Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 30 min czytania

Stanisław&Fred: Stanisław wyjeżdża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie był zachwycony tym pomysłem. Właściwie to w ogóle mu się nie podobał.... No, ale cóż dyrektor szkoły go wysyłał na tą głupią konferencję i nie miał właściwie wyboru. Choć właściwie miał wybór: mógł pojechać lub żyć z zasiłku dla bezrobotnych na co niestety nie mógł sobie pozwolić choćby dlatego, że utrzymywanie głowy żyjącej w słoiku bywa dość kosztowne..... Więc postanowione. Jedzie na konferencje. To jednak stawiało przed nim następujący problem: co zrobić ze słoikiem? Teoretycznie mógł go zabrać, ale jeżeli kontrola celna zacznie grzebać mu w torbie to pojawią się pytania. Pytania zmienią się w oskarżenia, a oskarżenia w wyrok. Natomiast jeżeli zostawi Freda to na pewno ten nie będzie zadowolony i będzie wrzeszczał jak Stanisław wróci o to, że go nie karmił. Cóż.........Freda to nie obchodził ,że on już przecież nie jada bo niema układu pokarmowego.....Odkąd zamieszkał ze Stanisławem nabrał ogłady i stał się bardziej miły. Bierze ze sobą Freda. Postanowione. Dwa dni później był już spakowany i gotów do drogi. - Nie zrobisz mi tego! - wrzasnął Fred - a jeżeli zrobisz to przy pierwszej okazji odgryzę ci palca! Dwa palce! Całą dłoń! - Ale zrozum, że nie mogę cię trzymać na kolanach w pociągu..... część ludzi mogłaby..... - Stanisław szukał właściwego słowa. Fred był bardzo czuły na swoim punkcie -nie odpowiednio zareagować. - Sam mnie zdewaloryzowałeś! - Mówi się "dokonałeś na mnie dekapitacji" Fredziu - A co za różnica?! I nie nazywaj mnie FREDZIU! Jestem SIERGIEJ! - Mam pewien pomysł..... ale zastosuje go tylko pod warunkiem, że będziesz się zachowywał w pociągu jak na grzeczną główkę przystało. Fred skwitował to paroma określeniami po rusku których znaczenia Stanisław mógł się jedynie domyślać. - Więc jeżeli będziesz grzeczny to mam tu gdzieś jakąś starą torbę na kręgle... tylko słoik się do niej nie zmieści więc włożę tam samą twoją głowę - Może być. - Ale będziesz musiał być cicho bo o ile słoik trochę tłumił twoje gadanie o tyle w pociągu będzie cię słychać. - Masz moje słowo - powiedział Fred po czym uśmiechnął się w podejrzany sposób. I tak oto godzinę później jechali pociągiem na Ukrainę. Stanisławowi udało się znaleźć pusty przedział mimo iż w reszcie wagonu było dość tłoczno. Nie wiedzieć czemu ludziom przeszkadzał brak szyby. A szkoda bo wpadający do przedziału śnieg dawał urocze wrażenie. Niestety po około godzinie jazdy pojawił się kłopot. Do przedziału weszła zakonnica i zajęła miejsce na przeciwko Stanisława. Zakonnica jednak wyciągnęła pismo święte i pochłonęła ją ta jakże pasjonująca lektura. Nie zauważyła nawet, że na siedzeniu obok Stanisława leży torba na kręgle. - Dziwka! - rozległ się głos w przedziale. Zakonnica uniosła oczy z nad lektury i spojrzała na Stanisława. - yyy... Dziwna ta pogoda prawda? - odpowiedział nerwowo klepiąc starą torbę na kręgle. - Tak. Jak to w grudniu. - po czym wróciła do lektury. - Ladacznica! Zakonnica znów uniosła wzrok tym razem jednak nieco się zarumieniła. - Lada cznie się wiosna, prawda? - rzekł szybko Stanisław poklepując torbę nieco mocniej. Zakonnica nie zwróciła na niego uwagi i już po chwili znów czytała. - Sługuska szatana!- zakonnica tym razem spojrzała z mordem w oczach. To ją naprawdę zdenerwowało. - Gdzie strumyk płynie z wolna....- zaczął Stanisław bardzo nerwowo. Zakonnica jednak wyjęła już krucyfiks. - Wypędzam cię demonie! - wrzasnęła. - Może to przedyskutujemy? Rozumiem. Ma pani prawo być zła...- nie dokończył bo dostał krucyfiksem w głowę - ale tak to się bawić nie będziemy! Wstał i przy następnym ciosie zakonnicy [a przyznać trzeba, że siłę miała niezłą] wykręcił jej rękę i kopnął w plecy. - Rzuć krucyfiks, kobieto! - Et dominicus sant patri....- zaczęła. Stanisław znał to zaklęcie. Przywoływała anioła do pomocy. