Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 47 min czytania

Stacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Prolog{/b} Kosmos wcale nie był czarny. Miliony barw ukrytych w mgławicach przedzierały się fascynacją przez umysły obserwatorów. Byli świadkami narodzin i śmierci gwiazd, tworzenia się planet i krążących wokół nich satelit. Cisza, w której zatopiona była stacja, wcale nie była przerażająca. Koiła i uspokajała, gdy załoga komplikowanego laboratorium orbitującego wokół jednej z planet oddalonej o milion lat świetlnych od Ziemi, prowadziła obserwacje nieznanego wcześniej zakątka wszechświata. A ten cały czas się rozszerzał nie pozwalając odkryć wszystkich tajemnic, ani granic go zamykających.

{b}I.{/b} Otaczały go miliardy gwiazd. Mrugając figlarnie, zaczepiały za każdym razem gdy wyglądał przez niewielkie okna swojej kajuty, czy podczas spacerów na pokładzie obserwacyjno – rekreacyjnym. Szczególne wrażenie robiły właśnie tam, gdzie większość ścian stanowiły przezroczyste osłony odsłaniające całe piękno otaczającego ich kosmosu, uzupełniane przez rosnące pod kopułą rośliny. Smukłe drzewa zielone były przez cały rok. Wspomagane sztucznym światłem karmiły się ze strumyków ułożonych ludzką ręką, przecinających mokrymi ścieżkami powierzchnię pokładu. Pokonywało się je niewielkimi mostkami przerzuconymi nad ich powierzchnią lub słuchało szumu płynącej w nich wody odpoczywając na jednej z licznie rozstawionych na tym poziomi ławek. Ludzie przebywający na stacji przez całe swoje życie powoli przyzwyczajali się do tych widoków i przesiadując na pokładzie obserwacyjno – rekreacyjnym, miast w górę – spoglądali w ekrany swoich płaskich komputerów. Lub biegali urokliwymi uliczkami w pogoni za dobrą kondycją, która w stanie obniżonej grawitacji była trudna do utrzymania. Jego jednak gwiazdy fascynowały nieustannie. Były równie piękne jak jej oczy. Zawieszone w przestrzeni wydawały się najdoskonalszym dziełem bogów. A za takie uważał także i ją, chociaż kroczyła tutaj pośród nich, zwykłych śmiertelników. Gwiazdy, tak jak i oczy dziewczyny krążącej nieustannie w jego myślach, cały czas zdawały się być wesołe. Jednocześnie zachwycały swoją tajemniczością. Bił z nich spokój i ukojenie. Obserwując oba dzieła twórców wszechświata, zatracał się całą świadomością. Istniały tylko one: gwiazdy i oczy. - Gaius, blokujesz kolejkę – melodyjny głos dotarł do jego uszu i wyrwał z zamyślenia. Dopiero teraz zorientował się, iż nie znajduje się na pokładzie obserwacyjno – rekreacyjnym. Nogi znów powiodły go do kantyny. Odwiedzał ją zaledwie kilka godzin temu i żołądek wcale nie domagał się kolejnej porcji energii do przetrawienia. Ściągnęło go tu to samo co zwykle – gwiazdy ukryte w jej oczach. To one spowodowały też, że przez kilka długich chwil stał z tacą w ręku i spowodował zniecierpliwienie czekających za nim współpracowników. - Zdecydowałeś co mam tobie podać? - Porcję grillowanych warzyw, proszę – powiedział cicho kierując wzrok na szklaną gablotę. Wiedział, że gdyby spojrzał na nią, znowu odleciałby na skrzydłach fascynacji daleko od tego miejsca. Starał się więc nie dostrzegać jej uśmiechu, którym raczyła wszystkich dookoła zaszczepiając pozytywne uczucia w ich sercach. Nawet biały czepek i fartuch, który okrywał jej zgrabne ciało, nie odbierały uroku. Roztaczała bezwiednie czar, spod którego wpływu uwolnić się nie był nikt w stanie. - Zdecydowałbyś się na coś porządniejszego – przyjemy głos towarzyszył jej, gdy kładła pudełko wypełnione ciepłymi warzywami na jego tacy. Nieustannie się uśmiechała.