Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

"Srebrne Wilki" rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Srebrne Wilki 1.2 Tym razem nie zaspała, co niegdyś zdarzało się jej praktycznie codziennie, więc Marena po przyjściu do pokoju Zary zastała ją już ubraną. -Co ci się dziś stało? Nigdy nie zastałam cię jeszcze rano ubranej. Nareszcie Mikel nie będzie czekał z końmi. -Czyli jednak dziś jedziemy konno? -Widziałam księżną dziś rano w stroju nie pozostawiającym wątpliwości. Poza tym ,Mikel dostał polecenie osiodłania koni. -Jakich? Czyjego konia ma wziąć księżna? -Z tego co mi się udało dowiedzieć to konia Sarane...ale nie sądzę, żeby dała sobie z nim radę. On przecież nawet Mikela nie toleruje, a co dopiero obcych. -Mnie się, szczerze mówiąc, wydaje, że tu się wszyscy ważni dobrze znają i to nie z bali.... -Sugerujesz, że znali się wcześniej? -Moim zdaniem dużo, dużo wcześniej. I wszystkie nieporozumienia pochodzą właśnie z przeszłości. Mój...ojciec przecież nigdy nie ufał obcym. Wolał sprawdzonych ludzi, a księżna jest tu pierwszy raz... -Też racja, ale nie możemy tak spekulować, bo to by znaczyło, że ktoś tu działa na szkodę innych. -Chodźmy już. Nie chcę, żeby ta kobieta na nas czekała. Athila czekała już na dziewczyny pod stajnią. Ubrana była w bardzo bogaty strój do jazdy konnej. Wyglądała jak królowa, ale to nie przekonało Zary o dobrym pochodzeniu kobiety, raczej o złym guście. Nawet Terron, będąc prawdziwym władcą całego państwa, ubierał się dosyć prosto i funkcjonalnie. -Idźcie po swoje konie i zawołajcie do mnie tego stajennego, który nie umie złapać paru koni. -A ty uciekałaś gorzej od niego...-szepnęła sobie w duchu Zara. Księżna podeszła powoli do Mikela i z pogarda w głosie zapytała o konia Sarane. Chłopak ze zdziwieniem wskazał siwego rumaka i szybko się odsunął od boksu, gdyż ten wyciągnął szyję i próbował dosięgnąć go zębami. -Aha...Tibor....dawno się nie widzieliśmy. Nie sądziłam, że cię tu znajdę. Myślałam, że razem ze swoją panią knujesz następny numerek w jamie buntowników. Koń, gdy usłyszał znajomy widać głos, skulił się i cofnął w głąb boksu. Zarżał cicho, na co odpowiedział karosz Zary. Ten także położył po sobie uszy i obnażył zęby. Obydwa bardzo się bały. Pot obficie spływał im po szyjach. Athila odwróciła się, aby obejrzeć konia Zary. -Gdybyś nie był kary, przysięgłabym, że cię znam. Bardzo dziwne, takie podobieństwo do Mistrela...tyle, że on był gniady. Kiedy indziej się tym zajmiemy. Tibor, przygotuj się na jednego z lepszych jeźdźców w kraju... Ale Tibor nie zamierzał dać się dosiąść. Gdy księżna chciała wejść po niego do boksu stanął dęba i wierzgnął. To było jedyne, co mógł zrobić. Marena w lot pojęła, że księżna ma zamiar go uderzyć i podbiegła stając pomiędzy koniem a kobietą. -Może ja na nim pojadę, a ty pani weźmiesz mego konia, który ma dzisiaj dobry humor i zawsze lepiej jeździł niż koń Sarane? Mnie Tibor raczej toleruje... -Skoro tak chcesz...jest już osiodłany? -Oczywiście. Trzeba tylko dociągnąć popręg. Marena weszła do boksu siwka, ale czekało ją takie samo przywitanie, jak poprzedniego jeźdźca. -Uspokój się biedaku, bo ona na tobie pojedzie, a za nią nie ręczę. Ja ci nic nie zrobię, przecież mnie znasz od dawna. Słowa Mareny uspokoiły trochę siwka. Dał się osiodłać, lecz cały czas się bał. Pozwolił na siebie wsiąść na dziedzińcu, ale nie czuł się pewnie. Tym razem jego spokój uratowała Zara, któras skierowała swego konia tak, że wjechał między Athilę a Marenę. To uspokoiło Tibora na tyle, aby spokojnie galopował w stronę lasu. Gdy konie zwolniły bieg, a księżna zarządziła przejście do kłusa dziewczyny spojrzały na siebie z przerażeniem. Ich konie słaniały się na nogach i wątpliwe było, czy droga powrotna do zamku będzie w ich mocy. Obydwa jednak wykazały się ogromnym samozaparciem i wytrzymałością, gdyż spokojnie dowiodły jeźdźców do zamku i dopiero tam, po wprowadzeniu do boksów położyły się na sianie, wytarzały i pozwoliły zdjąć siodła. Oporządzały je oczywiście tylko Zara i Marena, bo same tego chciały. Koniem Mareny, na którym jechała księżna zajął się wyznaczony do tego Mikel. Księżna Terallie nie pozwoliła jednak długo zajmować się końmi. Po przebraniu się wróciła i zawołała dziewczyny na dziedziniec. Zara kątem oka dostrzegła, że ich nauczycielka wyciąga coś w rodzaju małego sztyletu z wewnętrznej kieszeni płaszcza, nie dała tego jednak po sobie poznać. Nagle Athila zamachnęła się sztyletem na Zarę. Ostrze jednak nie dosięgło celu. -Myślałaś, że pozwolę, aby coś się im stało?- głos stojącej przed nimi Sarane był cichy, ale pewny i nie znać było po nim tak silnego osłabienia, jakie zapewne ją dręczyło.- Posunęłaś się za daleko. Najpierw wkupujesz się w łaski Terrona, a potem niszczysz niewinne osoby tylko po to, aby się na mnie zemścić? -Nie doceniłam cię. Myślałam, że taka dawka czarnej magii unieszkodliwi cię na dłużej, ale oczywiście nie zaszkodzi chyba poprawić jeszcze jedną. Po tej się już nie obudzisz...może miałabyś szanse, gdyby ostrze nie było zatrute... Zara i Marena z przerażeniem stwierdziły, że Sarane mocno ściska dłonią ramię, z którego obficie ścieka krew. Bronienie się przed czarną magią w tym stanie mogło się dla niej skończyć bardzo źle. Athila wyciągnęła dłoń w kierunku Sarane i szykowała się do uwolnienia energii, gdy snop czarnego światła uderzył ją w nadgarstek. -Dość! Nie będziesz się u mnie mścić. Terron zszedł z krużganku i uderzył Athilę w twarz z całej siły. Nakazał dziewczynom odejść i upewniwszy się, że odeszły dosyć daleko podszedł do Sarane. -Jeszcze jeden wybryk i skończę z tobą ostatecznie. Pamiętaj też o należnym mi szacunku, bo to dla mnie bardzo ważne. Zabrać ją! Po przekazaniu Sarane straży zamkowej władca podążył w stronę księżnej. W tym momencie Zarze i Marenie udało się wreszcie dostać w miejsce, z którego słyszały dokładnie rozmowę. Terron opanował…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%