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyjścia. Chwycił zakonnicę i wywalił ją za okno przez folię chroniącą przed mrozem - Chce anioła do pomocy to niech jej pomoże. Złapać stopa. - skomentował Stanisław - Hehehe - zanosił się śmiechem Fred - a to dobre. Już miałem zaczynać wierzyć, ze jesteś dobrym człowiekiem... A tu nagle ta zakonnica! Stanisław tego nie skomentował. Chciał aby Fred był kiedyś dobrym człowiekiem. Jednak skoro widział jak wywala zakonnice przez okno rozpędzonego pociągu to już chyba nigdy nie uwierzy, ze Stanisław był kiedyś porządnym człowiekiem. Trudno. Do granicy Polsko-Ukraińskiej dojechali bez problemu. Jednak pech chciał, że na przejściu akurat kręcono kolejny odcinek "Granic" dla TVNu i celnicy sprawdzali każdy bagaż w celu znalezienia czegoś co by było przemycane. Do przedziału Stanisława wpadł jakiś pijany Ukrainiec z czerwoną szmatą zawiązaną na czole na styl Rambo. Zaraz za nim wkroczył kamerzysta. - Nio tio Tiowarzysziu otwiernij bagaże.- odezwał się celnik. Stanisław nie wiedział czy jego głos jest tak bardzo przepity czy tylko stara się brzmieć jak prawdziwy twardziel. - Yyy... czy to konieczne? Jestem tylko zwykłym pasażerem... A ci z sąsiedniego przedziału wyglądają jakby coś przemycali! - Otwiraj, otwiraj. Tak więc Stanisław otworzył wielką walizkę w której przewoził wszystkie ubrania. - A cio z tią tiorbią na kręgle? - Jaką torbą? - celnik wskazał na torbę wciśniętą pod siedzenie - Aaaa tą torbą! To... ten.... przewożę tam hermetycznie zamknięte szczepionki.... jak się otworzy to ten.... to już nie będą hermetycznie zamknięte.... Więc nie można tego otworzyć. Celnik poprawił szmaty wepchnięte w rękawy kurtki które miały imitować mięśnie. Pomyślał co zrobić. Normalnie walnął by Stanisława w twarz tak aby na początek wypadło mu kilka zębów albo wziął łapówkę i go puścił. Jednak była z nim telewizja, a to utrudniało pracę. - Nio otwiraj! Czigo się boisz? Chiba ni maszy tam głowy - celnik zaczął się śmiać. - Głowy? Ha ha, a to dobre.. głowy.... - zaczął się nerwowo śmiać. Chyba nie było wyjścia. Stanisław podał torbę którą celnik otworzył po czym szybko zamknął tak by kamerzysta nie mógł zajrzeć do środka. Podał torbę szybko Stanisławowi po czym wyszedł z pociągu i pobiegł do domu. Do pracy już nigdy nie wrócił. A za każdym razem gdy w przyszłości przypominała mu się głowa która się do niego uśmiecha i mruga na jego widok zaczynał pić więcej niż zwykle. Tak więc Stanisław dojechał na Ukrainę. Musiał się jeszcze tego dnia jedynie zameldować w hotelu, a od jutra konferencja. Okazało się, że hotel jest właściwie dość luksusowy jak na konferencje na którą wysyła się nauczyciela oraz jak na Ukraińskie standardy. No może nie był bardzo luksusowy, ale belki które podtrzymywały balkony by te się ostatecznie nie rozpadły wyglądały na dość mocne. Poza tym gazety które zostały użyte do zaklejenia dziur w oknach nie były jakimiś zwykłymi gazetami, ale tymi droższymi. A przynajmniej Stanisław miał taką nadzieje. Wszedł do środka i podszedł do recepcji. - Wypieprzaj brudasie żebrać na ulicy! - wrzasnął recepcjonista. - Yyy.... ja przyjechałem na konferencje...- zaczął nieśmiało Stanisław. - A no tak! - twarz recepcjonisty schowała się za okropnie nie szczerym uśmiechem. To taki rodzaj uśmiechu którego nie chce się zobaczyć na twarzy lekarza mówiącego "Wszystko będzie w porządku." - A co do tego co powiedziałem wcześniej - zaczął się tłumaczyć recepcjonista - to takie tradycyjne, ukraińskie powitanie ludowe - Zanim odprowadzę pana zwłoki.... Pana osobę miałem na myśli! Więc zanim odprowadzę pana osobę do pokoju musi pan podpisać ten skromny formularzyk. Dotyczy uczestnictwa w konferencji. Recepcjonista wyciągnął kartkę na której coś było zapisane bardzo małym druczkiem. Tak małym by rozczytanie tego przed podpisaniem było praktycznie nie możliwe. - Czy mi się zdaje czy tu pisze "Oraz zgadzam się na przekazanie moich organów wewnętrznych..." dalej jest zamazane.... - No wie pan.... Hmm.... A po co to czytać? To taki prawniczy żargon. Chodzi o to, że zgadza się pan na udział w konferencji oraz na DARMOWY pokój - słowo darmowy niemalże wywrzeszczał do ucha Stanisława. - Tak też myślałem. Ci prawnicy posługują się dziwnym językiem.... - coś tu Stanisławowi porządnie śmierdziało. I bynajmniej nie były to skarpetki które mu się przepociły w trakcie podróży. Nie był to również zapach grzyba jakim był pokryty cały sufit hotelu. Coś tu było bardzo nie tak....