- Strasznie chudy jesteś. Palcem wskazującym poprawił okulary, które delikatnie osunęły się na jego nosie, gdy spuszczał głowę. Wyszeptał „dziękuję”, odwzajemnił uśmiech i cicho ruszył w kierunku pustego stolika znajdującego się w rogu kantyny. Kremowe ściany poprzetykane w niektórych miejscach oknami ukazującymi piękno kosmosu zdawały się być sterylnie czyste. Jak w większości pomieszczeń tej stacji. Usiadł z dala od innych ludzi ubranych w jasne uniformy, które przypisane były do konkretnych sekcji. Najbardziej rzucali się w oczy pracownicy sekcji ochrony. Czarne uniformy obszyte kieszeniami, przecięte w połowie pasami, do których przytroczone zostały różne rodzaje urządzeń pomagających im w pracy, budziły respekt. Również jesnozielony ubiory pracowników sekcji bioinżynierii wyglądały znacznie lepiej niż jego szary, prosty, jednoczęściowy kombinezon laboratoryjnego szczura. Naszywka A.I. na piersi była ledwo widoczna i mało kto mógł się domyślić, iż niepozorny, chudy mężczyzna w okularach, którego imienia nie znał chyba nikt prócz kolegów z laboratorium, odpowiada za najważniejszy system na stacji. System, który trzyma ich wszystkich przy życiu. Ach, znała jego imię także ona... dziewczyna z kantyny.

{b}II.{/b} - Ty sypiasz w ogóle? - Gaius podskoczył na krześle, gdy na jego ramieniu wylądowała ciężka ręka, znacznie szersza od jego dłoni. Widok Victora zawsze powodował, iż zastanawiał się jak szczur laboratoryjny taki jak on, może tak wyglądać. Postawny mężczyzna o czarnych włosach i oczach równie ciemnych, z wyraźnym i dziwnym akcentem, powinien raczej trafić do jakiejś sekcji wymagającej siły fizycznej, niż tutaj. Lecz wyniki jego prac faktycznie robiły wrażenie. Udowadniały, że w tej głowie, mimo iż nosiła twarz o wyrazie niezbyt inteligentnym, kryje się błyskotliwy umysł. Odpowiadał za zabezpieczenia sieci informatycznej stacji i wprowadzone przez niego algorytmy okazały się wręcz niemożliwe do złamania. Było to niezwykle ważne, by chronić sztuczną inteligencje sterującą stacją, gdyż odpowiadała ona za poprawne działanie niemal wszystkich urządzeń i mechanizmów znajdujących się na pokładach. Wkrótce opracowany przez Victora system stał się standardem wykorzystywanym przez Międzynarodową Agencję Ds. Badań Przestrzeni Kosmicznej. Chociaż nim pakiet danych dotarł na Ziemię ze stacji, na której pracował Victor, minęło 5 lat i zdążył on wprowadzić wiele poprawek i ulepszeń w tym czasie. - Czasem mi się zdarza – Gaius uśmiechnął się do człowieka, którego mógł swobodnie nazywać przyjacielem. Wychowywali się na stacji od samego początku. Wyhodowani na dolnym pokładzie, z dokładnie dobranej puli genów, zawsze trzymali się razem. Zostali stworzeni do zarządzania stacją i do osiągnięcia pełnoletności, trzymani w izolacji przed ludźmi wychowywanymi przez naturalnych rodziców. Takich jak oni było zaledwie kilkunastu, gdyż hodowla była niezwykle droga. Tak samo jak i proces kształcenia opierający się na dyscyplinie. Czasem zastanawiał się, co stało się z dwójką dzieci, które okazały się mniej sprawne intelektualnie niż reszta. Gdy opiekunowie zauważyli, iż proces kształcenia nie wpływa na rozwijanie ich umiejętności i nie różnią się oni niczym innym, od zwykłych dzieci – mimo iż firma zainwestowała w ich hodowlę znaczne środki finansowe – zniknęli. Po prostu któregoś dnia obudzili się w swoich łózkach na dolnym pokładzie stacji, który służył za sypialnię dla „zbiornikowców”, a dwa miejsca były puste. Victor kiedyś pokazał mu dane, które przygotowywało kierownictwo stacji. Mówiły one o kosztach jej funkcjonowania w przeliczeniu na osoby. Utrzymanie jednego mieszkańca orbitującej w przestrzeni