Akcja · 19 min czytania
Stacja Gamma-31
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
STACJA ZEWNĘTRZNA GAMMA-31 Poziom +17. 04:26 czasu pokładowego.
Syk granatów z gazem paraliżującym roznosił się wciąż z drugiego korytarza. Serie wystrzałów z broni palnej przeplatały się z buczeniem, które wydawały karabiny energetyczne. Żołnierz z małym karabinem w jednej ręce biegł korytarzem szarpiąc za soba postać w jasnym kitlu. Skręcił na skrzyżowaniu w lewo i zwolnił trochę szukając drogi w czerwonym świetle awaryjnym. Strzały powoli zaczynały cichnąć. Żołnierz szarpnął trzymaną postacią w stronę przeszkolnych drzwi. Biały kitel z impetem całego swojego ciężaru otwarł drzwi i upadł za nimi na ziemię. - Pod biurko! - krzyk żołnierza został zagłuszony przez huk eksplozji. Odwrócił się w stronę korytarza. Pancerne drzwi rozbiły się o ścianę korytarza. Wskoczył za białym kitlem pod jedno z długich biurek, zastawionych srebrzącą się i mieniącą czerwienią świateł aparaturą. - Morda w kubeł! Wychylisz się to odstrzele łeb! - syknął przez zaciśnięte zęby w stronę przerażonej postaci. Jednostajny krok zbliżał się szybko do pomieszczenia, w którym naukowiec i żołnierz znaleźli tymczasowe schronienie. Ku ich nieszczęściu jakiś inny człowiek usiłował skryć się w tym samym pokoju szukając miejsca dla siebie jak najdalej od przeszklonych szyb korytarza. Terminatory, które w tym momencie ukazały się maszerujące w korytarzu, dostrzegły biały kitel i zidentyfikowały go jako cel. Jeden z nich wystrzelił granat, który przebił szybę, odbił się od blatu jednego z biurek i wylądował pół metra przed czołgającym się. Podmuch wybuchu zrzucił całą zawartość biurek na podłogę, a nieszczęśnika wyrzucił pod sufit, po czym upuścił na biurko. Cieńkie szyby odgradzające laboratorium od korytarza zmieniły się w proszek. Od wybuchającego granatu osłoniła żołnierza z profesorem metalowa szafka. Terminatory zatrzymały się za zbitymi oknami sprawdzając skuteczność swoich działań. Być może jeden z nich wszedłby do pomieszczenia w poszukiwaniu innych celów, gdyby nie ostrzał z dalszej części korytarzy, który zmiótł mu prawe ramię, a następnym strzałem łeb. Maszyna nie zdążyła upaść na podłogę, gdy jej towarzysze otwarli w odpowiedzi ogień i rozpoczęli bieg w kierunku strzałów. Gdy jednostajny bulgot obrotowych karabinów - podstawowej broni terminatorów - oddalił się mocno, żołnierz ruszuł się zza biurka. Chciał poczekać, aż odgłosy całkiem ucichną i będzie mieć pewność, że może bezpiecznie ruszyć, wraz ze swoim VIPem. Spod biurka jednak pogonił go odgłos pękającej powoli szyby. Delikatna rysa, jaką pozostawił granat rozpryskowy na zewnętrzym oknie, zaczęła się powoli rozrastać, wydając przy tym bardzo charakterystyczny i nieprzyjemny dźwięk. Chwilę później gwizd uciekającego w próżnię powietrza zmieszał się z wyciem alarmu dekompresyjnego. Major podczołgał się do korytarza, upewnił się czy droga wolna. Gestem ręki pogonił otępiałego profesora. Zaczęli biec tą samą drogą, którą chwilę wcześniej przybyły terminatory, w nadziei, że nie spotkają ich więcej - przynajmniej dopóki sami nie dotrą do szybu wind.
Awaryjne zasilanie pozbawiło ich możliwości szybkiego dotarcia windami do lądowiska. Major przewidział taki obrót spraw. Nie przewidział jednak innej okoliczności. - Nie ... mam... danych... - wysapał naukowiec, wyciągając z kieszeni resztki dysku. - Jak to nie ... - żołnierz odwrócił się i przeklnął widząc rozbity dysk. - Musimy dostać się do terminali. Na trzynastym poziomie. Żołnierz wyszczerzył zęby w ponurym grymasie. - Windy nie działają, na schodach nas rozniosą... - Przewodami wentylacyjnymi możemy przejść - odparł naukowiec. - Dojdziemy do piętnastego poziomu szybami, potem przejdziemy łącznikiem między sekcjami 3 i 4 do czernastego, stamtąd znów kanałami w dół, to tylko jedno piętro będzie. - Skąd znasz taką drogę? - nieufnie spytał żołnierz. - Pracowałem przy projektowaniu stacji typu Gamma. - Pewny jesteś tej drogi? - Tak - potwierdził naukowiec. - Zresztą i tak nie mamy wyboru. Głównym szybem wind mamy jedno przejście. - Jak to? Przecież szyb ciągnie się przez wszystkie sekcje do lądowiska? Tylko zapiąć wyciągarkę i mamy własną windę! - Nie tak prosto - naukowiec nadal ciężko oddychał po długim biegu. - W szybach są detektory ruchu, więc za drugim razem powitają nas już maszyny. Żołnierz splunął w kąt, ręką sięgnął do kieszeni po palmtopa z mapką stacji. - Jesteśmy tutaj - stwierdził. - Będziemy musieli dostać się do tego pokoju - zaczął planować drogę profesor. - Potem szybem tu i w dół do piętnastego poziomu. Tam, w rogu jest śluza między sekcjami. - To następne dwieście metrów! - Tak, ale oni pewnie całe siły skupiają na sekcji piątej, poziom 21 jest ufortyfikowany. - Oby było jak mówisz!
