Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 27 min czytania

Stado I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

STADO I Na początku był kogut imieniem Krasny. Po kilku dniach Gospodarz przyniósł kurę. Tak to się zaczęło. Zagroda położona była na polanie, z dala od ludzkich siedzib, na granicy rozległego obszaru leśnego oraz bezkresnych łąk i stepów. Następnie Gospodarz przytaszczył do swojej siedziby olbrzymi wór. Przywiózł go z odległego miasta, na rozklekotanym rowerze. Kogut z kurą ciekawie nań spoglądali, co w nim może się znajdować? Dochodziły stamtąd piski, gdakania, kwękania. Gospodarz rozwiązał wór i wysypał jego zawartość na podwórze. Dziesiątki par małych kaczuszek, kogucików, gąsek, kurek, indyczków rozpierzchło się po obejściu gdacząc, kwękając, piszcząc. Z drugiego, mniejszego worka wyjmował podrobione ziarno, rzucał je przed siebie garściami. Kogut z kurą dostojnie przedostali się na środek placu, znaleźli się pośród tej rozhukanej, rozemocjonowanej gromady starając się zachować powagę i godność, tak jak przystało na pierwszych mieszkańców polany. Od tej pory Gospodarz codziennie poił, karmił swoje stadko. Dbał o nie, pielęgnował je. Wykonał niewielkie, drewniane szałasiki, w których można było się schronić przed deszczem, wiatrem, zimnem. Na przewodnika stada wyznaczył Krasnego. Wszystkie kaczki, gęsi, indyki, kury uznały bez sprzeciwu władzę koguta. Było to dla nich oczywiste, on był najstarszy, największy i najsilniejszy. Krasny był zadowolony, radośnie przechadzał się wśród stada malutkich, bezbronnych stworzeń, które się go słuchały a zarazem bały, które mu całkowicie podlegały. Posiadał władzę. Chociaż nie absolutną, bo przecież całą zagrodą zarządzał Gospodarz. Przyszła zima, spadł śnieg. Członkowie drobiowej wspólnoty większość czasu spędzali w szałasach, rzadko wychodząc na spacery. Gospodarz starannie doglądał swych podopiecznych, dostarczał pożywienie, wodę. Podczas wizyt uśmiechał się, głaskał po łebkach, po grzebykach, po piórkach, mówił czułe słówka w niezrozumiałym dla nich języku. Lubili go bardzo, niecierpliwie wyczekiwali jego codziennego przyjścia. Czuli wzajemne przywiązanie, cieszyli się ze swego wspólnego istnienia, chociaż nikt z małych osobników nie wiedział po co i dlaczego? Nadeszła wiosna, śniegi stopniały, słońce mocniej przygrzewało, dni były coraz dłuższe, zbliżało się lato. Stado rozrosło się, wykluwały się następne pokolenia, przybywało szałasów na polanie. Życie w gromadce przebiegało pogodnie, przyjaźnie, spokojnie. Pewnego dnia Gospodarz wsiadł na skrzypiący rower i gdzieś pojechał zarośniętą chwastami ścieżyną. Nikomu nic nie powiedział, nie zostawił żadnej wiadomości. Nawet Krasny był zaskoczony, zdążył zobaczyć tylko jego rozkołysane plecy. Niespokojnie oczekiwali jego powrotu. Minął pierwszy dzień, drugi, trzeci. Minął tydzień. Gospodarz nie wracał. Kogut z kurą nie bardzo mogli zrozumieć, co się stało? Początkowo, gdy w pojemnikach była jeszcze żywność i woda, niepokój wśród stada nie był aż tak duży. Ale zapasy szybko się wyczerpały. Podniosły się głosy zniecierpliwienia. Tworzyły się samoistnie grupki kogutów, kaczek, gęsi, indyków. Wszyscy zawzięcie dyskutowali, radzili nad tym co się stało, myśleli o przyszłości. Kaczor o imieniu Krak otwarcie, w obecności całego stada głośno spytał Krasnego, co on jako przewodnik zamierza robić? Kogut