- I przestań narzekać! - zakończył swój dość długi monolog Stanisław - Może i ten hotel odbiega od norm Unijnych, ale co z tego? Przeszkadza ci tu coś? - Zaczynając od smrodu, a kończąc na dźwiękach jednej wielkiej orgii dobiegającej zza ściany? - zgryźliwie zapytał się Siergiej. - Niektórym się nigdy nie dogodzi! Powinieneś być wdzięczny, że cię w ogóle zabrałem bo...- Stanisław nie dokończył gdyż rozległo się pukanie do drzwi. - Kolacja! - rozległo się wołanie. Jednak nawoływanie to było bardziej w stylu: "Otwieraj bo i tak wejdę, a wtedy pożałujesz". Stanisław poszedł otworzyć drzwi i wpuścił lokaja. - Yyyyp! - dało się słyszeć stłumione westchnienie Siergieja który był przykryty poduszkami. W między czasie lokaj wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi z taką siłą iż jedynie cud sprawił, że nie wypadły. Co do lokaja natomiast wyglądał on wysoce nie lokajowo. Było to bardziej połączenie płatnego mordercy Ivana z Amerykańskich filmów z człowiekiem stojącym na bazarach i handlującym bronią. Widząc takową postać miało się ochotę zjeść wszystko co przyniósł byleby wyszedł jak najszybciej nie robiąc nam przy tym najmniejszej szkody.... Problem w tym iż wcale nie sprawiał wrażenia lokaja..... - Ty iść na konferencja! - rzucił w stronę Stanisława nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do tego czy było to pytanie. - yyy.... Teraz? Jest północ! - oburzył się Stanisław. Sytuacja zaczęła mu się nie podobać. - Ty nie masz wyjście. Ty iść - wskazał na drzwi po czym zrobił Groźny Wyraz Twarzy Znaczący Że Ma Ochotę Kogoś Skrzywdzić. - Właściwie i tak miałem się przejść.... - i Stanisław ruszył w stronę drzwi.... Teoretycznie nie powinien jeszcze narzekać bądź bać się.... No bo w końcu czego? Jakiś miły człowiek który po prostu ma zły dzień chce go zaprowadzić do sali konferencyjnej. A jak wiadomo wyglądem nie ma co się sugerować, nawet jak ktoś ma blizny po pocięciach nożem na twarzy, a na szyi [dość sporej nawiasem mówiąc] więzienne tatuaże. Bo ludzie w końcu po to idą do więzienia żeby się zmienić i zresocjalizować. A to, że właśnie wepchnął go do piwnicy o niczym nie świadczy..... I to, że wyciąga duży rzeźnicki nóż, a na zakrwawionej podłodze stoi stół jak z sali operacyjnej..... - Co tu się właściwie dzieje?! - wrzasnął Stanisław. - Ty podpisać w recepcja, że ty być dawca organy. Ja te organy zabrać. - Ja rozumiem, ale.... Czy dawcą organów nie zostaje się po śmierci?! - Stanisław przejawiał pewne wątpliwości natury wręcz diabolicznie etycznej. - Tak, ale my je wziąć już teraz. Ty się nie bać jak my je zabrać ty móc żyć dalej. - Rozumiem....- nie wydawał się być bardzo przekonany takimi zapewnieniami więc postanowił rozwiać ostatecznie wszelkie wątpliwości - A które organy ty chcesz mi zabrać? - Serce, płuca i wątrobę jeśli ty nie pić dużo alkohol. - Ale ja bez tych organów umrę! - To już nie nasza sprawy czy ty woleć żyć czy umierać! - usprawiedliwił się lokaj. - Naprawdę chciałem być pokojowo nastawiony... Ale wy chyba nie zostawiacie mi innej opcji! A ja z natury taki spokojny jestem.... Stanisław wywrócił stół stojący na środku co odwróciło uwagę chirurga samouka [w co nikt chyba nie wątpi] akurat na tyle, że nauczyciel historii wytrącił mu z ręki skalpel. Nie należał jednak do osób