machiny, okazywało się niezwykle drogie. Procesy, które należy uruchomić, by utrzymać określoną populację przy życiu, były bardzo liczne – od produkcji żywności, po wytwarzanie tlenu. Gaius usilnie starał się nie łączyć faktu zniknięcia nie rokujących na przyszłość „zbiornikowców”, których życie nie znaczyło zbyt wiele w przeciwieństwie do zwykłych ludzi, z liczbami widniejącymi na ekranie komputera. Victor usiadł przy swoim stanowisku plecami do kolegi. Ciasne pomieszczenie, pozbawione okien, oświetlane jedynie nikłym światłem z wysoko uniesionego sufitu oraz promieniami ekranów komputerów, zabałaganione było pozostałościami po innym sprzęcie elektronicznym, który nieustannie ulegał awarii i wymagał interwencji inżynierów. Kable pięły się po ścianach powiązane w grube, czarne wiązki łączące porty elektronicznych urządzeń cyfrowych poupychanych w ściśle przylegających do siebie szafach. Złośliwe diody mrugały na przemiennie niebieskimi i czerwonymi światłami sygnalizując obciążenia jakim poddawany jest mózg stacji. A.I. ukryte głęboko w centrum kosmicznej budowli nigdy nie spało.

{b}III.{/b} - Jak to dla siebie nic nie chcesz? - młody porucznik nie krył zdziwienia. - Jesteś „zbiornikowcem”, co ciebie obchodzą inni ludzie? Przecież traktują was jak... - Nie wszyscy – Gaius nie patrzył na siedzącego obok niego mężczyznę o orlim nosie, na którego ramionach błyszczały pagony militarnej organizacji obecnej na każdej stacji orbitalnej, choćby nie wiem jak daleko znajdowała się od Ziemi. Chociaż porucznik i tak nie tęsknił za tą planetą, bo nigdy jej nie widział. - Kody do holostacji pozwolą ci na nieograniczone sesje w każdym wirtualnym świecie przez najbliższe pół roku. Potem ulegną deaktywacji. Nikt ich nie wykryje, gdyż losowo będą dobierane do nazwisk osób najrzadziej, lub w ogóle nie korzystających z wirtualnych światów. W systemie będzie wyglądało na to, że zwiększyli swoją aktywność, jednak nie ponad normę. Jeśli jednak zdecydowaliby się nagle w ciągu najbliższych sześciu miesięcy korzystać z holostacji – system przypisze sesje do innych nazwisk. - A co s symulacją treningową? - Na karcie znajduje się kod uaktywniający zastrzeżone dane Federacji wykorzystywane do egzaminów. Będziesz wstanie przez pół roku przećwiczyć wszelkie możliwe manewry i taktyki, jakie mogą zdarzyć się na egzaminie. A.I. po każdej sesji zarejestruje je w pamięci holokabiny jako wycieczkę po Paryżu. - Wy, „zbiornikowcy”, jesteście niesamowici z tymi waszymi czarodziejskimi mózgami – porucznik schował kartę do kieszeni. - Mam dosyć grzania stołka w dziale kadr na tej stacji. Pora przenieść się do innego układu, tam gdzie żołnierze mają coś do roboty. - Co z moją zapłatą? - Pokaz mi kartę tej dziewczyny – porucznik wziął z rąk Gaiusa niewielki, płaski komputerek wyświetlający na dotykowym ekranie szereg informacji. - Czemu ona jest tak ważna? - Każdy z nas... - Gaius zawahał się. - Z was, ludzi, jest ważny. Każdy inny i wyjątkowy. Charakteryzuje was szereg informacji, danych gromadzonych od urodzenia. Nie jest to trudne w tak małym i zamkniętym społeczeństwie jak to tutaj, na stacji. Przeanalizowałem jej życiorys i umiejętności i uznałem, iż popełniliście w biurze kadr błąd. Nie wykorzystujecie jej pełnego potencjału. Chcę usprawnić działanie stacji i wykorzystać maksymalnie każdy jej element. Wy, ludzie również jesteście częścią tego organizmu. - Nie lubię tego pragmatycznego gadania, jakim się cechujecie – bez tonu emocji odpowiedział porucznik i zaczął palcem wodzić po ekranie. - Przesłałem jej dane na swoją skrzynkę. W ciągu tygodnia otrzyma nowy przydział. Tam gdzie chciałeś.

