Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 19 min czytania

Sprawa wagi państwowej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień był jak zwykle prześliczny, ale cóż w tym dziwnego, skoro tak było prawie zawsze, szczególnie za dnia. Śledczy Eskulap Wontorek właśnie oglądał kolejny wspaniały mecz swojej ulubionej drużyny w holowizorze, kiedy szklana kula stojąca tuż za nim na biurku rozbłysnęła równie wspaniałym, błękitnym blaskiem. - Pierwiosnek ! – wrzasnął śledczy. – Wyłącz to dziadostwo, bo mi się odbija w ekranie! - Co ci odbija ? – odkrzyknął mag z łazienki. - Kula ci świeci! Chodź tu i zgaś zbędną żarówkę, a być może poprawisz bilans energetyczny firmy. Nastała chwila ciszy. - Nie mogę, mam teraz ważne posiedzenie. Odbierz, to pewnie dzwoni wujcio. Wontorek niechętnie ruszył się z fotela, podszedł do biurka i delikatnie potarł szklaną kulę. Jego niechęć nie wynikała wcale ze szczególnej sympatii, lub też jakiejkolwiek antypatii do najgrubszego z czarowników, lecz z samego faktu, że nie znosił czarów i nie ufał niczemu, co jest w jakikolwiek sposób z czarami związanym. - Rety, delikatnie! – wrzasnął Grubcio z wnętrza szklanej kuli. – To cholernie drogi sprzet! - Tym razem było delikatnie! – odkrzyknął poirytowany detektyw. - No dobra, już dobra. Jest mały? Eskulap skrzywił się kwaśno. - Niedysponowany po śniadaniu. Tyle razy mu mówiłem, że jabłka nie popija się maslanką…! - Polemizowałbym, ale nie o kulinariach chciałem porozmawiać. Przekaż mu, że Pierwszy miał wizję. Będzie poważne zlecenie i być może kłopoty, więc przybędziemy z prezesem najszybciej, jak się tylko da. - Dobry pomysł, może odetchnę odrobinę. - Tylko nie zapomnij! – przestrzegł tłusty mag. - Przekażę, przekażę. Jak to się wyłącza? - Potrzyj kulę – tylko delikatnie! – w odwrotnym kierunku. – doradził Trzeci i zniknął. Po chwili pojawił się już dysponowany Mistrz Pierwiosnek. Po następnej chwili wiadomość została mu przekazana. Po jeszcze jednej chwili do biura wszedł gość o wyglądzie nawiedzonego proroka, w czarnym garniturze. Nie wymagał przedstawienia. - Jestem senator Mameya Shapiro. – rzucił na powitanie nawiedzony prorok w czarnym garniturze. Było to zbędne, gdyż jako wybitnie ultra prawicowy odpowiednik Don Kichota był skłócony z wszystkimi rodzajami i podrodzajami środowisk społecznych, także tych niepolitycznych. - Kto jak kto, ale pan nie wymaga przedstawienia... – burknął zdegustowany Wontorek obmyślając, jak tu uciec przed tym oszołomem i jego zakulisowymi gierkami. - Pan Pierwiosnek? – zapytał senator grzebiąc po kieszeniach. Po chwili wyciągnął jakiś dokument napisany na papierze rządowym. - Starszy Śledczy Eskulap Wontorek. – przedstawił się niechętnie i jeszcze bardziej niechętnie błysnął odznaką. – Pierwiosnek to ten młody człowiek za panem. - Aaaa... to proszę opuścić pomieszczenie. Mistrzu ... – zaczął Shapiro lecz zamilkł zaskoczony młodym wiekiem czarownika. Ten uśmiechnął się tylko pod nosem i wykorzystał moment zaskoczenia, aby wejść politykowi w słowo. - Niestety panie senatorze, pan Wontorek musi zostać. Sprawuje on w tej chwili funkcje służbowe, a jeśli wymaga pan dowodu na potwierdzenie mojej tezy, to proszę, na ścianie pomiędzy dyplomami Cechu Czarowniczego wisi decyzja Sądu Niezawisłych o przyznaniu mi nadzoru kuratorskiego w osobie wyżej wymienionego pana Wontorka. Czy się panu podoba, czy nie, pan Wontorek zostaje. – palnął chłopak ku przerażeniu detektywa. - Niech i tak będzie. – senator pomachał dokumentem. – Oto orzeczenie Trybunału Stanu o wszczęciu postępowania lustracyjnego ... oczywiście agencja zobowiązana jest do całkowitej dyskrecji i codziennych sprawozdań, w związku z czym zostanie przydzielony do waszego zespołu nadzór z Biura Federalnego. Pierwiosnek wziął dokument do ręki. Faktycznie, część pierwsza mówiła o przydziale, lustracji i sprawozdaniach. Ale kiedy dotarł do szczegółów… - Nie widzę przeciwwskazań... O święty Samaelu! Prezydent Lipido?! Śledczy poderwał się na równe nogi - Czy pan się dobrze czuje?! – rzekł równie oburzony Eskulap. - Jak najbardziej. – odparł spokojnie nawiedzony prorok z coraz większym obłędem w oczach. - Przyznaję, że jest pan powszechnie znany z polowań na koty czarownic, ale tym razem to już chyba pan przesadził! O co podejrzewa pan prezydenta? Prorok uniósł ręce do góry w geście błogosławieństwa. - Historia mnie osądzi i stwierdzi, że mam rację! Prezydent nie jest człowiekiem – jest potworem! – zaczął pan Mameya, lecz urwał równie nagle, bo oto z hukiem otworzyło się okno i do pokoju wleciała całkiem ponętna blondynka na wielkim czarnym kruku. - Uwaga na holowizor! – wrzasnął