Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 9 min czytania

Sprawiedliwość na Strychu ( 1 )

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Sprawiedliwość na Strychu"

Osoby: - Sędzia - Sekretarz - Petent Niezdecydowany (Peteniez) - Petent Spóźniony - Żaba - Bocian - Człowiek

Akt Pierwszy

(Scena przedstawia pokój w półmroku, w głębi pokaźny stół, na stole kałamarz z czerwonym atramentem i gęsie pióro, za stołem krzesło zwrócone w kierunku widowni. Po lewej stronie sceny drzwi wejściowe, po prawej – jedno okno i drzwi balkonowe, ściany czarne. Do stołu prowadzi niewidoczna dla widowni ścieżka od drzwi wejściowych w postaci małego labiryntu)

(Wchodzi Sędzia. Majestatyczny. Z bagażem doświadczeń na twarzy i w całej posturze. Ubrany na czarno, w długiej pelerynie, na głowie cylinder. Rękawiczki z przyciętymi palcami. Pod lewą pachą niesie wielką księgę, prawą dłonią pociera podbródek, zamyślony. Kieruje się powoli, ścieżką labiryntu, do stołu, wzdychając ciężko od czasu do czasu. W jego gestach dominuje majestatyczność a jednocześnie zmęczenie życiem. Dochodzi do stołu, kładzie księgę i siada na krześle. Rozgląda się i przeciąga moment, około 2 minut. Otwiera księgę, sięga po pióro i zaczyna zapisywać miejsce, bieżącą datę i inne fakty, jednocześnie mamrocząc pod nosem):

Sędzia: Miejscowość..., kraj..., nad ziemią..., dzień, miesiąc, rok, godzina wieczorem..., dzień kolejny..., bez zmian..., ciemno..., ilość osobników... (spogląda na widownię) bliżej nieokreślona...

(W tym momencie słychać hałas, rumor, szybkie kroki i na scenę wpada, wyraźnie spóźniony i zasapany Sekretarz. Ubrany niechlujnie w kalesony z kieszeniami i koszulę nocną. Jego ruchy cechuje nerwowość):

Sekretarz: Choroba! Jasna choroba! Najmocniej przepraszam, znowu się spóźniłem.

(Przecina gwałtownie ścieżkę labiryntu usiłując jak najszybciej dotrzeć do stołu. Zatrzymuje się nagle dostrzegając złowrogi wzrok Sędziego):

Sekretarz: Wiem, wiem... wiem. Wiem, wiem... wieeeem.

(Reflektuje się i wraca do drzwi wejściowych, by ponownie udać się do stołu, ale tym razem ścieżką labiryntu, niemniej jednak wciąż szybko i nerwowo. Sędzia nie spuszcza z niego wzroku. Sekretarz dochodzi do stołu, znowu się reflektuje, wraca do drzwi wejściowych, na moment znika ze sceny i po chwili powraca obładowany księgami. Księgi zasłaniają mu widok, z trudem pokonuje po raz kolejny ścieżkę labiryntu, wciąż nerwowo i pośpiesznie, dochodzi do stołu, rozkłada na nim księgi a następnie kłaniając się kilka razy w pas, odchodzi tyłem w kierunku okna; tam usiłuje zerknąć za nie, by po chwili wymamrotać pod nosem ):

Sekretarz: Choroba! Znowu nic!

(Sędzia odkłada pióro, odchyla się lekko na krześle składając dłonie na piersi i pyta powoli):

Sędzia: Ile lat już dla mnie pracujesz, mój sekretarzu?

Sekretarz: (Do siebie): Za długo stary pierniku. (Na głos): Nie pamiętam mój panie, zdaje się, że od dziecka. Tyle, że moja pamięć dokładnie raczy nie sięgać momentu moich narodzin.

Sędzia: W każdym razie nie ulega wątpliwości, że długo, zgadza się?

Sekretarz: Na mój rozum, nie ulega to żadnej wątpliwości.

Sędzia: I przez cały ten czas nie nauczyłeś się jeszcze, że na tej wysokości gdzie jesteśmy nigdy nie widać słońca?

Sekretarz: Owszem mój panie. Ale... miałem nadzieję...

Sędzia: (Z drwiną): Nadzieję?! Tutaj?! (Spokojnie, powoli, z dumą i odrobiną szyderstwa a nawet pogardy): Nadzieja jest dla ludzi a my nimi nie jesteśmy, jesteśmy znacznie, znacznie czymś więcej. Nawet nie ma w słowniku ludzi odpowiedniego słowa na naszą wielkość, nie zapominaj o tym.

Sekretarz: Nie zapominam, ale skoro jesteśmy tak wielcy i potężni to dlaczego nigdy nie możemy zobaczyć słońca, podczas gdy ci mali i słabi mają go każdego dnia?

Sędzia: Pytasz za dużo. Lepiej będzie jak zabierzesz się do pracy.

Sekretarz: Tak jest, mój panie, tak jest, mój panie.

(Sędzia zaczyna przeglądać księgi podczas gdy sekretarz zaczyna szwędać się po scenie – wkłada ręce do kieszeni, wyjmuje, pogwizduje, pociera nosem, podśpiewuje, ziewa, drapie się, dłubie w nosie – zdaje się, że to jest cała jego praca. W pewnym momencie przeciąga się szeroko, jednocześnie bardzo mocno i głośno ziewa zamierając nagle z rozdziawioną buzią gdy w drzwiach staje Petent Niezdecydowany – Peteniez, o

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%