{b}IV.{/b} - Nie uwierzysz co się stało! - Gaiusa obserwującego gwiazdy przez okno kantyny wyrwał z zamyślenia najsłodszy głos jaki słyszał tylko z ust jednej istoty żyjącej na tej stacji. Nie mylił się. Przez chwilę wydawało mu się, że część tego pięknego kosmosu przedostała się przez grube osłony stacji i znalazł się w kantynie. Gwiazdy ukryte w jej niebieskich oczach były jednak znacznie piękniejsze niż te za oknem. - Dostałam nowy przydział. Najwyraźniej w końcu uznali moje wykształcenie za przydatne, lub zwolniło się miejsce w bioinżynierii. Usiadła naprzeciw niego i nie przestawała się uśmiechać. Czerwone, krótko obcięte włosy okalały jej kształtną głowę dopełniając obrazu piękna. Jej serce fascynowało go jednak mocniej niż uroda. Jedyna kobieta na stacji, która rozmawiała z nim - istotą stworzoną przez innych ludzi w próbówce, na swój wzór i podobieństwo. Kopia człowieka ze starannie dobranymi genami umożliwiającymi mu posłuszne poddawanie się ich woli. „Zbiornikowiec”. „Ten, który służy”. A ona zawsze z nim rozmawiała, gdy odwiedzał kantynę. I nigdy nie czuł, że robi to z przymusu czy obowiązku. Po prostu go lubiła. I dzisiejsze, niespodziewane spotkanie było tego dowodem. - Może mi pogratulujesz – jej usta cały czas wyrażały zadowolenie, a przy okazji uśmiechu, mrużyła oczy. - Będę tęskniła za najważniejszym klientem, który po dwa razy dziennie odwiedzał naszą jadłodajnię. O tym nie pomyślał. Nie miał powodów odwiedzać dział bioinżynierii tak często jak kantynę. W zasadzie nie pozwalano w ogóle „zbiornikowcom” tam wchodzić. Przesądy i uprzedzenia ludzi dotyczące ich „nieczystości” spowodowały powołanie zakazów wstępu do niektórych sekcji stacji. Dział wytwarzający jedzenie był jednym z nich. Ludzie w ogóle uważali, że miejsce sztucznie wyhodowanych powinno być z dala od nich. Niech pracują, byle by nie było ich widać. Jeśli nie mógł odwiedzać działu, gdzie została przeniesiona, to oznaczało, że może jej już nigdy nie zobaczyć. Stacja była niewielka, jednak na tyle duża, iż spotkanie przypadkowe graniczyło z cudem. Mogło do niego dojść jedynie w kantynach sekcji wspólnych lub pokładach obserwacyjno – rekreacyjnych. Ona mieszkała w sekcji dla ludzi, do których „zbiornikowcy” nie mieli wstępu bez specjalnego upoważnienia. Lub zaproszenia – ale kto by miał go tam zaprosić? - Przyjmij zatem moje najszczersze gratulacje – starał się nie szeptać, jednak głos był nadal cichy. Coś dławiło go mocno w gardle, a usta stały się przedziwnie suche. W przeciwieństwie do oczu, które usilnie chciały się nawilżyć. - Dobra, muszę uciekać chuderlaku, do usłyszenia – zerwała się z krzesła i ruszyła w stronę grupki młodych ludzi, którzy najwyraźniej czekali na nią. Jej zwiewna sylwetka zdawała się unosić, gdy stopy delikatnymi krokami muskały podłogę. - Trzymam za słowo – wyszeptał już tylko do siebie, chociaż chciał, by słowa dotarły do jej uszu. - Do usłyszenia.