przerażony Wontorek. - Spokojna głowa. – rzucił flegmatycznie czarownik. – Wujciu Grubcio specjalizuje się w rozbijaniu dzioba o szafy pancerne. Cześć Charlotto. - Naprawdę, bardzo śmieszne. – z krzywym uśmiechem odparł Trzeci przybierając powoli ludzką postać. – Widzę, że senator już tu dotarł. - Tak. I zaczął swoje urbi et orbi. – wyszeptał młody mag. - Podaj mi telefon. - A nie prościej pobawić się tym waszym świecidełkiem? – detektyw wskazał na kulę. - Oj, Eskulapie. Ile mam ci powtarzać, że technika czaromultimedialna nie jest jeszcze na tyle zaawansowana, aby połączyć szklaną kulę z modemem molekularnym... Zresztą podróż przez sieć czaro-przestrzenną mogłaby się okazać nader ryzykowna. - Aha. – przytaknął śledczy udając, że wszystko rozumie. - Czy coś jeszcze wyjaśnić? - A dlaczego to Trzeci dzwoni? – dopytywał się detektyw. - Pytasz jak typowy glina. - Pierwiosnek machnął ręką i wdał się w rozmowę z senatorem. - Bo tam, gdzie akurat jest Pierwszy telefon jest tylko jednostronny... Chyba właściciel lokalu nie opłacał abonamentu. – Trzeci po raz kolejny wybrał numer na Seszele. W tym samym momencie senator Mameya Shapiro potrząsnął ręką Pierwiosnka rzucając coś w stylu „My, naród, liczymy na pana!”, odwrócił się na pięcie i zderzył się w drzwiach z umundurowanym policjantem. - Uważaj, jak chodzisz, krawężniku! – warknął senator zaskoczonemu gliniarzowi i pomknął ku swojemu nawiedzonemu przeznaczeniu. - Czy to był…? – wydukał skołowany posterunkowy. - Tak, to był! – potwierdził Pierwiosnek. Tymczasem policjant z podejrzanym notesikiem w ręku podbiegł do Charlotty. - Moja droga pani – zaczął konstabl. – złamała pani większość przepisów o ruchu powietrznym. Poproszę o prawo prowadzenia statków grawitacyjnych oraz kartę przeglądu technicznego pani krukopodobnego pojazdu... a właśnie, gdzie on? Przecież widziałem, jak wleciał przez okno? Charlotta podała mu wyświechtany dokument. - Jaja sobie pani ze mnie robi ? – zapytał z niedowierzaniem posterunkowy. – Ten dokument wydano ponad czterdzieści lat temu, a pani nie wygląda mi na więcej, niż dwadzieścia pięć! Gdzie pani ukryła pojazd? - Czas był dla mnie łaskawy. – odparła dziewczyna układając usta w serduszko. – A oto i mój „pojazd”. W jednej chwili stojący obok Grubcio zmienił się w wielkiego czarnego kruka, by po chwili przybrać znów ludzką postać. Posterunkowy lekko zbaraniał. - Oto moje badania lekarskie. – wręczył skołowanemu policjantowi plik dokumentów. – No proszę, chciał pan przecież protokoły z badań stanu technicznego pojazdu mojej narzeczonej... Zaręczam, że wszystkie są w porządku, tym bardziej, że ujeżdżamy się często... - Ależ pączuszku!... – oponowała Charlotta z chichotem godnym blondynki, którą przecież była. - Kochanie,p potwierdź panu, że twój pojazd sprawny…! – nalegał czarownik. - Oczywiście! - A tak właściwie to nie przeszkadza panu, że jest pan na trzynastym piętrze? – to pytanie było skierowane do stójkowego. Nic dziwnego, że zbladł. - Dosyć tego! – przerwał Wontorek wyciągając legitymację służbową. – Starszy śledczy Eskulap Wontorek. Dobra robota, posterunkowy. Gratuluję czujności. Wracajcie do czynności służbowych. - Tak jest! – zakrzyknął krawężnik uradowany faktem, że może już opuścić to dziwaczne towarzystwo i powrócić do spokojnego wypisywania mandatów na ulicy. Po chwili obok odłożonej przez Trzeciego słuchawki zmaterializował się Pierwszy. - Dużo straciłem? Jak mniemam z aury, kłopoty już się zaczęły? - Cześć ci, o czarowny. Jak podróż po drucie ? – jednakże pytanie było raczej retoryczne, gdyż poziom rodzimej telekomunikacji kulał niemalże od wieków, co za tym idzie, podróż tą trasą graniczyła z najgorszym koszmarem. - Obleci. – Pierwszy odłożył na półkę podręczną książeczkę czarów i ruszył do drzwi wejściowych. Nie zdążył nawet złapać za klamkę, gdy do środka wpadła filigranowej budowy kobietka w wielkich okularach, rozrzucając w wyniku zderzenia z masywniejszym prezesem Agencji całe naręcze papierów. - Przepraszam. – wyszeptała i rzuciła się do zbierania dokumentów. Po chwili Eskulap wręczył jej część uratowanych dokumentów, spojrzał jej prosto w oczy chcąc cokolwiek z siebie wydusić, lecz stanął jakby gromem rażony nie mogąc wycedzić ani słowa. - Widzę, że państwo już poznali moją sekretarkę. – powiedział tajemniczy ktoś stojący w drzwiach. – Panna Daisy Bełkotka. Domyślam się, że nie miała czasu na oficjalną prezentację... - Nie, panie prezydencie. – Odparł poważnie Pierwszy. – Witamy w naszych skromnych progach. Zanim jednak prezydent zdążył usiąść na podsuniętym mu przez Grubcia krześle, rozległo

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%