Zbrodnia · 15 min czytania
Sprawa zabitej kobiety
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
SPRAWA ZABITEJ KOBIETY
Komisariat w Piasecznie. - Masz swoją wymarzoną sprawę Górski. Przed chwilą dostaliśmy telefon, że w prywatnym domku w Zalesiu na ulicy Pięknej 7 zginęła kobieta. Zabroniliśmy komukolwiek ruszyć się z miejsca. Masz tam niezwłocznie jechać i wyjaśnić tą sprawę. - Tak jest - powiedział detektyw Górski z nutą przerażenia w głosie. Miał się czym stresować. Nie był przygotowany na coś takiego. Normalnie wszystkim początkującym detektywom przydzielano prostsze sprawy, na przykład kradzież. Ale żeby od razu morderstwo? W jego głowie zaświtała jednak szczęśliwa myśl. Może wykazał się na szkoleniu jakimiś zdolnościami? Ale nie miał teraz czasu na rozmyślania. Trzeba było jak najszybciej wykonać polecenie szefa. Zbiegł na parking i wsiadł do samochodu.
***
Wybiła godzina trzynasta kiedy dojechał na miejsce. Posesja była wielka. Na jej środku stał dom ze spiczastym dachem, obłożonym jaskrawo-czerwonymi dachówkami. Pod oknem stał samochód, który – jak stwierdził Górski patrząc na rozwalone obok narzędzia i podniesioną maskę – był niedawno naprawiany. Nacisnął dzwonek przy furtce. Z domu wyszła młoda dziewczyna w wieku dwudziestu paru lat. - Pan jest tym detektywem, którego mieli przysłać? - Tak, to ja. Weszła znów do domu i po chwili Górski usłyszał jak elektryczny zamek ustępuje. Wszedł na posesję. Po chodniku zrobionym z fioletowej kostki doszedł do domu. - Dzień dobry. Jestem córką zmarłej pani Bieleckiej. Proszę wejść – ruchem ręki zachęciła go do przekroczenia progu. Znalazł się w dużym przedpokoju. Dziewczyna wzięła od niego kurtkę i przeszli do holu. Naprzeciwko nich znajdowały się cztery drzwi. Dodatkowe piąte były za zakrętem. Zaprowadziła go do pokoju, w którym dokonano zabójstwa. Ciało leżało metr od dwuosobowego łóżka. Obok, na krześle siedział lekarz piszący coś w swoim notatniku. Podniósł głowę by zobaczyć kto wszedł. Był starszym mężczyzną z siwymi włosami i okrągłymi okularami na nosie. - Pan Górski? - Odgadł pan. - Zgon nastąpił pomiędzy godziną dziesiątą a jedenastą. Strzał w głowę. Konkretnie w lewy bok. Śmierć natychmiastowa. Kula przebiła czaszkę na wylot i trafiła w szybę – wskazał na okno. Rzeczywiście. W lewym górnym rogu widać było dziurę, od której odbiegały liczne pęknięcia. Było otwarte na oścież tak, że stykało się ze ścianą. – Jest jednak pewna niejasność. Nie ma kuli, która powinna ugrząźć w ścianie, ani nawet zadrapania na niej. Policjanci przeszukali cały pokój, ale nic nie znaleźli. Ma pan niezłą zagadkę do rozwikłania. - Trzeba przyznać, że nie zapowiada się na najłatwiejszą. – po tych słowach wyszedł z pokoju. Coś mu tu nie pasowało i nie chodziło tylko o zaginiętą kulę. Nie dawało mu to spokoju. Postanowił rozpocząć przesłuchiwania. Wszedł do pokoju, z którego słyszał rozmowy. Znajdowało się tam dwóch funkcjonariuszy policji, dziewczyna, która go wpuściła, mechanik – rozpoznał zawód po ubrudzonym ubraniu noszonym właśnie przez mechaników – chodzący nerwowo w kółko, dwie kobiety w średnim wieku. Na fotelu siedział płaczący mężczyzna. Głowę podpierał na rękach. Do detektywa podszedł policjant. - Chce pan pewnie przesłuchać domowników? Niech pan na razie da spokój panu Bieleckiemu. Niech dojdzie do siebie. Poza tym nie było go wtedy w domu. Górski skinął głową. Podszedł do jednej z kobiet. Zaprosił ją do kuchni. Usiedli na krzesłach tak, że oddzielał ich mały, kwadratowy stolik. - Jestem detektywem. Chciałbym zadać pani kilka pytań, pani eeee… - Zielińska. Ewa Zielińska. Jestem