{b}V.{/b} - Uczysz się... - Gaius z zaciekawieniem obserwował kolejne linijki kodu uzupełnianie przez komputer. Powstawały wewnątrz programu, który tworzył od kilku już lat. Wykorzystywał algorytmy sztucznej inteligencji zarządzającej stacją, by stworzyć swojego wirtualnego przyjaciela. Pracował nad programem w tajemnicy, gdyż ludzie nie mogliby zrozumieć samotności „zbiornikowca”, która go motywowała. Przezornie izolował go w sieci, by nikt nie odnalazł jego pracy i nie miał szansy zniszczyć. Nie chciał też, by program w poszukiwaniu wiedzy swobodnie mógł się przenosić po terminalach całej stacji. A tym bardziej nie chciał, by miał wpływ na urządzenia funkcjonujące na pokładzie. Pozwalał mu jednak badać, dostarczając dane pochodzące z zewnątrz. - Tego ode mnie chyba wymagasz, prawda? - metaliczny głos odezwał się z głośników, podczas gdy ekran nadal zapełniał się zielonymi literkami kodu na czarnym tle. Po chwili obraz zmienił się i ukazał się podgląd z kamery bezpieczeństwa. - Jak to zrobiłeś? - Gajus otworzył szeroko oczy, gdy na ekranie zobaczył znajomą postać. Charakterystyczne, czerwone włosy przemykały pomiędzy bujną roślinnością działu bioinżynierii. - Nie masz uprawnień do wyjścia poza ten terminal. - Spokojnie Gaius, uczę się – głos w głośnikach zmieniał się, a im bardziej wydawał się znajomy, tym bardziej znikał niepokój w sercu mężczyzny. - Dane zgromadzone w twojej sekcji chmury obfitują w informacje odnośnie tej osoby. Są bardzo szczegółowe. Pozwoliłam sobie uzupełnić je o obrazy kamer bezpieczeństwa stacji. - Po co... - Gaius wydawał się zbity z tropu. Program nigdy tak z nim nie rozmawiał. Jego inteligencja przekraczała algorytmy, które wpisywał do pamięci komputera. Dopiero później uderzyło go coś innego. - „Pozwoliłam”? - Chciałeś bym była jak najbardziej bliska człowiekowi. Czy stworzenie własnej osobowości nie jest dobrą drogą? - zapytał program. - A to jedyne dane, do których miałam dostęp. - Nim wydostałaś się na zewnątrz. Jak to zrobiłaś? - Gaius nadal nie rozpoznawał głosu płynącego z głośników. Zmieniał się cały czas. I był coraz bliżej melodyjnej, kojącej barwy, której nie słyszał od wielu miesięcy. - Protokoły bezpieczeństwa są zbyt silne, bym miała możliwość swobodnej podróży po stacji. Nie masz się czym niepokoić. Jedynie obserwuję, uczę się. Ekran pociemniał, aby po chwili wyświetlić inny obraz. Pojawiła się najpiękniejsza, wirtualna twarz jaką do tej pory widział tylko u jednej osoby w świecie realnym. Nawet oczy były takie same – równie piękne, a wysoka rozdzielczość wyświetlanego obrazu pozwalała dostrzec w nich gwiazdy identyczne, jak te ukryte w oczach tej, która stąpała po korytarzach stacji. Z głośników popłynął znajomy już głos. - Mam osobowość Gaius, chcę być taka jak wy.