rozpaczliwie spojrzał w kierunku zarośniętej ścieżyny, gdzie ostatni raz widziano gospodarza na rozklekotanym rowerze, jakby wierzył, że stamtąd nadejdzie odpowiedź na pytanie zdenerwowanego kaczora. Niestety, nic takiego się nie zdarzyło. Krasny odpowiedział zwracając się do wszystkich członków wspólnoty. - Poczekajmy do jutra, do rana. Wówczas powiem wam co zamierzam uczynić. Nie martwcie się o nic, nie pozwolę by komukolwiek z naszego stada stała się krzywda. Całą noc kogut spędził wraz ze swoją kurą w szałasie, rozmyślając, zastanawiając się. Wreszcie po długich medytacjach i wspólnych rozważaniach postanowili. Było jeszcze ciemno, wszyscy spali w szałasach gdy kura budziła kolejno kaczora Kraka, gąsiora Grega i indora o imieniu Groźny. Wszyscy spotkali się przed świtem w siedzibie Krasnego. On pokrótce przedstawił im powziętą decyzję. Gospodarz odszedł, dlatego Krasny zajmie jego miejsce. Postanowił zostać królem stada, zaś ich tzn. Kraka, Grega i Groźnego ustanowić swymi doradcami. W trójkę stworzą radę, której zadaniem będzie pomagać jemu w rządach. - Znalazłem schowanych kilka worków ziarna -powiedział Krasny- powinno starczyć żywności na najbliższy okres. Ale musimy znaleźć sposób na zaspokojenie apetytów również później. Nie wiem kiedy wróci nasz Gospodarz. Musimy być przygotowani na najgorsze. Może coś się niespodziewanego przydarzyło? Może miał wypadek ? Jestem pewien, że On nas nie porzucił. On wróci i ponownie zaopiekuje się nami. Jest przecież naszym Stwórcą. Odpowiada za nas, za nasze rodziny, za nasze dzieci. Jestem przekonany, że wróci do nas. Przeczekajmy tylko ten pierwszy, najcięższy okres. Dlatego też polecam wam przedstawić mi za kilka dni sposoby pozyskiwania żywności i wody. Rozejrzyjcie się w okolicy, porozmawiajcie ze swoimi podwładnymi, podejmijcie poszukiwania. Wybrana trójka ze zrozumieniem pokiwała swoimi łepkami. Podobało im się to, że Krasny postanowił działać. Przyszłość stada, która od momentu odejścia Gospodarza objawiała się w ciemnych barwach, w tej chwili nabrała wesołych kolorów i światła. Wyszli z szałasu, skierowali się w stronę swoich siedzib. Słońce akurat pojawiło się na horyzoncie. Członkowie wspólnoty budzili się ze snu. Trójka doradców zorganizowała jeszcze w tym samym dniu spotkania z poszczególnymi grupami. Krak przemawiał do kaczek, kur, kogutów i kaczorów, Greg do gęsi i gąsiorów, Groźny do indyczek i indorów. Przemówienia były krótkie i treściwe. Gospodarz odszedł w nieznanym kierunku, na swojego następcę wyznaczył Krasnego, jemu wszyscy muszą się podporządkować. Mamy pewne zapasy żywności lecz nie wystarczą na długo, myśleć powinniśmy o sposobach poszukiwania żywności. Niech nikt się nie martwi, poradzimy sobie. To wszystko. Po przemówieniach stado wróciło do swych szałasów, gdzie nań oczekiwały, wypełnione przez gońców Krasnego, koryta pełne wody i ziarna. Byli syci i zadowoleni. Krasny postanowił przyjąć tytuł Króla Stada. W ciągu kilku dni zorganizowano skromną uroczystość, na której dokonano koronacji. Ż leśnych gałązek zbudowano tron, polanę przystrojono szyszkami, kwiatkami, listkami. Przygotowano miejsca na wypoczynek i małą zabawę. Krasny przechadzał się wśród podwładnych z koroną na głowie, z kurą przy swoim boku. Uśmiechał się, rozmawiał radośnie. Był wyraźnie zadowolony z oddawanej mu czci, wyrazów hołdu i posłuszeństwa. Ten stan mu odpowiadał. Był jedynym