz męża? - Nie - Wiesz, że popełniłaś grzech Mirko? - Tak, wiem. Ale... ja... nie potrafię tego żałować. Wiem, że to źle, ale ja po prostu nie umiem. Nie chcę! A z resztą... Jak on tak może? Przecież wiem, co zrobiłam!? Po to tu przyszłam! - Przepraszam, pójdę już. Nie powinnam tu przychodzić. Niech będzie pochwalony... - Nie odchodź Mirko!! Tam nie było nikogo. Kościół był pusty. Była noc. Ludzie już dawno wyszli. Ona była ostatnia. Jakaś zakonnica gasiła światło w prezbiterium i w nawach. Zdawało się, że w ogóle nie zauważyła, że ktoś tam jeszcze był. Mrok i cisza. I te słowa, „nie odchodź!!” Cisza. Ta cholerna cisza. Ta obrzydliwa cisza! Ona ją tu przyprowadziła. Ta obrzydliwa cisza, której można mieć już tylko dość. - Mirko, nie odchodź, proszę! - To był błąd! Co ksiądz może o tym wiedzieć? To jakaś bzdura! Przyszłam tu bo chciałam iść do komunii w te święta. Tak dawno już nie byłam, że nawet nie pamiętam smaku. Przyszłam tu wiedząc, że nie żałuję. Słyszy ksiądz??? Nie żałuję!!! Wiem o tym. Przyszłam. Boże, po co ja tu przyszłam??? Ta cholerna wiara! Nie można się od niej uwolnić. Po co ja tu przyszłam... Usiadła w ławce i rozryczała się. Ryczała i wymyślała księdzu, sobie i w ogóle... całemu światu. Nie, nie całemu, nie wymyślała Bogu. Tak, Jemu nie wymyślała. Jemu nigdy nie wymyślała. Nigdy. Podszedł do niej, usiadł i siedział tak. Po prostu siedział, a ona płakała i wymyślała. Czasem się uspokajała, czasem na nowo zaczynała krzyczeć. Czasem opadała na podłogę, to znowu siadała na ławce. A on siedział. Nie wiedział jak się zachować. Był młodym księdzem. Mało miał lat. Właściwie niewiele miał praktyki. Nie wiedział czy ją dotknąć. Jak ją uspokoić. Był księdzem, miał jej dać rozgrzeszenie. Czy mógł jej jakoś pomóc?
Myślisz pewnie, że zakochał się w niej bo był młody, a ona zakochała się w nim. Nie, nie myśl tak. Nikt się nie zakochał, a ta historia nie jest zupełnie wymyślona. Ona poszła do spowiedzi, bo tak ją nauczono. Wiedziała, że tam się oczyści. Nigdy nie mogła zrozumieć jak można żyć i iść dalej bez możliwości spowiedzi. Kiedyś wierzyła. Wiedziała, że spowiedź to dla niej najtrudniejsza rzecz, ale wierzyła w jej skuteczność. Nie, ona już nie wierzyła. Ona po prostu wiedziała. Chciała zacząć wreszcie od nowa. Chciała zacząć, oderwać się od tego co ją tak trzymało. Chciała zaakceptować to, że przeszłość minęła, że jej dni płyną. Tak, one płyną. One po prostu płyną....