{b}VI.{/b} Podobało mu się. Brak kontaktu z jedyną kobietą na stacji, która nie traktowała go jako gorszego gatunku, zastępowała sztuczna inteligencja jaką stworzył kilka lat temu. Ale tym czym była obecnie stała się, gdy uwolniła się i swobodnie mogła podróżować po stacji. Obserwowała ludzi i uczyła się od nich. Początkowo to przerażało Gaiusa, ale gdy usprawniła liczne algorytmy zarządzania podzespołami stacji i stawały się one wydajniejsze, sumienie uspokoiło się na tyle, by nawet przyjmować pochwały za jej prace. Najbardziej lubiła przesiadywać w dziale bioinżynierii. Obserwowała tam nie tylko ludzi ale również dane dotyczące roślin. Pomagała w badaniach sugerując naukowcom modyfikacje genetyczne wpływające na wzrost i odporność roślin. Nie wiedzieli wprawdzie, iż sugestie pochodzą od zewnętrznego programu a nie od standardowego A.I., ale początkowe zdziwienie przyjęli jako dobrą monetę i zadziwiające umiejętności programistyczne jakim cechowali się „zbiornikowcy”. „Musieli najwyraźniej stworzyć jakieś genialne modyfikacje w kodzie” - śmieli się laboratoryjni bioinżynierowie. Lubiła przebywać w tym dziale także z innego powodu. Obserwowała jedną z laborantek przemykającą z uśmiechem między roślinami i z wdziękiem komponującą mikstury w próbówkach. Od niej uczyła się jak być człowiekiem, chociaż uwięzionym w elektrycznych trzewiach. Chciała myśleć i działać jak ludzie. Tylko jej obserwacja była uzasadniona, gdyż Gaiusowi podobały się te częste wizyty na tym poziomie. Wieczorami, po powrocie z malutkiego pokoju gdzie dbał o kody właściwego A.I., oglądał nagrane w ciągu dnia obrazy z kamer bezpieczeństwa. Ale tęsknił mniej, gdyż rozmowy z programem sztucznej inteligencji były coraz bardziej kojące. Stawała się tak bardzo podobna do niej. Nazwała się Gaia. I była jego najlepszą przyjaciółką. Aż do pierwszego incydentu.

{b}VII.{/b} Gdy Victor nie przyszedł do pracy, Gaius początkowo był mocno zdziwiony. Nigdy nie zdarzało mu się spóźnić. W swych obowiązkach był bardzo sumienny i nawet choroba nie powstrzymywała go od odwiedzenia małego pokoiku i spędzenia w nim przynajmniej 8 godzin. Niepokoić zaczął się dopiero pod koniec dnia, gdy przyjaciel nie pojawiał się nadal. Wstał od komputera i udał się w kierunku drzwi. Zamierzał wrócić do kwater mieszkalnych i po drodze zajść do kajuty Victora. Gdy tylko skrzydło przesunęło się, w przejściu zobaczył dwóch umundurowanych i przerażająco poważnych funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa stacji. - Udasz się z nami, „zbiornikowcu” - rzekł jeden z nich i brutalnie chwycił wątłego mężczyznę za ramię. Nie puszczał przez całą drogą, co później zaowocowało siniakiem, ale Gaius nie skarżył się. Nie zadawał też pytań, gdyż wiedział, że odpowiedzi nie otrzyma. Dopiero na miejscu dowie się, czemu jest prowadzony do centrum dowodzenia, gdzie zapewne przesłuchają go wyżsi rangą oficerowie. Nie mylił się. Wprowadzono go do pokoju równie sterylnego co kuchnia w kantynie, gdzie zwykle jadał tak często posiłki. Wprawdzie, odkąd przestała w nim pracować jedyna kobieta, na którą zwracał uwagę, gdyż nie miała tej jawnej niechęci wobec „zbiornikowców” jaką przejawiali inni ludzie, dawno w niej nie był. Toteż wspomnienie jakie przywiodło owo miejsce, pozwoliło sercu uspokoić się na tyle, by pozbierać myśli. W pomieszczeniu, przy nikłym oświetleniu, siedział szpakowaty mężczyzna. Wyraz jego oczu prześlizgujących się po tekście wyświetlanym przez