Melodramat · 9 min czytania
Spowity Nocą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Siedział w tym ciemnym pokoju już trzeci dzień i najwidoczniej nie zamierzał go opuścić przez kolejne. Nie chciał, a może raczej się bał stawić czoła temu, co znajduje się za drzwiami. Po przyjeździe ze szpitala wszystko się zmieniło. Jego narzeczona odeszła mówiąc, że z takim potworem nikt nie wytrzyma. Jego przyjaciele przestali przychodzić, nawet rodzina doszła do wniosku, że lepiej by było dla wszystkich gdyby on wtedy zginą. Została przy nim jedynie pielęgniarka. Biedna kobieta najwyraźniej przegrała z kimś zakład. Dotkną bandaży na swoich oczach. Dobrze wiedział, że gdyby wtedy nie pojechał na tą akcje teraz wszystko byłoby inaczej. Jednak coraz częściej przez jego myśl przechodziło to, że cały ten świat, w którym żył był jednym wielkim kłamstwem. Wszystko dookoła niego to ułuda.
Rozległo się pukanie do drzwi. Podniósł się ostrożnie z łóżka i powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi potykając się co rusz o jakieś przedmioty. - Witaj Lili – powiedział obojętnie i ruszył z powrotem.
Dziewczyna spojrzała na niego zrezygnowana. Codziennie to samo. Bez emocji, bez spojrzenia na kolejny dzień jakby był błogosławieństwem. Już miną miesiąc odkąd Maks stracił wzrok. Siadając obok niego. Najdelikatniej jak tylko mogła ściągnęła z jego oczu bandaże.
Rany jakie po sobie zostawił ten łotr zaczęły już coraz lepiej wyglądać. Jeszcze kilka dni można i będzie zrezygnować z tych bandaży całkowicie. - Nie obrazi się pan półkowniku, jeżeli odsłonie zasłony? – zapytała spoglądając na niego. - Nie mam ochoty na żarty. Mi to bez różnicy – powiedział obojętnie.
Dziewczyna spojrzała na niego ze smutkiem. Pamiętała go zawsze zadowolonego. Pełnego wiary w lepsze jutro. Każdemu potrafił pomóc, a teraz, gdy jego spotkało takie nieszczęście to nikt przy nim nie został. Serdecznie nienawidziła tych ludzi. Jak oni mogli tak postąpić? Zostawić go w momencie, kiedy potrzebował kogoś, komu mógłby się wyżalić.
Odsłaniając grube ciemne kotary spojrzała w jego stronę. Nadal sprawiał, że jej serce bilo o wiele szybciej. Jego pięknie ukształtowana i wyrzeźbiona klatka piersiowa wydawała się niczym twór samego Apolla, a jego oczy pomimo blizn nadal sprawiały, że uginały się pod nią nogi. Podeszła do niego i spojrzała mu w oczy. Ten przepiękny zielono niebieski odcień działał na nią hipnotyzująco, do tego te długie, sięgające po łopatki włosy sprawiały, że mogłaby mu ulec w każdej chwili. Niestety on nie zwracał wcześniej na nią uwagi a teraz uważał ją, jako po prostu kogoś, kto ma za obowiązek się nim zajmować.
Część 22 / 2
To jednak nie była prawda. Ona sama zgłosiła się na ochotnika jak tylko dowiedziała się o tym straszliwym zdarzeniu. Pamięta jak po raz pierwszy wszedł do namiotu, w którym opatrywała rannych. Silny, mężny jakby nie było na niego żadnej siły. Wtedy przyniósł ze sobą jednego ze swoich podwładnych. Siedział przy nim do końca. To wtedy jej zaimponował po raz pierwszy.
Zakładając opatrunek na jego oczy spostrzegła, że w rękach trzyma jakieś przedmiot zawinięty w kawałek tkaniny. Nie chciała być wścibska, ale jego wyjątkowy spokój dawał wiele do myślenia. Zawsze miał dla niej jakieś ciepłe słowo. Choć widać było, że sam jest podłamany. A teraz?
- Co pan dzisiaj taki spięty? – starała się jakoś zagadać. – Proszę się trochę rozluźnić. Zrobię panu masaż – powiedziała i gdy jej ręka powoli pognała w stronę zawiniątka ten nagle drgną i rzucił je na łóżko.
Dziewczyna drgnęła widząc kształt pistoletu. Spojrzała na niego przerażona. To było nie możliwe, on nie był zdolny do takiego czynu. Usiadła na łóżku i ściągając mu koszule położyła ręce na jego wielkich barkach. Czuła, że każdy jego mięsień jest spięty, że każdy z nich jakby protestował przed poddaniem się jej zabiegom. Dopiero po dłuższej chwili powoli mięśnie zaczęły się rozluźniać. - I po co to wszystko? – zapytał opierając ręce o nogi i pochylając głowę. - Nie rozumiem. - Po się tak pani męczy panno Waiss? - Ależ ja się wcale nie męczę – powiedziała z uśmiechem.
Westchną jedynie zrezygnowany. Dobrze wiedział, co się jeszcze dzisiaj stanie. Sallter mu to powiedział. Może nie dosłownie, ale dał wyraźnie do zrozumienia, że nie potrzebnie jeszcze tu siedzi. Oddał mu jego służbowy pistolet znaleziony na miejscu akcji. Maks wtedy zrozumiał już wszystko. Nikt go to nie chciał. To całe życie to jedna wielka pomyłka.
Położył dłoń na jej dłoni. Poczuł jej ciepło… - Dziękuje bardzo, ale teraz chciałbym odpocząć – powiedział wstając. Lili wstała…