władcą. Gospodarza już nie było, nikt nie wydawał jemu poleceń. Krasny czuł swoją władzę, swoją potęgę. Pod koniec uroczystości Król wezwał do swojej siedziby (którą w międzyczasie przebudowano na mały, funkcjonalny pałacyk) trzech doradców. Pragnął usłyszeć od nich propozycje dotyczące problemu braku żywności i wody. Pierwszy zaczął Krak. - Królu, z wodą nie powinno być problemu, niedaleko stąd, w lesie wybija źródełko czystej wody. Wystarczy przekopać kilkumetrowy odcinek kanału, by doprowadzić wodę na naszą polanę. Można też wykopać kanał łączący nasz teren z pobliskim jeziorem, tam wody jest wystarczająco dużo. Jest to znacznie dalej, lecz myślę, że dalibyśmy sobie radę. Możemy też kopać doły, uszczelniać iłem znajdującym się przy brzegu jeziora i zbierać w nich wodę opadową. Krasny przysłuchiwał się z zaciekawieniem. - Ja mam sposób na zdobywanie żywności - odezwał się indor Groźny. - W tej chwili jest pełnia lata, brak żywności nie jest tak kłopotliwy. Zaraz za naszą polaną rozciągają się olbrzymie łąki, stepy. Jest tam dużo różnych robaków, trawek, ziarenek, muszek. Myślę, że powinniśmy wyjść poza naszą polanę, podzielić rejony działania między siebie, zbierać żywność i magazynować ją. Musimy wybudować spichlerze by przechowywać pokarm podczas zimy. Gdy pada śnieg, panuje mroźna pogoda nie sposób wówczas szukać nasion, ziarenek. Trzeba zbierać je dużo wcześniej. Król podparł łepek, zamyślił się. - Groźny ma rację, lecz jego metoda nie jest jedyna -mówił gąsior Greg- Musimy myśleć o solidnym zaopatrzeniu na zimne i mroźne dni, tak by nikt z nas nie cierpiał głodu. Moja propozycja sprowadza się do uprawy pola. Wczesną wiosną, gdy nasz gospodarz przynosił nam do szałasów pożywienie, kilka ziaren spadło tuż obok mojego, przy wyjściu. W tej chwili rosną tam duże łodygi z kłosami, w których znajduje się mnóstwo ziaren. Z jednego ziarna można otrzymać kilkanaście, nawet kilkadziesiąt. Na tym powinniśmy oprzeć nasze zaopatrzenie. na uprawie ziemi i wsadzaniu w nią pojedynczych ziaren. Krasny zaciekawił się tym, co opowiedział Greg. Zaproponował, by pójść przed szałas gąsiora i naocznie się o tym przekonać, zobaczyć jak wyglądają te kłosy pełne ziaren, na wysokich łodygach. Udali się w czwórkę. Rzeczywiście, przy szałasie Grega złociły się kłosy na smukłych nóżkach. - W ten oto sposób powstaje ziarno, którego nam brakuje. To jest też metoda, by w zimie spichlerze były pełne- twierdził gąsior. Krasny dokładnie obejrzał kłosy. Przyznał rację. - No tak, ale w tym roku już nie zdążymy zasiać. Mówisz, że one rosną od wiosny. Z tego wynika, że na razie zmuszeni jesteśmy przyjąć propozycję Groźnego. Na wiosnę będziemy siać. Od jutra zaprzestajemy wydawać pozostałe w workach ziarno, zaczynamy poszukiwania żywności poza polaną. Groźny podzieli stado na grupy i dokona podziału pracy. Uroczystość dobiegła końca. Zmęczeni zabawą biesiadnicy rozchodzili się do swych szałasów ustawionych na polanie. Zapadał zmrok. Nazajutrz rano Groźny przedstawił Krasnemu i jego podwładnym swój projekt, harmonogram pracy. - Przystępujemy do poszukiwania żywności od zaraz. Koguty z kurami kierują się na łąki południowe, gęsi na stepy wschodnie, indyki do lasu, kaczki w pobliże jeziora. niech każde stadko dokładnie spenetruje swój teren i przekaże nam możliwości zbioru. Równocześnie przystępujemy do budowy magazynów i kanału. Wydzielona część