Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 33 min czytania

Sprawa Lisbeth

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Zachary Schnift. - Sędzia wywołał do podestu kolejną osobę. Z ławy znajdującej się w pierwszym rzędzie powoli wstał mężczyzna po pięćdziesiątce i ruszył w kierunku środka sali. Panowała cisza, zdaje się, że wszystkie oczy wpatrywały się w to, jak słabo radzi sobie z chodzeniem. Jakaś kobieta siedząca obok chciała mu pomoc, ale ten odepchnął ją łokciem, nie był to złośliwy gest, wskazywał raczej na to, że mężczyzna nie godzi się na własną niedołężność. W lewej ręce trzymał krótką laskę i pewnie tylko dzięki niej udało mu się dotrzeć do podestu. Zatrzymał się zmęczony. Mimo że to kilka metrów, dystans okazał się dla niego sporym wyzwaniem. Ale stał wyprostowany, najwyraźniej duma miała dla niego większe znaczenie. Cała sala była zapełniona ludźmi, wszyscy czekali na to, co powie. Panie Schnift - powiedział czarnoskóry mężczyzna, który spokojnie mógłby być jego synem. - Zechce pan usiąść? Przyniesiemy panu krzesło. Zachary ani myślał, by siadać, a propozycję sędziego uznał za wysoce niestosowną, chociaż wcale mu o tym nie powiedział. - Nie, dziękuję, krzesło będzie zbędne - powiedział poważnie i powoli, jakby ważył każde słowo i walczył o to, by zabrzmiało dokładnie tak, jak tego chciał. Odłożył laskę na bok, a sam dwiema rękami mocno oparł się o barierkę podestu. Wyglądał przynajmniej na siedemdziesiątkę. Panowała kompletna cisza, gdyby tylko na sali znalazł się jakiś owad, z pewnością robiłby w tamtym momencie najwięcej hałasu. - Panie Schnift, przypominam, że zeznania składa pan pod przysięgą. Jest pan świadomy konsekwencji krzywoprzysięstwa? - Nie zamierzam kłamać - odpowiedział lekceważąco. - Uznam więc, że zdaje pan sobie sprawę ze skutków i zamierza mówić wszystko, co wie, zgodnie z prawdą. Przypominam, że ukrywanie lub zatajanie istotnych faktów również jest traktowane jako kłamstwo. Jest pan tego świadomy? - Już mówiłem, że nie zamierzam kłamać. - Denerwowały go te pytania, każdy to widział. - Przejdźmy więc do przesłuchania. Pani Clark, pozostawiam świadka w pani rękach. - Sędzia uśmiechnął się do blondynki w średnim wieku, siedzącej przy stoliku z napisem prokurator. Cheryl Clark wstała z gracją, poprawiając długą togę na krągłej pupie i wciąż bardzo zgrabnych nogach. Była jedną z tych kobiet, które z wiekiem nabierały coraz więcej wdzięku, bo chociaż o czasach liceum pewnie zdążyła już dwa razy zapomnieć, to nie jeden z obecnych licealistów, wciąż nie potrafił zapomnieć o niej. - Dziękuję wysoki sądzie. - Skinęła głową w kierunku sędziego. - Panie Schnift, pozwoli pan, że zadam panu kilka pytań - zwróciła się do mężczyzny, znów skazując go na wzrok wszystkich obecnych, który przed momentem przez chwilę skupiła na sobie. Być może staruszek Zachary nie był tak atrakcyjny, jak pani prokurator, lecz z pewnością dużo atrakcyjniejsze wydawało się to, co będzie miał do powiedzenia. W miasteczku takim jak Salesville, prawie wszyscy się znają, a morderstwo to coś na tyle niespotykanego, by wstrząsnąć całą okolicą od fundamentów po strop. Nic więc dziwnego, że tylu mieszkańców, ilu się zmieściło w niewielkiej sali rozpraw wyczekiwało z napięciem szczegółów zbrodni. A nikt nie mógł znać ich lepiej niż ten ledwo trzymający się na nogach