Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 21 min czytania

Śruba niewoli

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pokój był skromnie oświetlony. Jedynie kilka promieni słonecznych wpadało przez wąską szczelinę, która powstała pomiędzy nieudolnie rozwieszoną na oknie szmatą a brudną ścianą, pokrytą przeróżnymi odcieniami grzyba wytwarzającego trujący odór. W panującym półmroku ciężko było odróżnić kształty sfatygowanych, rustykalnych mebli, drewnianego stołu pamiętającego co najmniej kilka dekad oraz obrazu na ścianie, przedstawiającego czyjąś postać na koniu. Stała tam jeszcze rozsypująca się kanapa, na której leżał ludzki kształt trzymający w ręku kartkę papieru. Była to kserokopia Słowa Polskiego z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, z której ciężko sapiący mężczyzna w nikłym świetle próbował odczytać krótką notatkę z kroniki kryminalnej. Jej treść znał już na pamięć, ale nakręcało go wielokrotne czytanie tego tekstu. „Góra, 14 XII. Mieszkańcy tej miejscowości w okolicznym lesie znaleźli zwłoki około 50-letniej kobiety. Ze wstępnych ustaleń wynika, że została ona zamordowana. Wezwani na miejsce technicy kryminalni ustali, że kobieta zmarła kilka tygodni wcześniej na skutek obrażeń głowy powstałych na skutek uderzenia niezidentyfikowanym narzędziem. Milicjanci nie ustalili jednak sprawcy ani motywu zbrodni. Stwierdzono, że denatka mieszkała w jednej z sąsiednich miejscowości. Sprawa czeka na wyjaśnienie.” W słowach napisanych przed kilkudziesięciu laty widział cel swojej misji, zleconej przez tajemniczego jegomościa dysponującego niemałą gotówką, za którą mężczyzna mógłby w końcu zacząć normalnie funkcjonować. Życie w mieście Góra nie należało do najłatwiejszych, a nowy 2014 rok nie zapowiadał się najlepiej dla takich jak on.

Antonina Paczka wiedziała, że w końcu los się do niej uśmiechnie. Jako czterdziestokilkuletnia „panna na wydaniu”, ciągle wierzyła w jedną z rubryk towarzyskich goszczących na łamach lokalnej prasy, która miała zagwarantować jej przystojnego męża ze sporym majątkiem. W owym okresie o takich było trudno, tym bardziej że czasy nie należały do łatwych, a każdy ledwo wiązał koniec z końcem i patrzył tylko jak dorobić się na nielegalnych interesach. Czuła jednak, że tajemniczy mężczyzna, który odpowiedział na któreś tam z kolei ogłoszenie, spełni najskrytsze oczekiwania i okaże się amantem z prawdziwego zdarzenia. Chociaż sama nie uważała się za dobrą partię ze względu na charakter wykonywanej pracy – z wielkim trudem i zakłopotaniem próbowała swoich sił jako ekspedientka na stoisku mięsno-rzeźniczym – potrafiła budzić zainteresowanie wśród mężczyzn samotnie przewijających się przez popularne dancingi. Nigdy jednak nie miała w swoich rękach wymarzonych perfum Nina Ricci, a jej zielona garsonka w białe grochy wyglądała na parkiecie nieco staroświecko. Być może byłaby teraz kimś innym, gdyby nie jej dawny adorator – Edward Pinezka, który za kradzież dostawy pralek do sklepu El-Dom siedział wraz z kolegami w rawickim więzieniu. Sprawa stała się dosyć głośna jak na uśpioną społeczność kilku wiosek skupionych wokół dolnośląskiego miasteczka Góra, leżącego na skutek zawirowań administracyjnych na terenie województwa leszczyńskiego. Nie wypadało teraz Antoninie pokazywać się na miejscowym targowisku, na którym Edek pracował wcześniej jako zaopatrzeniowiec. Na szczęście Urszula Rypło – bardzo dobra przyjaciółka Antoniny, wzorowa pracownica sklepu obuwniczego zajmującego lokal przy ulicy Bolesława Bieruta, zadbała w środowisku, aby dobre imię koleżanki nie zostało zszargane. I tak Antonina Paczka wiodła swoje spokojne życie, nie przypuszczając nawet, że jej poczynania na poziomie zawodowym ktoś bacznie obserwuje.