nad wyraz brutalnych [co oznacza, że starał się nie mordować więcej niż dwie osoby w miesiącu] i dlatego szybko wybiegł z piwnicy. Trzeba było w końcu uciec. Pozostawał jednak Fred. Może był i gderliwym zakutym łbem, ale był też w pewien sposób jego przyjacielem. A przyjaciół się nie zostawia w takich momentach. Pognał więc szybko po schodach i korytarzami starając się odtworzyć w pamięci przebytą wcześniej drogę. Po paru minutach udało mu się dobiec do drzwi swojego pokoju. Wpadł do środka nieźle zdyszany, a Fred tymczasem zdążył się wyturlać spod poduszki i ułożyć wygodnie na łóżku. - I co Stasiu? Czyżby nas tutaj nie lubili? - zapytał z taką ilością jadu w głosie jak tylko mógł. - Milcz Fredziu, wyjeżdżamy! - wydyszał pakując jednocześnie torbę. - Nie Fredziu tylko Sierg....- Stanisław wepchnął go do torby którą w pośpiechu zamknął. Jest czas na myślenie i czas na ucieczkę. Ten czas natomiast należał do uciekania w popłochu. Tak więc nauczyciel historii zabrał wszystkie torby i ruszył w paniczną ucieczkę. jednak gdy tylko doszedł do schodów zobaczył iż na górę wdrapuje się już jego nie doszły lekarz [zapewne ostatniego kontaktu]. Trzeba było uciekać i to niezwykle szybko. Starając się nie zabijać za dużo osób przy tym gdyż w recepcji pozostawił swój adres, a zdrowy rozsądek podpowiadał, że zazwyczaj szuka się ludzi organizujących masakry w hotelach. Odwrócił się i ruszył biegiem przez korytarz. W tak wielkich hotelach na filmach zawsze są schody z dwóch stron korytarza.... Cóż jednak to był wschód... Tutaj zamiast czerwonego dywanu były gazety, a zamiast drugich schodów.... Dziura w podłodze. Poprawka: paropiętrowa dziura oznaczająca śmierć dla każdego kto chciałby w nią wskoczyć, a kto nie był Bondem. Trzeba było poszukać innej drogi ucieczki oraz wziąć poprawkę na to, że ten nie miły człowiek zbliżał się do niego coraz bardziej. Wtem zaświtała mu myśl. Mimo iż człek ten który okazał się jego wrogiem na pewno przywykł do śmierci to zapewne nie przywykł do gadających głów. Powoli rozpiął torbę, odwrócił się tyłem do najeźdźcy tak by ten za wcześnie nie zauważył zawartości po czym rzucił głową [wyrażającą w trakcie lotu po rusku nie zadowolenie z tego pomysłu]. Lokaj zadziałał jak typowy człowiek. Złapał to co leciało w jego stronę. - I co się gapisz brzydalu?! Głowy żeś nie widział? A teraz mnie odstaw nim.... - lokaj odrzucił głowę i pobiegł schodami w dół - Nie myśl, że ujdzie ci to płazem! Przez ciebie rozbolała mnie głowa! Stanisław podbiegł podniósł głowę swego przyjaciela i wpakował do torby nie tracąc czasu na wysłuchiwanie gderania. Trzeba było wiać i to jak najszybciej. Zbiegł po schodach na sam dół z nadzieją, że nikt nie będzie go wyczekiwał. Na szczęście miał rację. Wybiegł przed hotel i wskoczył do pierwszej lepszej taksówki stojącej przed hotelem. Taksówka ta nie odstawała standardami od hotelu co oznacza, że była tak przerdzewiała iż cudem było, że się nie rozleciała. Natomiast co do kierowcy.... Wydawał się lekko nie trzeźwy. Właściwie to dobrze, że trzymał się kierownicy bo inaczej już dawno padł by na siedzenie. - Gdzie panów zawieźć? - wydyszał z siebie z trudem. Stanisław rozważył…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stanisław&Fred: Stanisław wyjeżdża — czytnik · opowiadania