starzec. - Proszę opowiedzieć mi wszystko, co pan pamięta z dnia dwudziestego szóstego czerwca, tego roku. - Przecież wszystko jest jasne, cóż więcej mam wam powiedzieć?! To ten smarkacz. - Ruchem głowy wskazał na młodego chłopaka, siedzącego przy stoliku ustawionym naprzeciwko stolika pani prokurator. - Niech on wam opowiada. On wie wszystko najlepiej, gówniarz jeden, załatwił ją, z zimną krwią, w moim domu. - Zachary nagle poczerwieniał na twarzy i zaczął się pocić. Był wściekły. - Proszę świadka o spokój. Przypominam, że jest pan w sądzie i rozmawiać może pan tylko ze mną lub osobami, które zadają panu pytania. To pierwsze upomnienie, kolejne będą karane grzywną. Czy rozumie pan co powiedziałem? - W głosie sędziego można było rozpoznać uprzejmość, ale i stanowczość. - Rozumiem, przepraszam. - Starzec albo się uspokoił, albo dla spokoju odpowiedział to, co wypadało. - Proszę więc jeszcze raz. Panie Schnift, co się wydarzyło dwudziestego szóstego czerwca, w pana domu? - zapytała prokurator. - Chce pani wiedzieć? Wszystko? Krok po kroku? - Tak, wszystko, krok po kroku. - Cheryl wlepiła swe wielkie niebieskozielone oczy w łysinę Zachary'ego, chyba przypadkiem albo gładka połyskująca w świetle żółtych lamp głowa sama je przyciągnęła. - Niech pani więc słucha uważnie i wy wszyscy tutaj również słuchajcie, przecież po to przyszliście, by słuchać tego, co mam do powiedzenia. - Zatrzymał się na chwilę, jakby się zastanawiał, od czego zacząć albo jakby układał zdania w głowie, by okazały się wystarczająco dobre. Wszyscy się w niego wpatrywali i czekali na ruch. - Dwudziestego szóstego czerwca byłem w domu, od rana po wieczór. Zawsze jestem w domu, nic więc w tym dziwnego. Lisbeth była ze mną. Domyślam się, że bez znaczenia pozostaje to, co działo się do momentu morderstwa. Chyba na miejscu będzie jeśli od razu do niego przejdę? - Chcemy poznać wszystkie okoliczności, nawet drobne szczegóły, które mogą mieć znaczenie, proszę opowiadać tak, by starać się żadnego z nich nie pominąć - odpowiedziała Clark. - Dobrze, dobrze. To był taki dzień jak zwykle. Odkąd przerzedłem operację nic się nie zmienia, zawsze robię to samo. Ten przeklęty dom jest moim więzieniem. Siedziałem w swoim pokoju na górze, oglądałem telewizję, pewnie program Marthy'ego Simensa, bo to mniej więcej ta godzina, kiedy go puszczają. Nie pamiętam dokładnie, ale jeśli nie było żadnej sportowej transmisji, to na pewno Simensa. Lisbeth była u mnie chwilę przed tym, gdy to się stało. Była kochana, bardzo się o mnie troszczyła. Weszła tylko na moment, zapytać czy czegoś nie potrzebuję i przyniosła sok pomarańczowy - bardzo go lubię, a ona najlepiej o tym wiedziała. Wymieniliśmy kilka zdań, takich zwykłych, jak to w domu i usłyszałem dzwonek do drzwi. Jeszcze wtedy niczego nie przeczuwałem, bo niby czemu miałbym to robić. Gdybym tylko wiedział, że to ten gówniarz. - Spojrzał wściekle na Joeya. I sędzia i pani prokurator już chcieli zareagować... - Tak, tak... wysoki sądzie, przepraszam - uspokoił Schnift. - Więc, gdybym wiedział, że przed drzwiami stał oskarżony i gdybym znał jego zamiary, nigdy nie pozwoliłbym na to, by to Lisbeth zeszła na dół otworzyć drzwi. Nie mam pojęcia jakie powody kierowały tym chłopakiem. Był naszym sąsiadem od wielu lat, nigdy nie przypuszczałem, że to morderca, ale widać młodym teraz za dużo