biografia · 11 min czytania
Spuść wodę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
SPUŚĆ WODĘ !
Był 20 sierpień, roku 1958. Właśnie wróciłem z kolonii, które spędziłem w starej poniemieckiej szkole w Lidzbarku Warmińskim. Rozlokowano nas sali, gdzie stało 25 żelaznych łóżek, wrzucono kilkanaście wiązek słomy i kazano wypychać tą słomą poszwy i zrobić z tego materace do spania. Jeszcze co z tego pobytu zapamiętałem to to, że zabroniliśmy jednemu z kolegów zdejmowania tenisówek w naszej sali - bo strasznie śmierdziały mu nogi. Pamiętam też, niezwykle intensywną burzę, która przeszła w nocy tuż nad naszymi głowami, i jeden z kolegów ze strachu „narobił” do łóżka. Cieszyłem się że wracam do domu, pełen nadziei na rozpoczęcie nowego roku szkolnego w II klasie Technikum Budowlanego w Olsztynie. Byłem w tej szkole uczniem bardzo „doświadczonym”. Pierwszy rok musiałem powtarzać, bo zamiast chodzić do szkoły, wybudowałem sobie z moim podwórkowym kumplem Jankiem gniazdo w lesie, 4m nad ziemią. Stamtąd obserwowaliśmy jak Milicja, zamiast pilnować porządku w mieście, ściga po lesie wagarowiczów. Na koniec roku szkolnego miałem 6 ocen niedostatecznych. Nie wyrzucili mnie wtedy z Technikum tylko dlatego, że mój starszy brat był w tej samej szkole i bardzo dobrze się uczył, a mój ojciec jako geodeta był dobrze znany kadrze nauczycielskiej . Gdy zacząłem naukę w Technikum Budowlanym , było ono czteroletnie. Kiedy powtarzałem pierwszą klasę, zrobili mi technikum pięcioletnie. W domu zastałem obolałego ojca, który parę dni wcześniej skręcił sobie nogę w kostce. Wprawdzie mógł chodzić, ale sprawiało mu to ból. Nie mógł wykonywać swojej pracy, która wiązała się z wyjazdami w teren. 23 sierpnia 1958 roku po południu, mój ojciec poczuł się bardzo źle. Mama wezwała karetkę. Zabrano tatę do szpitala, gdzie stwierdzono dusznicę bolesną. Po kilku godzinach w szpitalu tata zmarł. Trudno opisać jak bardzo przeżyliśmy śmierć taty. Mama została sama z czwórką dzieci w wieku 18, 16, 14 i 10 lat. Do tej pory pracowała w domu. Teraz musiała podjąć się dodatkowo, ciężkiej pracy fizycznej by nas utrzymać. Dokumenty tzw. małej matury mamy, które pozwoliłyby podjąć pracę umysłową, spłonęły w czasie wojny. Trzeba je było odtworzyć sądownie, a to niestety musiało trwać. Dramat naszej rodziny, z powodu śmierci taty, pogłębił moje problemy w technikum. Przestałem się uczyć - zacząłem rozrabiać. Nauczyciel rysunku technicznego i architektury, był znany z bardzo dynamicznego wejścia do klasy. Któregoś dnia, spóźniał się z przyjściem na zajęcia. W klasie było jak zwykle, gdy nie ma nauczyciela, gwarno i wesoło, Ja, postanowiłem sprawdzić co się wydarzy, gdy nasz rozpędzony jak zawsze nauczyciel, wpadnie na zamknięte drzwi. Niezauważony przez nikogo, podszedłem do drzwi wejściowych klasy, i zamknąłem je kluczem. Klucz, schowałem do kieszeni. Po paru minutach, usłyszeliśmy, jak nauczyciel, rozpędzony jak zwykle, wali z impetem w zamknięte drzwi. Zaskoczony, że się nie otwierają, zaczyna krzyczeć. „Otwórzcie natychmiast drzwi!” . Klasa zamarła, bo nikt nie wiedział co się stało. Wezwano woźnego, który otworzył drzwi kluczem zapasowym. Nauczyciel wparował do środka i zaczął śledztwo .„ Kto zamknął drzwi?”. Cisza - nie było odpowiedzi. Nauczyciel wezwał dyrektora. Dyrektor również zapytał się nas, „Kto zamknął drzwi ? Niech się przyzna - bo jak nie to rozwiążę klasę!”. Nikt z klasy nie wiedział, że to ja zrobiłem, więc nie mógł donieść o tym dyrektorowi. W końcu, nie chcąc robić problemów moim koleżankom i kolegom, postanowiłem się przyznać . Przyznałem się więc do tego „przestępstwa”. Moja mama została po raz kolejny wezwana do szkoły, i znowu wyprosiła, żebym nie został z niej wyrzucony. Innym razem, na lekcji matematyki, którą prowadziła nauczycielka w zaawansowanej ciąży, graliśmy w ostatniej ławce, w brydża. Nauczycielka zorientowała się, co robimy, podeszła do nas, i zażądała natychmiastowego zwrotu kart . Ja na jej oczach, bezczelnie, zebrałem od kolegów karty. Karty należały do mojego starszego brata. Wziąłem je do szkoły, oczywiście bez jego wiedzy . Ze strachu przed bratem odmówiłem nauczycielce oddania kart. Zdenerwowana nauczycielka zażądała, żebym natychmiast poszedł z nią do dyrektora. Weszła do gabinetu dyrektora . Po jakimś czasie wezwano mnie. Dyrektor, nawet nie patrząc na mnie, położył rękę na biurku i zażądał.-” Tu połóż te karty!”. Czekał - był pewny, że ja to zrobię. Wiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Bo po pierwsze, mogę dostać wycisk od mojego starszego brata, który był ode mnie dużo silniejszy, i trenował boks. Po drugie, jeżeli nie oddałem kart pani profesor to nie oddam też kart dyrektorowi, więc powiedziałem - ” Nie, nie zwrócę tych kart”. Dyrektor się wściekł. Krzyknął do swojej sekretarki „Pani Marysiu proszę przygotować papiery Jacka Jeżowskiego”, i po raz kolejny, wyrzucił mnie ze szkoły. Biedna, moja mama znowu musiała pójść do dyrektora, i prosić, żeby nie wyrzucał mnie ze szkoły. Tak więc, podpadłem już drugiemu nauczycielowi. Podpadłem nawet woźnemu. Któregoś dnia, chciałem się urwać się z lekcji, bo miała być klasówka , a ja byłem jak zwykle nieprzygotowany. Nie można było opuścić szkoły przed końcem zajęć.…