Biografia · 16 min czytania
SPóźN IONY EPILOG
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SPÓŹNIONY EPILOG
Luty1990-luty1992
Otwieram oczy. Jest. Chciałbym uciec, lecz nie mogę. Zostanę tutaj i tak bez względu na efekty. Nie można tego odwlekać w nieskończoność. Nie wiem tylko po co jej to spotkanie. Ja sobie ułożyłem życie ,ona chyba też. Więc po co? Rozdrapywać ran chyba nie będzie? Odwrócić tego już też się nie da. Czekam. Stoi przede mną i patrzy. Patrzy uważnie, głęboko, z zacietrzewieniem, lecz bez złości. To już ponad cztery lata minęły od tamtej chwili. Właściwie to jej nigdy później nie widziałem. I nagle po tylu latach otrzymuję list i prośbę o spotkanie. Dowcip raczej byłby mierny ,więc odpisałem, że się zgadzam. I sam właściwie nie wiem dlaczego. Byłem trochę ciekawy jak się jej teraz wiedzie. Ale nie na tyle by pierwszy pytać ją o cokolwiek. To ona prosiła o to spotkanie. Niech więc zacznie mówić. -Pomóż mi-szepcze prosto w twarz. Siadam na trawie. Opieram się o pień drzewa. -Nie boisz się? -Czego? -Pyta i spod szkieł patrzą na mnie oczy koloru zielonkawego. -Dlaczego ja? -Sama nie wiem .Tylko ty możesz mi pomóc! Wpatruję się w turkus jej źrenic. -A może nie zechcę? Na moment jej oczy zaokrągliły się. Potem przygasły. -Nie dam się sprowokować. -A ja nie muszę na to przystawać. -Więc po co przyszedłeś? -Sam właściwie nie wiem. Znów cisza. Prawdę mówiąc to we mnie już się wszystko wypaliło. To co ona kiedyś zrobiła przeminęło, odeszło jak zły sen w południe. Tak naprawdę to czuję żal do niej. Ale żal z odcieniem pobłażania. I dlatego przyszedłem na to spotkanie, chociaż wiele razy przysięgałem, że nigdy nie dopuszczę do ponownego rendez vous ,a jeśli nawet to wyniosłe milczenie postawi między nami mur. I tak by było jeszcze rok temu, ale teraz.... Patrzę znów na nią. Wyładniała, aczkolwiek nigdy nie była pięknością, muszę stwierdzić ,że to nie ta sama dziewczyna. -Będziemy tu tak stali? -Ja siedzę. -Zrobiłeś się cynik. Po to się żeniłeś by to w sobie odkryć? Popatrzyłem na nią i powoli wycedziłem: -Ty jednak się nic nie zmieniłaś Byłaś i jesteś bezczelna. Wyobraź sobie ,że nie muszę wysłuchiwać twoich impertynencji. -A ja twoich! -Więc odejdź .Droga wolna! Zbladła ,a w oczach pojawił się błysk pasji, który tak dobrze pamiętam. -Zawsze tak było prawda? -Pyta jednak cicho. -Widocznie nie pasowaliśmy do siebie. Ale zostaw ten temat i mów czego chcesz! -To trudne, Przemo . ... -Myślałem, że wszystko sobie przemyślałaś zanim poprosiłaś mnie o spotkanie. Usiadła z impetem obok. Zerwała trawkę i długo ją obracała w palcach. A potem cicho powiedziała: -Życie się skomplikowało. -Twoje ?O ile pamiętam to masz niesamowity dar gmatwania sobie życia. -Skąd u ciebie tyle nienawiści do mnie? -Dziwi się i przez chwilę wydaje mi się ,że brzmi to szczerze. -Od kiedy zrozumiałem, że być zabawką w czyichś rękach to durne zajęcie. -A więc pamiętasz? -Mam wiele wad. Ale co mam niezmiennego to pamięć! -Myślałam ,że przez te lata zmiękł w tobie ból. -Co ty możesz wiedzieć o bólu? -A nie pomyślałeś co się wtedy działo ze mną?! -Nagły wybuch był tak nieoczekiwany, że aż się wzdrygnąłem. -Po pierwsze: nie krzycz! Po drugie :nie interesuje mnie co wtedy przeżywałaś. A po trzecie: streszczaj się ,nie jestem kawalerem. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce. Oddychała szybko i miętosiła trawkę zapamiętale niczym największego wroga ludzkości. -Mam chłopaka... -Gratuluję. -Nie przerywaj mi do cholery. Mam chłopaka i mam wyjść za niego za mąż. -Czy mam być zazdrosny? -Nie możesz sobie tego odmówić ,co? Tej zjadliwości, tej nienawiści... -Jasne. Tyle tygodni na to czekałem. Ale ty się mylisz, ja cię nie nienawidzę, inaczej mnie tu by nie było. A więc masz wyjść za mąż. No i? -No i nie wiem czy dobrze robię. -Dobrze robisz. -Nie pytasz nawet czy go kocham? -Nie. -Dlaczego? -Zdumienie jej było tak bezgraniczne ,że się nawet lekko zdziwiłem. -Ty nie wiesz dlaczego? Przecież ty nie jesteś w stanie nikogo kochać poza sobą. Poderwała się równo na nogi i spiesznie odeszła. Nie wołałem jej ,ani ona nie obejrzała się. Nie czułem wyrzutów bo wszystko co mówiłem było prawdą. Zbyt długo wodziła mnie za nos bym jej nie poznał. W końcu. Wzruszyłem ramionami i również wstałem. I wtedy zobaczyłem jej zdjęcie. Schyliłem się i podniosłem Był to jej bilet kolejowy. Trzeba będzie zwrócić, szkoda by się zmarnował. Szedłem do domu i rozmyślałem. A może Kaśka faktycznie się zmieniła? Przecież ja także kiedyś byłem inny. Dziś jestem zupełnie nie ten sam co dawniej. Może ona rzeczywiście potrzebuje pomocy? A cóż mnie to może obchodzić? Nie mam własnych kłopotów? Jednak bilet trzeba będzie odnieść.