się pozwala, później im odbija. Naoglądają się tego wszystkiego w internecie i im się w głowach przestawia. myślą sobie, że wszystko im wolno i całkowicie dziczeją. Tak samo było w przypadku tego kundla! Przepraszam, oskarżonego - szybko sprostował. - Panie Zachary Schnift, sąd przywołuje pana do posłuszeństwa i udziela kolejnego upomnienia. Tym razem musimy pana ukarać grzywną w wysokości dwustu funtów. Czy rozumie pan dlaczego? - Tak, rozumiem - powiedział przedzierając krople potu z czoła. Wywołało je zmęczenie, nie strach przed grzywną. - Mogę mówić dalej? - Proszę. - Lisbeth zeszła na dół, by sprawdzić kto dzwoni, ja zostałem u siebie, na górze. Chodzenie przychodzi mi ciężko, gdy nie trzeba, staram się tego nie robić. A przecież wtedy nie trzeba było, to był zwykły dzwonek do drzwi. Eh... - Pochylił głowę, najwyraźniej emocje znów wzbierały. - Nie wiem co dokładnie działo się na dole. słyszałem jakieś głosy. Na początku się na nich skupiałem, by dowiedzieć się kto przyszedł, gdy usłyszałem, że to ten dzieciak z sąsiedztwa, reszta przestała mnie interesować. To jaką miał sprawę do załatwienia nie było dla mnie istotne. No bo to miał być zwykły chłopak, nie? Ten, co ich wielu w mieście. Pociecha sąsiadów i przyszłość narodu... Pierdolona przyszłość narodu. - Panie Schnift, to już trzecia uwaga i druga kara grzywny. Każde kolejne niezastosowanie się do zasad będzie coraz surowiej karane. Czy jest to jasne? - Sędzia może i miał na uwadze potencjalne zdenerwowanie świadka, ale był sędzią, pewnych spraw z uwagi na sam tytuł po prostu się od niego wymagało. - Tak, rozumiem. Przepraszam. - Staruszek znów zdawał sobie nic nie robić, ani z ostrzeżeń, ani z kolejnej kary grzywny. - Gdy tak siedziałem na górze, nie myśląc o tym, jaka potrzeba sprowadziła do mojego domu tego, bądź co bądź mało ważnego gościa, usłyszałem krzyki. Rozpoznałem Lisbeth. Najpierw były to krzyki przerażenia, pewnie wyjął nóż i zaczął ją nim straszyć, później krzyki pełne bólu, gdy zaczął ją dźgać. Od razu zerwałem się z łóżka i najszybciej jak potrafiłem zrzedłem po schodach na dół. Nawet wtedy nie przypuszczałem jeszcze, że może stać się coś tak okropnego. Jak już mówiłem, nie radzę sobie z chodzeniem najlepiej, każdy krok sprawia mi okropny kłopot, toteż zajęło mi chwilę nim dotarłem na dół. Najpierw myślałem, że idę po to, by sprawdzić co się dzieje, z czasem, gdy krzyki nie ustawały, a ja toczyłem ciężką walkę ze swoim kalectwem, zdałem sobie sprawę, że Lisbeth nie potrzebuje bym się rozejrzał ani sprawdził co się dzieje. Ona wołała o pomoc. A ja bardzo chciałem jej udzielić i wierzcie mi, że gdyby nie ta cholerna operacja mielibyśmy teraz inną rozprawę. Na miejscu żony byłby ten dzieciak, bo zabiłbym sukinsyna, zanim by się do niej zbliżył. Tak, wiem - grzywna. - Panie Schnift, wszyscy zdają sobie sprawę z tego, co może pan przeżywać w związku z tematem procesu, ale nie usprawiedliwia to żadnego z pańskich niedopuszczalnych zachowań, takich jak: wyzwiska, przekleństwa i wulgaryzmy. Czterokrotnie złamał pan regulamin, przyznaję więc panu kolejną karę grzywny, w wysokości tysiąca funtów oraz przypominam, że konsekwentna niesubordynacja grozi nawet karą pozbawienia wolności na osiem miesięcy, w zawieszeni na trzy lata. Czy jest pan świadom wszystkiego, o czym wspomniałem przed chwilą? - Formułka