historia · 9 min czytania
Spowiedź
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Areszt UB w Nisku był strasznym miejscem. Dokonywano tam okropnych rzeczy. Więźniów okropnie katowano: wyrywano im paznokcie, bito pałkami, podtapiano, głodzono. A wszystko to nawet nie po to, by wydobyć od nich zeznania. Ubecy robili to dla przyjemności. Jednym z więźniów aresztu był porucznik Aleksander Pityński "Kula", który leżał w ciemnej celi, znajdującej się w piwnicy aresztu. Cela była mała, wilgotna, kapała w niej woda. Okien nie miała. Porucznik spał na desce, którą kiedyś wybił ze schodów od piwnicy. Był w okropnym stanie: pobity, wymęczony przez ubowców miał wybite zęby, złamane żebra i potłuczone plecy. Cały był w sińcach i ranach. Biedak stosował teraz głodówkę, od trzech dni nic nie jadł. Majaczył, nie chciał jeść, mimo iż kilka misek z okropną, więzienną papką leżało obok niego. Męczarnie przeżywał wielkie. Już pierwszego dnia, kiedy został przywieziony do więzienia, w holu czekali ubecy z pałkami. Bez słowa zaczęli go bić. Bili tak mocno, że stracił przytomność. Ocknął się w wannie z lodowatą wodą, jego ubranie było zakrwawione i poszarpane przez ubowców. Jeden z ubeków, Kendra, z szyderczym uśmiechem zaczął go podtapiać. Porucznik nawet nie dał rady się bronić. Kendra był silniejszy. Następnego dnia do celi weszli ubowcy, ich dowódca powiedział, do niego jedno słowo: Pożałujesz! I zaczęli go okładać pałkami. Próbował się osłaniać, ale było ich zbyt wielu. Ponownie stracił przytomność i znów obudził się w wannie, nad którą pochylał się Kendra. I znów podtapianie. Porucznik miał dość, krzyczał, próbował wyjść z wanny, ale ubek wpychał go tam z powrotem. Tak mijały dni. Po jakimś czasie skończono z tą metodą dręczenia i codziennie wleczono go na drugie piętro, do pokoju z oknami, oczywiście zakrtowanymi. Stał tam stary stół i kilka krzeseł, dwa przewrócone. Po pokoju walały się graty, było tam niesamowicie brudno. Na stole zaś stała lampa, którą świecili mu w oczy. Przykuwano go do drąga między dwoma krzesłami, zakładano gumową maskę i okładano pałkami, metalowymi drutami, prętami. Pewnego dnia udało mu się uwolnić nogi i zaatakował ubowców, atakując ich głową i przymocowanym do pleców drągiem. Ci zaczęli uciekać, barykadując drzwi. Porucznik chciał popełnić samobójstwo, rozpędził się na drzwi i uderzył w nie głową. Ale nie zginął, tylko stracił przytomność. Obudził się w wannie z wodą zimniejszą niż zazwyczaj. Nad nim pochylał się Kendra. Z drwiącym uśmieszkiem go podtapiał. Teraz wymęczony z głodu kazał wezwać księdza. Wiedział, że niedługo umrze, więc chciał się wyspowiadać. Jego prośby wysłuchano i obiecano przysłać jakiegoś księdza. Porucznik miał jednak wątpliwości, czy naprawdę tak się stanie, wątpił że ubecy zlitują się nad nim i go przyślą. Zdziwił się, kiedy w drzwiach celi zobaczył księdza w sutannie. Było ciemno, więc nie widział. Ksiądz się zbliżył, uklęknął. Porucznik przeżegnał się i również uklęknął. Więc ubecy przysłali jednak księdza! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – zaczął porucznik. Na wieki wieków Amen – wyszeptał ksiądz. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Wyznaj swoje grzechy, niech Bóg się nad tobą zmiłuje. Ostatni raz u Spowiedzi Świętej byłem rok temu. Pokutę zadaną wypełniłem. Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami..... Mów. Opowiedz, Pan cię wysłucha. Więc tak: Porucznik zaczął wyznawać swoje grzechy. Ksiądz słuchał bardzo uważnie. Nie były to jakieś wielkie grzechy, ba, jakieś drobnostki. Lecz porucznik uważał, że przed śmiercią powinien się wyspowiadać nawet z tak małych grzeszków. Był to człowiek bardzo pobożny, dobry i uczciwy. Wreszcie skończył się spowiadać, a ksiądz kiwnął głową i powiedział: Pan Bóg wybaczy ci wszystkie twoje grzechy, jeżeli będziesz ich żałował i okażesz skruchę. Jego miłość nie ma granic. Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu – odpowiedział szeptem porucznik. Po chwili kapłan udzielił mu rozgrzeszenia. Porucznik przeżegnał się i odpowiedział: Amen. Wysławiajmy Pana, bo jest dobry! A Jego miłosierdzie trwa na wieki. Pan odpuścił tobie grzechy. Bóg zapłać. Ksiądz spojrzał na porucznika i wyszeptał: Biedaku, cożeś uczynił, że się tu znalazłeś?! Och, proszę księdza. Sprawa jest…