kaczorów i gąsiorów będzie przygotowywać teren pod budowę oraz kopać kanał doprowadzający wodę z leśnego źródła. - Groźny począł formować już stado w poszczególne grupy lecz król wstrzymał go skrzydłem. Krasny przemówił. - Członkowie stada !!! Po opuszczeniu nas przez Pana ja zostałem waszym władcą. Waszym królem. Byłem pierwszy na tej polanie, ode mnie zaczęła się historia nasza. Mam więc prawo wami kierować do czasu powrotu, w co wierzę, naszego Gospodarza. Musicie mi okazywać posłuszeństwo, karność, porządek. Wziąłem na swoje barki odpowiedzialność za was, za wasze rodziny i dzieci. Będę robił wszystko by stado rozwijało się harmonijnie, bezkonfliktowo. By każdy z nas niezależnie od tego, czy jest kogutem, kaczką, indykiem czy też gęsią był zadowolony i szczęśliwy. By Pan nasz gdy powróci znalazł swoje stadko w takim stanie, by mógł być z niego dumny. Powołałem trzech przedstawicieli stada, kaczora Kraka, gąsiora Grega i indora Groźnego. Razem będziemy rozwiązywać nasze wspólne problemy. Czekają nas trudności. Nikt już nam nie przyniesie do szałasów żywności, musimy się sami o nią postarać. Lecz zaufajcie mi i waszym przedstawicielom. Nie zawiedziemy was. Mamy wiele planów i pomysłów. Począwszy od dzisiaj zaczynamy konkretnie działać. Indor Groźny zgłosił plan pozyskiwania żywności, na który przystałem. Dzisiaj wyruszamy w kierunkach wskazanych przez niego. Ziarno, które nam pozostało przeznaczymy na wiosenny siew, by później zebrać go kilkakrotnie więcej. Wierzę, że poszukiwania zakończą się sukcesem. Wśród członków stada przeszedł szmer, nie wiadomo, aprobaty czy też niezadowolenia. Groźny jednak nie pozwolił na zbyt długie rozmyślania i zastanawiania się. Wraz z kaczorem Krakiem i gąsiorem Gregiem szybko uformowali ptactwo w szeregi, powyznaczali przewodników poszczególnych grup, wskazali ustalone wcześniej kierunki i wyruszyli. Krasny wrócił zaś do szałasu - pałacyku i tam w towarzystwie kury spędził cały dzień medytując w ciszy. Przed zapadnięciem zmroku poszczególne grupki drobiu wracały do swych siedzib. Rezultaty poszukiwań przeszły najśmielsze oczekiwania Krasnego i jego doradców. Okazało się, że w pobliżu polany jest mnóstwo wszelakiego rodzaju żywności. Uśmiechnięte twarze indora, kaczora i gąsiora przy składaniu meldunków świadczyły o wielkim szczęściu i zadowoleniu. Groźny opowiadał o wielkich leśnych przestrzeniach pełnych wysokich drzew, wśród których rosły smaczne bulwy, korzenie. Greg o olbrzymich łąkach z trawami o jędrnym i dojrzałym ziarnie. Krak pęczniał z radości mówiąc o wspaniałych, podmokłych terenach pełnych drobnych żyjątek i stworków, o jeziorze z pluskającymi rybkami. Przyszłość wydawała się im być bezpieczna i dostatnia. Krasny w milczeniu przeżywał wspólną radość i zadowolenie. Pochwalił swych współpracowników za wypełnione zadania. - Jesteśmy uratowani. Nie musimy się martwić gdy nadejdą zimne dni. W tej chwili najważniejszą dla nas rzeczą jest wykonanie odpowiednich zapasów, zmagazynowanie ich w spichlerzach. Musimy doprowadzić też wodę. Od jutra rozpoczynamy intensywną pracę. Zrobili tak jak powiedział Krasny. Podzieleni w odpowiednie grupy przystąpili do zbiorów żywności. Zebrane plony przenosili na polanę i układali w szybko budowanych w tym czasie podziemnych magazynach. Grupa kaczek kopała kanał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stado I — czytnik · opowiadania