tutaj kucharką. - Ach tak… Zacznę może od standardowego pytania. Gdzie pani była między godziną dziesiątą a jedenastą? - Byłam w kuchni. Przygotowywałam obiad. - Wychodziła pani choćby na chwilę? - Nie. Ani razu. - Czy zauważyła pani w ostatnim czasie, żeby ofiara bała się czegoś? - Była bardzo milcząca. Odzywała się półsłówkami. Od niedawna zaczęła popadać w depresje. - Ma pani może jakieś podejrzenia, kto mógł dokonać zbrodni? - Osobiście uważam, że to pan Zakrzewski – mechanik. Wszystkich, którzy by szli do pokoju nieboszczki zauważyłabym, bo musieliby iść koło moich drzwi, które były otwarte. Co prawda widziałam panią Kamińską – sprzątaczkę. Jednak przechodziła o godzinie dwunastej trzydzieści. To ona wtedy odkryła ciało. Tak więc tylko on mógł dostać się przez okno otworzone akurat na oścież. „Właśnie. Na oścież.” – pomyślał Górski. - Co może mi pani powiedzieć o wszystkich domownikach? - Może zacznę od pani Magdy – córki zmarłej. Bardzo mało przebywa w domu. Cały czas chodzi na jakieś imprezy i zabawy. Z matką miała bardzo mało do czynienia. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiały. Właściwie ona z nikim nie rozmawiała. Jeśli już to z ojcem, ale ten też siedzi non-stop w pracy. W dni kiedy nigdzie nie wychodziła siedziała zamknięta w swoim pokoju. - Tak. A pan Bielecki? - Jak już przed chwilą wspomniałam siedzi non-stop w pracy. Wraca dopiero po godzinie dziesiątej, a może nawet później. Nie wiem. Sama wychodzę stąd o dziewiątej. Z tego co wiem z żoną miał dobre stosunki i nie kłócił się z nią często. Nic więcej o nim nie wiem. - Dobrze. Wystarczy. Może powie mi pani teraz coś o mechaniku. - Paz Zakrzewski mieszka w sąsiedztwie dlatego jak coś się zepsuło, państwo Bieleccy wynajmowali właśnie jego. Jest bardzo skłócony z panią Kamińską. Nikt nie wie dlaczego. - Nic więcej mi o nim pani nie powie? - Niestety nie. O pani Kamińskiej też właściwie nic nie wiem. Pracuje tu dopiero miesiąc. - Na razie to mi wystarczy. No dobrze, jest pani wolna – Powiedział Górski. Wstał, zasunął krzesło i wyszedł na dwór by zapalić papierosa. Rozmyślał o zaginiętej kuli. Nie dawało mu to spokoju. Próbował poukładać to czego się dowiedział w jedną całość, ale nic to nie dawało. Kula. Otwarte okno. Zbita szyba. Brak śladu na ścianie. Starał się to zrozumieć… i zrozumiał.
***
- Już wiem gdzie jest wasza kula! – wykrzyczał Górski wbiegając do salonu. Dwóch policjantów zwróciło wzrok na niego. - Znalazł ją pan? - Można tak powiedzieć. - Co to znaczy? - Szukajcie jej na dworze. Najlepiej w płocie.
Część 22 / 2
***
- Miał pan rację. Kula ugrzęzła w płocie – powiedział funkcjonariusz – jak to się mogło stać? - Wszystko wam opowiem…
***
- Od początku coś mi tu nie pasowało. Jeśli morderstwo popełnił mechanik, to czemu zrobił to tak by rzucać na samego siebie podejrzenia? Już po chwili wiedziałem, że został przez kogoś wrobiony. Do tego kula nie dawała mi spokoju. Przed chwilą paląc papierosa wszystko zrozumiałem. Posłuchajcie…
***
- Morderca wchodzi do pokoju. Pani Bielecka stoi bokiem. Być może mówi coś do wchodzącego, ale nic nie podejrzewa, bo zabójcą jest osoba, która w każdej chwili ma prawo do niej wejść i o coś ją zapytać, lub o czymś poinformować. Okno jest zamknięte. Pada strzał. Jednak nikt nic nie słyszy, gdyż do pistoletu dołączony jest tłumik. Kula przebija czaszkę ofiary na wylot, przebija okno i trafia w płot. Morderca otwiera okno na oścież i wychodzi niezauważony. Teraz wszystkie podejrzenia skierowane są na pana Zakrzewskiego. Jedyny błąd w planie jest taki, że zabójca nie strzelił drugi raz w ścianę. Gdyby to zrobił…