nieszczególnie wyszukana, ale dobrze wyuczona. - Jestem świadom, wysoki sądzie. Czy mam opowiadać dalej? - Prosimy. - Schodząc na dół, już z wysokości schodów zobaczyłem leżącą na ziemi, w kałuży krwi Lisbeth. Nad nią klęczał Joey. W ręku miał nóż, cały brudny z krwi. Zacząłem krzyczeć, a on spojrzał na mnie. Wyglądał na przestraszonego, jakby wcale nie pozbawił życia żadnej osoby. Chciałem go dorwać, ale nie byłem w stanie. W pośpiechu rzucił nóż na ziemię i wybiegł z domu. Nie wiem dlaczego to zrobił. Nie wiem dlaczego ją zabił. I to w taki sposób. Podszedłem do niej, próbowałem ratować, ale sami doskonale wiecie ile było tych dźgnięć. Dziewięć na samej klatce piersiowej. Nic nie mogłem zrobić, chociaż chciałem. - Znowu spuścił nisko wzrok, po chwili dodał. - Minęły może trzy minuty i zadzwoniłem po karetkę i na policję, a one zjawiły się po kwadransie. Resztę już wiecie. Ten wasz komisarz, jak mu tam było - Marley... rzeczowo zajął się wszystkim... Resztę już znacie. Gdyby nie to, że cisza trwała już od dawna, to po tej historii pewnie by zapanowała. Wielu z obecnych spoglądało po sobie, bo chyba, mimo że wiedzieli kto i o co jest oskarżany, tak naprawdę nie przypuszczali, że chłopiec byłby do czegoś podobnego zdolny i dopiero historia Zachary'ego zdołała im to uzmysłowić. - Wysoki sądzie, czy mogę już odejść? - zapytał pan Schnift. - Pani Clark, czy są jeszcze jakieś pytania do świadka? - Tak, tylko kilka, krótkich - odpowiedziała poprawiając opadającą na prawy policzek grzywkę. - Więc będzie musiał pan jeszcze zostać. - Będę musiał też usiąść, mam nadzieję, że wcześniejsza odrzucona przeze mnie propozycja pozostaje aktualna? - zapytał coraz bardziej spocony staruszek. - Oczywiście. Gary, podaj proszę krzesło świadkowi. Wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna w czarnym mundurze zabrał jedno krzesło spod ściany i postawił na podeście, zaraz za nogami świadka. Zachary opadł z wyraźną ulgą. Mógł się wstydzić swojego ciała, ale musiał go słuchać, a ono wyraźnie chciało siedzieć. - Panie Schnift, czyli do morderstwa doszło w holu? A narzędzie zbrodni zostało porzucone przez oskarżonego zaraz po zabójstwie? - To prawda. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale przypuszczam, że był w szoku. - Analiza specjalistów wykryła na narzędziu odciski oskarżonego, a także wyraźne ślady krwi ofiary, rzeczywiście porzucenie noża wydaje się bardzo nierozważne - zauważyła Clark. - Jest pan w stanie określić jak wiele czasu minęło od wejścia napastnika do domu do momentu pierwszych krzyków, a także ile czasu minęło od momentu usłyszenia pierwszych krzyków do pańskiego zejścia na dół? - W pierwszym przypadku to nie więcej niż minuta, wystarczyłoby tylko na przywitanie i zaproszenie do środka. W drugim mogły to być góra dwie minuty. chociaż wydaje mi się, że zrobiłem to szybciej. - Czy wydaje się panu, że oskarżony uciekł z pana powodu? Że nie spodziewał się pana tam spotkać, a gdy do tego doszło zdezorientowany próbował jak najszybciej opuścić miejsce zbrodni? - Nie wiem co było powodem. To było bardzo dziwne zachowanie. Przecież wiedział, że go rozpoznałem, co miała mu dać ucieczka? Przypuszczam, że w tamtym momencie zrozumiał co zrobił. Ktoś go złapał i nagle uzmysłowił sobie, że to wszystko dzieje się na jawie. Nie wiem co nim kierowało, ale to musiały być jakieś