Podróże · 3 min czytania
spowiedź powszechna V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przedziały były całe zapełnione. One, one, one. Wszędzie one. Ładniejsze kobiety, inteligentniejsze, mądrzejsze, zgrabniejsze i mniejsze. Jak gejsze. Mam wiele kompleksów. Komplex bobovit-junior, vitamin kompelx, komplex b-senior. Łykam je gaściami, popijam łzami i nie pomaga. Suplementy, komplementy. Wszystko trafia w próżnie. W swojej mniejszości tak próżna. To mniejszości bywają dyktaturami. Karykaturami. Tekturami. Jestem pewna, że te wszystkie eleganckie kobiety, które mijały mnie na wąziutkim pociągowym korytarzyku widziały wyciętego z tektury manekina z moim koślawym konturem i twarzą. Takiego jakiego często zwykli wystawiać przed sklepami sprzedawcy. Zwykli wystawiać. - Kto tu postawił te pudło? – paradna korpulentna dama z gniazdem na głowie nie ukrywała wzburzenia - Ludzie to teraz nie wiadomo co wyczyniają. – odpowiedziała jej prześliczna niczym modelka brudnetka - Prawdziwe paskudztwo. - I przejść się nie da – zauważyła kolejna zasadzając mi sowitego kopniaka wprost z ostrego czuba lakierowanej szpilki - Żeby to jeszcze jakoś kształtnie powycinali. - Ładniej pomalowali – wtórowała jeszcze jedna - A Fe! - Zgłaszam do konduktora. – oznajmiła ta z gniazdem znikając Pozostałe pokiwały głowami, z pełnią animuszu poklęły pod nosem, odstawiły mnie pod okno po czym solidarnie zajęły swój przedział. Nie minęła minuta a Gniazdo wróciło w…