Płyn chłodzący z uszkodzonych instalacji spłynął dzięki sztucznej grawitacji na najniższy poziom sekcji piętnastej, zalewając korytarze. Słabe, czerwone światła awaryjne skutecznie tłumiła gęsta, zielona para. Kto żyw, ten już stąd uciekł. Ci, którym się to nie udało, pływali w zielonych rzekach, jak ten nieszczęśnik, którego ręka zastygła w dramatycznym chwycie. Jedyna część ciała wystająca ponad płyn, kurczowo trzymała kawałek rurki - jak okręt przmierzając korytarze poziomu piętnastego. Ciszę korytarza zakłuciło echo mocnych uderzeń. Po czwartym stuknięciu ze ściany odleciała krata przewodów klimatyzacyjnych, uderzyła o strop i z cichym bulgotaniem utonęła. Noga, która ją wybiła szybko skryła się w otworze, a na jej miejsce pokazała się ogolona głowa. - Cholera! - rozniosło echo. - Zalane piętro! - Pokaż - ogolona głowa zamieniła się z osiwiałą. - Płyn chłodniczy. Musiał z całej sekcji tu spłynąć po wybuchu. - Będziemy musieli przepłynąć - odparł niski głos. - Aj! Ręka trzymająca rurkę powoli przepłynęła przed patrzącymi z otworu. - Bez kombinezonów się potopimy. Ksylonit jest zbyt toksyczny... - Co jest zbyt toksyczne? - przerwał niski głos. - Płyn chłodniczy - odparł drugi. - Jakiś pomysł, profesorku? - Wracamy po kombinezony do wyjścia w przestrzeń. Są na każdym poziomie... Głowa zniknęła w otworze, chwilę później głosy oddaliły się. Tymczasem ręka zanurzyła się nieco bardziej w płynie i teraz tylko rurka kryła się za zakrętem korytarza.
- Masz nie dopięty hełm - stwierdził profesor i sięgnął rękami do szklanej kuli. - Teraz. - Ja wyjdę pierwszy, wskocz dopiero jak ci dam znak ręką - dudnił major. Naukowiec przytaknał i odczołgał się do tyłu. Major ostrożnie wychylił głowę z otworu. Ruchem ręki rozgarnął powierzchnie gęstego płynu, który powoli odklejał się od skafandra. Następnie fikołkiem zanurkował w mazi. Pod powierzchnią płyn jarzył się tym bardziej pomarańczowo im bliżej było światło awaryjne, przy dnie stając się na powrót zielony. Widoczność mimo dużej gęstości płynu była dobra, można było zobaczyć wyraźnie fakturę zatopionej podłogi. Major odbił się rękami od dna, obrócił i już po chwili wynurzył hełm nad powierzchnię prawie zderzając się z hełmem profesora. Naukowiec wychylił się dość mocno z kanału wentylacyjnego. Major gestem ręki zaprosił go do kąpieli. Skafander profesora chwilę poźniej znikł pod powierznią. Major zanurzył się i zobaczył profesora wymachującego komicznie rękami, w spowolnionym przez gęsty ksylonit tempie. Mocnym chwytem postawił go na nogi i zaczął ciągnąć za sobą. Przejście podtopionym korytarzem zabrało im kilkanaście minut, aż wreszcie przedostali się do łącznika między sekcjami. Solidne drzwi łączące sekcje były mocno oświetlone białym światłem. Profesor powolnymi ruchami wystukał kod otwierający awaryjne przejście. Otwarcie śluzy dało nieco upustu dla płynu, który swoim zwolnionym tempem wypełnił pustą przestrzeń przy okazji zabierając do obu uciekinierów środka. Major zdążył zamortyzować uderzenie o ścianę wyciągając rękę, natomiast profesor przywalił hełmem, na którym od razu pojawiły się rysy pęknięcia. Naukowiec zrobił wielkie oczy patrząc na powoli rysującego się pajączka i zaczął panicznie wdrapywać się nad powierzchnie. - Spokojnie! - krzyknął major, gdy obaj wynurzuli się. - To tylko zewnętrzne szkło. Tu nie ma takich ciśnień, żeby rozniosło hełm. Ciężko oddychający profesor popatrzył na pęknięcie, potem na żołnierza. - Nie byłem tego taki pewnien, mogło przecie... - Nie trać czasu na gdybanie, tylko zanurkuj zamknąć śluzę - przerwał mu major. - Można jakoś te świństwo stąd wypompować? - Nie można, ale jak zamkniemy śluzę to na drugą stronę się tego dużo nie wyleje.
Ciemny korytarz najpierw rozświetliła biała pionowa kreska, która powoli poszerzała się, aż spod niej powolnym strumieniem wylała się zielona substancja niosąc ze sobą dwa biała skafandry. Jeden z nich szybko się pozbierał z podłogi i po przebiegnięciu kilku metrów, poza zasięg zielonej kałuży szybko wydał na świat postać w mundurze. Postać chwilę pogrzebała w skafandrze i wyciągnęła z niego mały karabin. W tym momencie białe światło zaczęło się kurczyć, aż ciemność na nowo zakryła cały czternasty poziom. Moment później chemiczne światło rozbłysło w ręce żołnierza, który odskoczył, gdy w pomarańczowym świetle ukazała się tuż przed nim twarz za pękniętą szybką. - Zdejmij to szybko! - rozniosło się po korytarzu. Żołnierz odwrócił się w stronę korytarza. Ostre, migoczące światło flary ukazało obraz zniszczeń i historię niedawnych walk. Większość pokoi miała spuszczone rolety przeciwdekompresyjne. Całość ścian była usmolona i pokryta gęstym sitem dziur po…