Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 11 min czytania

Sprawa Lorda cz.I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziałem akurat przy biurku, kiedy zadzwonił telefon.

- Detektyw Moor. Słucham.-

Po drugiej stronie była jakaś kobieta, jej głos bym spokojny i delikatny.

- Ah, wreszcie się do Pana dodzwoniłam detektywie-

Odezwała się nonszalancko .

-Mam dla Pana pracę, jeżeli to będzie pana interesowało. Panie Moor -

Słuchałem jej uważnie. Musiałem czymś opłacić zaległe rachunki za biuro, tym bardziej ostatnio wlepiony mandat za parkowanie w złym miejscu. Dlatego Ona jeszcze o tym nie wiedziała, ale nie ważne było jaka to miała być robota, i tak bym ją wziął. Deszcz spokojnie padał, raz za razem obijając się o szyby, tworząc istną symfonie dźwięków. Pogoda w Londynie nie była za dobra. Pieprzone lata 30'. Całymi dniami padało, a jak wychodziło łaskawie słońce, to potem znów zaczynało kropić. Nie będę wspominał o chmurach czarnych jak węgiel, i tej mgle. Jedynie czego naprawdę nie cierpię w tym mieście to tej cholernej "Londyjskiej mgły".

- Proszę kontynuować, proszę Paniii... -

Zaciąłem się aby wymusić w niej grzecznościowe przedstawienie się. Nie wiem czy Ona o tym zapomniała, ale nigdy nie lubiłem rozmawiać bez uprzedniego przedstawienia się. Ona znała moje nazwisko, ja Jej nie.

- Patricia Mc'Douel -

"Jej słowa. Ładnie wymawia swoje imię, a do tego usłyszałem jeszcze że chyba bawi się kablem od telefonu. Pewnie siedzi na łóżku, albo leży. Macha nogami? Nie nie... chociaż może. Pewnie siedzi w dużym pokoju mieszkalnym, bogaty mąż? Zabawa kablem, oznaka swobody i nonszalancji. Jest pewna siebie. Kłopoty z bogatym mężem. Mc'Douel te imię brzmi szlachecko, tak tak ... Blondynka albo brunetka, teraz są modne. "Ciemne włosy" nigdy nie były szczere." Te myśli szybko przeleciały i ustąpiły nad kolejną dawką informacji, ale to co chciałem wiedzieć, już wiedziałem.

- Proszę kontynuować Pani Patricio... -

-Detektywie dzwonie w sprawie mojego męża...-

Milczałem, nic nowego."Można było się domyśleć. Pewnie ją zdradza, albo ona tylko tak przypuszcza, a może szuka zabawki. Może chce się pobawić?"

-Chyba mnie zdradza, i chciała bym się dowiedzieć czy, z kim i ewentualnie od jakiego czasu -

Przełożyłem papierosa do drugiej ręki, spojrzałem się na pustkę na biurku i odpowiedziałem, puszczając siwy dym z ust. Lampa stojąca w pokoju, aż za często używana co jakiś czas przerywała, zatapiając mnie w ciemnościach.

- Dobrze, niech Pani przyjdzie do mnie jutro, w godzinach popołudniowych. Nie ważne jakich. Będę na Panią czekał. -

Dodałem jednak po chwili, nie dając jej możliwości odpowiedzi.

- Proszę przynieść też jakieś zdjęcie Pani męża, abym mógł go później rozpoznać -

-Dobrze,... Detektywie. Do zobaczenia jutro. -

Miód jakby wlał mi się do uszu. Nic nie odpowiedziałem. Rozłączyła się, a ja zacząłem "czekać". Przez całe późniejsze popołudnie wyobrażałem sobie, jak Ona może wyglądać. Jej głos był nad wyraz delikatny i spokojny, melancholijny i uwodzicielski. Jak dźwięk pragnienia które jest Twoim największym marzeniem. Złapałem się na tym że zaczynałem sobie wyobrażać jutrzejszą scenę. Scenę w której ona siada na moim biurku, i nachylając się ukazuje swój bogaty dekolt… scenę w której później mówi mi że chce… . Nawet nie zdążyłem się zorientować kiedy zasnąłem, lecz „wieczór” obudził mnie pukaniem w drzwi. - Kto,.. słucham?- odezwałem się zaspany i usiadłem na sofie próbując zbudzić się z resztek snu. - Micki! Gazeciarz! Mam dla Pana jak zwykle ostatni numer… - -Dobra wejdź- Znałem małego bardzo dobrze, mieliśmy wspólny układ. Ja dawałem mu co jakiś czas trochę kasy a on w zamian zawsze wieczorem przynosił mi dzisiejszą gazetę, a konkretnie ostatni egzemplarz tej gazety. Dlaczego akurat tak? Bo on cały dzień rozdawał te gazety, a ja cały dzień czekałem na telefon w biurze. Proste jak zapalenie zapałki. - O to On, świeżutki jak bułeczki z rana, sprzedane wieczorem – podał mi gazetę uśmiechając się jak zwykle bardzo serdecznie. Zresztą zawsze się ze mnie naigrywał że jestem jedynym detektywem który czyta o wydarzeniach ostatni, ale zawsze jest na miejscu pierwszy. Może dlatego go lubiłem, zresztą miał szesnaście lat, ale był cholernie inteligentnym chłopakiem. - I jak tam? Jest jakaś robota szefie? – zapytał się Micki - Coś tam jest. Chyba będę miał kolejne romansowe zlecenie.- - Kolejna cizia pyta o kochankę swego męża?- - Jak byś zgadł Micki – zapaliłem papierosa, i otworzyłem gazetę na pierwszej stronie. - No dobra szefie, to do jutra! – Micki uchylił kaszkiet i wyszedł z biura. - No do jutra, mały… - odpowiedziałem mu cicho, wczytany w gazetę.

Posiedzenie Lordów w sprawie więziennictwa, sprzedaż folwarków obcokrajowcom, emigracja ze starego kontynentu. Wszystko spokojnie opisane przez ludzi szperających we wszystkim dziedzinach zwyczajnego społeczeństwa, i wyciągających każde gówno i brud, powiększając je dwu, a nawet czterokrotnie. Dziennikarze. Trzeba przyznać że każdy z nich musisz doskonale znać się na ludzkiej psychice i potrzebach. Ale żeby pisać o taki pierdołach jak „Elena, aktorka z teatru nowoczesnego porzuciła swego bogatego męża Lorda Andre posądzając go o trzykrotną zdradę…”. Założył bym się że to jeden z kumpli po fachu ten smród

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sprawa Lorda cz.I — czytnik · opowiadania