psychopatyczne powody i może spostrzeżenie mnie na schodach na moment je rozwiało, znów przywracając trzeźwość. Wydawał się wtedy bardzo zdezorientowany, na tyle, by wyrzucić nóż pełen jego odcisków i pobiec Bóg wie gdzie, nierozważnie samemu skazując się na ten los, na który każdy tutaj prócz niego uzna, że zasługuje. - To wszystko. Nie mam więcej pytań. - Wysoki sądzie, czy ja mógłbym jeszcze coś powiedzieć? - zapytał Zachary. - Proszę bardzo. - Przykro mi, że to się stało, bardzo przykro i to naturalne... ale jest jeszcze coś, jeden powód, przez który jest mi jeszcze bardziej przykro. Chodzi o oskarżonego, o tego dzieciaka, który siedzi tutaj z kamienną twarzą i nie odezwał się jeszcze słowem. Rozumie wysoki sąd, o co mi chodzi? Wy wszyscy rozumiecie? Takich nieudaczników na świecie jest więcej niż porządnych ludzi i nigdy nie wiadomo kiedy kolejny pryszcz na ich czole przeważy szalę. Oskarżony jest najlepszym tego przykładem. Pewnie wiele wycierpiał, a jego życie jest na tyle okropne, że musiał w końcu sfiksować. Bo co? Matka go nie kocha? Dziewczyny nie lubią? A może nikt nie rozumie tego, że nie chce mu się uczyć? A tak... wiem. Pewnie chciałby mieć wszystko, chciałby mieć pieniądze i szczęście, ale ich nie ma i siedząc na dupie dziwi się, że tak jest. - Panie Schnift, proszę uważać na słowa - zwrócił uwagę sędzia. - Tak, przepraszam. Jeszcze tylko jedno zdanie. - Zachary spojrzał na Joeya wzrokiem pełnym nienawiści. - Jesteś z siebie dumny? Ulżyło ci? Dokonałeś w końcu tego, co czyni cię innym, co jest dowodem na to, że wszyscy się mylą, a ty miałeś rację. Jesteś dziwakiem, który jeszcze nie miał problemów, ale już sobie z nimi nie radzi. I ktoś taki może mieć tak wielki wpływ na życie innych, bezmyślnie dokonując zbrodni. Gdyby ją jeszcze przygotował i zadbał o jej szczegóły... ale nie w taki sposób. W moim domu, pozostawiając tyle śladów. Sukinsyn... - Sprzeciw wysoki sądzie. powiedziała wstając krępa kobieta siedząca u boku Joeya. - Tego już za wiele. Każda wypowiedź świadka obraża i wyzywa mojego klienta. Wniosę pozew o osobną sprawę na ten temat. - Po raz pierwszy odezwała się obrona. - Oczywiście, ma pani do tego prawo, a tymczasem na świadka nakładam kolejną karę grzywny w wysokości tysiąca funtów i uprzedzam, że każde kolejne przewinienie będzie skutkowało karą pozbawienia wolności. - W głosie sędziego było coraz mniej uprzejmości. - Czy obrona ma jakieś pytania do świadka? - Tak - odpowiedziała kobieta. - Proszę więc zacząć. Zachary poprawił się na krześle. Wciąż się pocił (krzesło nic w tej sprawie nie zmieniło), ale zdawał się tym nie przejmować. Był spokojny. Może pytania Cynthii Duffet - przydzielonej oskarżonemu z urzędu pani adwokat zdołają zaburzyć jego opanowanie? Cynthia okrążyła biurko i stanęła naprzeciwko świadka. Jej aparycja pozostawiała wiele do życzenia. Szczególnie w kontraście z powabną panią prokurator, a przecież obie były w podobnym wieku. Jej budowa najbardziej przypominała kartofla. Typowego wiejskiego ziemniaka, a ziemniaki rzadko kiedy dbają o swój wygląd. Tutaj nie spotkaliśmy wyjątku. Siwiejące włosy, coraz aktywniejsze zmarszczki, niezgrabny chód i zadarty nos, to podstawowe cechy, które zaraz po fakcie bycia ziemniakiem odpychały od niej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sprawa Lisbeth — czytnik · opowiadania