- Wiem, co ksiądz o mnie myśli. Zepsuta, młoda dziewczyna. Kolejna ofiara tego świata. Reklamy, wolnej miłości, globalizacji. Kolejna dziewczyna, która się zeszmaciła. Po prostu się zeszmaciła. Tak, wiem, że to grzech. Wiem to dobrze. Ale ja nie żałuję tego grzechu. Wiem, że poraniłam Boga. Wiem, że Jezus, cierpienie, krzyż! Ja kiedyś naprawdę tak żyłam! Naprawdę! Ja doskonale wiem jak to życie wygląda! Ale ile można czekać? Ile? Ile lat być ciągle samą, bez miłości, bez pracy, bez wykształcenia? Ile? Jak długo można czekać i z jaką nadzieją, że się doczeka!?! Ja już tak nie mogłam. Nie patrzyła mu w oczy. Co miała mu pokazać? Rozmazany makijaż? Zakatarzony nos? Co miała mu pokazać?? Ona nie chciała z nim rozmawiać, nie chciała niczyjej odrazy, nie chciała, żeby ją znowu ktoś porzucił, zostawił, żeby mówił co powinna wtedy zrobić. Nie!!! Ona chciała, żeby ją wysłuchał i powiedział jak ma teraz żyć. Jak ma żyć bez niego. Jak ma żyć. Teraz... A najbardziej chciała, żeby zrobił coś i żeby byli razem, żeby on nadal chciał z nią być, żeby mógł z nią być. Wiedziała, że to nie tak, ale tego chciała najbardziej. - Nikt nigdy nie dał mi takiego życia jak on. Wiem, nie dał mi tego co dał mi sam Bóg. Nie dał. Cały czas to wiedziałam, czułam to. Bóg... Wiem, że On mnie kocha, wiem to. Ale ja... Na początku się ograniczałam. Kasowałam jego smsy, nie czytałam ich za często, nie pisałam. Wiedziałam, że ma żonę. Wiedziałam, że mogę się zaangażować, nie chciałam tego. Znam siebie. Cholera, ja naprawdę siebie znam...Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. On ma żonę. Ona ma syna. Nie, tego nigdy nie zrobię!! Tak często ... Już nigdy chyba nie powiem, że nigdy... Cały czas się koncentrowałam, żeby to był dobry kontakt, taki, który nie przyniesie cierpienia, tylko radość, wsparcie. Przecież obydwoje tego pragnęliśmy. Nie chcieliśmy zrobić niczego czego nie powinniśmy. Chcieliśmy tylko rozmawiać, chcieliśmy tylko, żeby nam było dobrze, żeby było miło rano wstawać razem o 5.00 albo czuwać nad snem w nocy. Chcieliśmy czuć się potrzebni i kochani. Nie chcieliśmy zrobić niczego złego, niczego co doprowadziło by nas do ...Przecież byliśmy daleko. Co się mogło stać??? Ja miałam swojego Boga, wiedziałam, że nie chcę Go zranić. Ale... On mnie rozumiał w każdej chwili. Nigdy nie miał dosyć. A kiedy miał wreszcie przyjechać, to... wsiadając do pociągu, zapytał, czy jestem tego pewna. Czy ksiądz kochał kiedyś kobietę? Człowieka? Tak, nie Boga, ale człowieka? Czy doświadczył ksiądz odrzucenia? Czy wie ksiądz co to znaczy związek, w którym się mówi o miłości, a ma się na myśli pożądanie? Nigdy nie miałam takiego związku, w którym była miłość, szacunek... Nigdy!!! Czy potrafi to ksiądz zrozumieć? On..., on na początku pisał, żebym się nie martwiła, że pamięta, tylko, nie może teraz pisać, ale pamięta. To on pisał, nie ja. Ja nie wywoływałam tych smsów. To on dbał, okazywał szacunek. Wiem, że nie jest idealny. Nie ma ideałów. Ale nie poznałam nigdy wcześniej nikogo kto by tak po prostu dbał. Przecież na początku nikt nie myślał o tym, żeby się zakochać, żeby cierpieć. Kto mógł to przewidzieć? Uśmiechnęła się do siebie, wytarła nos w rękaw. Po raz pierwszy otworzyła oczy i zobaczyła ten mrok. Nadal na niego nie patrzyła. Poszła do ołtarza. Stanęła tak i zapatrzyła się w wielki, misterny krzyż. Znała go tak dobrze. Całe lata w tej parafii. Tyle mszy prześpiewanych, tyle nocy wielkanocnych. Znała go dobrze. I tak się wpatrywała w ten krzyż o mroku, w ciszy i w ciemności. Nie bała się. Była spokojna. Zupełnie cicha i spokojna. I tylko stała, a on siedział. Przez ten cały czas nie zrobił nic. Nic nie powiedział. Tylko siedział i słuchał. Modlił się. Ona wiedziała, że się modlił, choć nie dał jej tego poznać. Ale ona dobrze to wiedziała. Znała ten świat. Wiedziała, że właśnie w tym świecie poznała poczucie własnej wartości, to właśnie tu pokazano jej, że jest człowiekiem. Tu ktoś jej pokazał szacunek, to że jest czegoś warta, tu poznała swojego pierwszego przyjaciela. Nie mają teraz kontaktu, ale wie, że jeśli…