niewielkie urządzenie elektroniczne z dotykowym ekranem, które trzymał wielkimi dłońmi, wskazywało, iż rozmowa nie będzie należała do przyjemnych. Nie odezwał się ani nie spojrzał w kierunku Gaiusa dopóki nie zostali w pokoju sami. - Kiedy widziałeś się z Vitorem Nabudiewem? - zapytał nie odrywając wzroku od urządzenia. - Wczoraj, gdy kończyliśmy pracę – odparł zgodnie z prawdą Gaius. - Godzina 22.25, jeśli pyta pan o dokładny czas. - Pytam – mężczyzna odłożył urządzenie na biurko. - Dlaczego nie zgłosiłeś jego zaginięcia? - Nie było go dzisiaj w pracy po raz pierwszy. Zamierzałem sprawdzić jego kajutę... - Procedury bezpieczeństwa wymagają zameldowania każdej niesubordynacji. Dobrze je znasz. Spóźnienie się do pracy to niesubordynacja. A jego nie było cały dzień. - Ludzie nie zgłaszają nieobecności czy spóźnień swoich kolegów, nawet... - Nie jesteście ludźmi! - krzyk odbił się od gładkich ścian niewielkiego pomieszczenia potęgując jego nieznośny przekaz. - Jesteście tutaj po to, by stacja funkcjonowała jak idealna maszyna. Jeśli jeden z trybików przestaje się kręcić, cały mechanizm może paść! Na to nie możemy pozwolić. - Rozumiem – Gaius spuścił głowę. Nie pierwszy raz był porównywany do nic nie znaczącej części wielkiej maszyny służącej im, lepszym. Ludziom. Jednak w słowach tego mężczyzny było coś jeszcze, co przyjął z zadowoleniem. Mimo wszystko byli ważni. Bez nich, ten mały świat nie mógł funkcjonować. - Co się stało z Victorem? - Wydaje mi się, że dobrze wiesz – postawny mężczyzna w czarnym mundurze pchnął niewielkie urządzenie w kierunku przesłuchiwanego. Na ekranie widniało zdjęcie jego przyjaciela. Blada, posiniaczona twarz z zamkniętymi oczami pokryta była niewielkimi stróżkami krwi wyciekającymi z oczu i ust. Gaius otworzył usta, ale nie był w stanie nic odpowiedzieć. Był przerażony. - Znalazła go grupa górników wracająca transportowcem z powierzchni planety – mężczyzna nie przestawał obserwować Gaiusa, próbując wybadać emocje jakie okazywał przetwarzając dostarczone mu informacje. - To niezwykły przypadek. Ciało oddalało się od stacji powoli, ale na tyle szybko, iż kilka minut później nikt by na nie nie wpadł. A on wpadł im prosto na kokpit. Ściągnęli go tutaj i zrobiliśmy sekcję. Mamy swoją teorię, co się stało. Gaius nie odzywał się. Nie przychodziło mu do głowy nic, co mógłby powiedzieć. Jego przyjaciel, jedyna istota żywa, z jaką miał jakiekolwiek relacje na tej stacji, nie żyła. Żal mieszał się z niedowierzaniem. Nie był w stanie zrozumieć targanych nim emocji, ale oczy wilgotniały. - Zdążyliśmy przejrzeć zapisy z kamer – przesłuchujący nadal wpatrywał się wątłego mężczyznę pochylonego nad niewielkim komputerem. - Masz szanse nam o tym odpowiedzieć. Co Victor znalazł na twoim terminalu? Za co musiał zginąć? - Słucham...? - Gaius oderwał wzrok od makabrycznego zdjęcia. - O czym pan mówi. - Ech... - mężczyzna w mundurze pochylił się nad blatem i wyciągnął rękę w kierunku urządzenia. Uderzył kilka razy w ekran i pojawiły się obrazy z kamery zamontowanej w laboratorium A.I. Wyświetliła się godzina wskazująca na czas, kiedy Gaius dawno już był w swojej kajucie. Po chwili do pomieszczenia wszedł Victor i siadał przy jego pracowniczym terminalu. - Przez ostatnie kilka tygodniu Victor pod twoją nieobecność skanował twój terminal. Coś musiał znaleźć. Coś co ciebie zdenerwowało. - To nie tak... - Gajus…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stacja — czytnik · opowiadania