„Tanijadka” określana tak potocznie przez lokalną społeczność, była sklepem mięsnym o nie najlepszej renomie, znajdującym się na ulicy 1-ego maja. Mieszkańcy miasta kupowali tam najczęściej podroby i inne tego typu frykasy, nie zawsze najwyższej jakości i wykwintnego smaku. Nie przeszkadzało to jednak Antoninie na sumienne wykonywanie swojej pracy i łechtanie podniebień klienteli sklepowej rąbanką niewiadomego pochodzenia oraz salcesonem niekoniecznie „wyborowym”. Ze względu na ceny, sklep w niektórych okresach swojego prosperowania mógł cieszyć się większym zainteresowaniem niż konkurencja, oferująca wyroby miejscowej rzeźni. Nikt jednak nie przypuszczał, że w tych ciężkich czasach, kiedy deficyt towarów doprowadzał do zawirowań społecznych i ogólnej frustracji, ktoś krzywo może patrzyć na jedzenie mięsa i specyfikę uboju zwierząt.

Antonina Paczka pewnego listopadowego dnia z niepokojem oczekiwała wieczoru, który miał okazać się wybawieniem od marazmu i wyrwaniem z mentalnej niewoli, ogarniającej ją już od dłuższego czasu. Podniecenie osiągnęło apogeum, gdy niejaki Tadeusz Skrzydło listownie potwierdził umówione spotkanie na sobotę, 16 listopada. Z racji tego, że Antonina mieszkała w Strumiennej, a nie chciała budzić podejrzeń wśród sąsiadów, wolała umówić się na neutralnym gruncie i na pierwszą randkę nie ściągać nieznajomego mężczyzny do własnego domu. Zaproponowała więc, że będzie czekać na Tadeusza o 19 przed dworcem kolejowym w Górze. Planowo pociąg relacji Głogów-Bojanowo miał zatrzymać się na stacji o godzinie 18:37, ale Antonina na czas spotkania wolała wybrać pełną godzinę, by wypatrzyć wcześniej z ukrycia nieznajomego zalotnika, który w kilku listach charakteryzował swoją osobę, jako 45-letniego wdowca zamieszkałego w nieodległym Wąsoszu. Tutaj listowny interlokutor nie podawał dokładnego adresu, uznając ten fakt za mało istotny, który ujawni dopiero przy bliższym spotkaniu. Takie rozwiązanie nie przeszkadzało Antoninie, więc przyjęła propozycję Tadeusza i umówiła się na schadzkę w wygodnym dla niej miejscu, gdzie powinni kręcić się jacyś ludzie, gwarantujący mimo wszystko dozę bezpieczeństwa. Tym razem nie ubrała się w groszkowaną garsonkę, ale skorzystała z propozycji przyjaciółki Uli i pożyczyła luźne spodnie z długą marynarką o kanciastych ramionach w komplecie. Nie mogła wyjść z zachwytu, gdy w lustrze pojawiła się wąsko podkreślona talia, a lekko natapirowana grzywka opadająca na czoło przykrywała dyskretnie głębokie już zmarszczki. Skoro miał to być wieczór jej życia, pozwoliła sobie także na zakup fiolki perfum „Pani Walewska”, których intensywna konwaliowo-różano-jaśminowa woń od rana unosiła się w mieszkaniu.

Pociąg bez pośpiechu minął Sławęcice i zmierzał w kierunku Góry. Siedząca w nim Antonina wpatrywała się beznamiętnie w czerwonawy kolor dermy pokrywającej siedzenia i zerkała co jakiś czas na starszego mężczyznę, który nieporadnie przy pomocy lupy próbował rozwiązywać krzyżówkę. Wydawało jej się, że ta podróż trwa wieczność, chociaż parowóz z dwoma wagonami miał do pokonania zaledwie kilka kilometrów. Gdy dotarła już do wymarzonej stacji i pewnie stanęła na peronie, nozdrza wypełnił charakterystyczny zapach wydobywający się z pobliskiej cukrowni, która w trakcie kampanii pracowała pełną parą i w oczach kobiety wyglądała jak widziany kiedyś w telewizji, szykujący się do lotu w kosmos statek Wostok 1. Po przywołaniu gdzieś w myślach obrazu sprzed kilkudziesięciu lat kobieta minęła niewielki hol z kasą i znalazła się przed dworcem, na słabo oświetlonym placu, gdzie jednak próżno było wypatrywać ludzkiej duszy.