********** Znajoma furtka. Znajome schody. Znajome drzwi. Nic tu się nie zmieniło przez te lata. Ręka powoli zawędrowała w górę do przycisku dzwonka. Czekam chwilę i nagle drzwi otwierają się z impetem. Mój wzrok natrafia jednak w pustkę. Dopiero gdzieś z dołu brzmi głos: -Ślucham? Patrzy na mnie pięcioletni berbeć płci żeńskiej. Uśmiecham się grzecznie i pytam: -Czy jest babcia w domu? -Tak! -Potwierdza dziewczynka. Nagle z głębi domu słychać znajomy głos matki Kaśki: -Ewuniu ,kto tam? Lekko pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. W pamięci wybuchł wulkan wspomnień. Przez chwilę poczułem się tak jakbym spotkał swój własny cień. -Ewa pamiętasz mnie?- Pytam cicho. -Nie! -Prawdomównie odpowiada dziewczę. Grzebię w kieszeni i częstuję ją cukierkami. Chwyta je w locie i ucieka z łupem przez korytarz do kuchni. Idę dalej. Staję w drzwiach. Pani Teresa jest do mnie odwrócona tyłem i czegoś szuka w szafie, a mała Ewa zajęta cukierkami siedzi cichutko w kącie. -Dzień dobry. Pani Teresa odwraca się gwałtownie i patrzy na mnie jak na zjawę. -Pamięta mnie pani? - Przemo! Rany boskie ,jak tyś tu wszedł? -Bardzo mi przykro że panią rozczaruję :drzwiami. -Nic się nie zmieniłeś! Wciąż ten sam kpiarz! Usiadłem na taborecie. Na stole pojawiła się herbata i ciastka. -Niewiele się tu zmieniło. -A co u ciebie słychać? -Jak pani wie ożeniłem się i zostałem ojcem... -Tak młodo sobie życie marnować. Zamilkłem na chwilę. -Ta zależy od punktu widzenia, proszę pani. Znów przerwa. -Nareszcie nas odwiedziłeś. Obraziłeś się czy co? Uśmiecham się głupawo Jak jej wytłumaczyć, że byłem wściekły? Że przysiągłem sobie nie przekraczać ich progu nigdy więcej? -Nie składało się jakoś. A propos ożenku: słyszałem, że Katarzyna wychodzi za mąż? Prawda to? Tym razem ona posępnieje. -Skąd wiesz? -Kasia mi mówiła? -Była u ciebie?! -Powiedzmy, że się spotkaliśmy. Zgubiła bilet i właśnie go sobie pozwoliłem przynieść. -Tak, wychodzi za mąż. -Pani nie jest zadowolona? -Pytam obłudnie. -On nie jest tobą... Zdanie zostało wypowiedziane tak cicho, że ledwie je usłyszałem. -Czy pani myśli, że jestem idealny? -Nie. Idealny nie. Ale ciebie lubiłam. -Kaśka nie-wyrwało mi się bezwiednie. -Fakt. Patrzę na nią i uśmiecham się promiennie. Stare czasy i nie warte rozpamiętywania. Nie sądzę żeby było mi wolno robić jej przykrość. -Ale opowiadaj jak tam u ciebie? -Ożeniłem się. Mam cudowną żonę i dzieci Mają na imię Leszek i Diana. Kończę technikum i mam świetną pracę Obrazek jak z folderu. -Nie jesteś szczęśliwy? -Gdybym był nieszczęśliwy to już dawno moje małżeństwo skończyłoby się w sądzie. -No tak, niepotrzebnie pytam... Wtem słychać trzask zamykanych drzwi w werandzie. Szybkie kroki w korytarzu, gromkie” jestem!” i tupot po schodach. Pani Teresa chce coś powiedzieć, ale ja ruchem ręki proszę o ciszę i powoli wstaję od stołu. Idę po schodach i myślę sobie kiedy ostatni raz temu tędy wchodziłem? Bardzo dawno temu. Bardzo. Otwieram drzwi od Kaśki pokoju. Słyszę cichy szloch. Leży na…