Tego wieczoru miasto było spowite gęstą mgłą, która wraz z zapachem przetwarzanych buraków, dźwiękiem rozświetlonej fabryki i odgłosem traktorów zmierzających na plac przed cukrownią, nie wywoływała pozytywnych emocji. Niezbyt pewnie czuła się także kobieta, która ukryta w krzakach przed dworcem kolejowym wypatrywała tajemniczego nieznajomego. Punktualnie o godzinie 19 na plac wtoczył się niewielki pojazd, w którym Antonina Paczka rozpoznała kształt kremowego Fiata 126 p. Siedzący w „maluchu” mężczyzna nie zgasił silnika. Czekał. Po krótkiej konsternacji kobieta postanowiła podejść do samochodu i przedstawić się. Zaszła auto od tyłu i stanęła przy oknie po stronie kierowcy. W chromowanych zderzakach zaświeciły się jej czarne lakierki, delikatnie odbijające światło tlących się w oddali ulicznych latarni. Mężczyzna pozostał w bezruchu kiedy zapukała w szybę. Dopiero po chwili oprzytomniał i z trudem wygramolił się z auta. Zdezorientowana kobieta odsunęła się od drzwi i zmieszała patrząc na wysokiego, barczystego mężczyznę w wojskowej kurtce M-65, który z impetem chwycił ją za rękę, przyłożył do niej usta i muskając dłoń krzaczastym wąsem wydukał: – Tadeusz Skrzydło. Miło mi, zapewne Antonina? Kobieta spojrzała głęboko w piwne oczy mężczyzny i wyszeptała przerywanym głosem: – Antonina Paczka – w jej głosie wybrzmiał pewien oficjalny ton, którym przeważnie zwracała się do klientów sklepu. – Nooo, już myślałem, że się pani, tfuu, że się nie pojawisz dzisiaj. W listach byłaś taka tajemnicza i w ogóle… – mężczyzna nieudolnie próbował rozluźnić krępującą atmosferę i przeprosił za chwilę spóźnienia, wręczając jej jednocześnie wiązankę czerwonych goździków. Tym gestem zaimponował Antoninie, która nabrała pewności siebie i postanowiła kontynuować rozmowę. – Też się cieszę, Tadeusz, że przyjechałeś. Nie mogłam się doczekać naszego pierwszego spotkania – zabrzmiało to trochę naiwnie i dziecinnie, ale tylko na takie słowa starczyło jej odwagi. – Ja też czekałem. No cóż, nie stójmy tutaj. Może pojedziemy gdzieś na drinka? Zdaje się, że niedaleko jest jakiś lokal z muzyką na żywo. Co ty na to? – Ależ oczywiście – bez namysłu odrzekła Antonina zachwycona propozycją spędzenia wieczoru u boku przystojnego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka nieznajomy wydał się kobiecie schludnie ubranym człowiekiem, który pod zieloną kurtką nosi klasycznie marynarkę sztruksową, tkany sweter szetland i kraciastą koszulę z kołnierzykiem. W marnym świetle ulicznych latarni wyglądał nawet na przystojnego mężczyznę, którego wąs pomimo siwiejących włosów na głowie, nadal odznaczał się głębokim, czarnym kolorem. Chwilę później siedzieli już w samochodzie i mknęli ulicą Armii Czerwonej w kierunku centrum, omijając co chwilę porozrzucane po jezdni buraki cukrowe. Tadeusz początkowo milczał podczas prowadzenia auta, które skręciło w ulicę Feliksa Dzierżyńskiego i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Śruba niewoli — czytnik · opowiadania