Fantastyka · 8 min czytania
Stanisław&Fred: Wilkołaki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był zdenerwowany. Zdenerwowany jak mało kiedy. Potrafił znieść wiele, naprawdę wiele i w okresie jego długoletniej pracy jako nauczyciela historii i wróżbity (musiał dorabiać by utrzymać w miarę wysoki standard życia) spotykał się z wieloma rzeczami które mogły go wyprowadzić z równowagi.... Ale to... to było po prostu potworne! Nigdy nie życzył nikomu nic złego, ale ten kto to zrobił powinien ginąć długą powolną śmiercią... Na Boga wszechmogącego! Dlaczego jego marchewki?! Pielęgnował je i troszczył się o nie..... eksperymentował siedem długich lat z ilością wody i nasłonecznieniem. Próbował różnych nawozów i wreszcie w tym roku wyhodował idealne marchewki..... Póki coś ich nie zeżarło. Choć, nie..... właściwszym określeniem byłoby nadżarło. W końcu część jeszcze została.... nadgryziona lub podeptana, ale została. - Ehhh..... Dopadnę cię ty.....-nie dokończył. W końcu nauczycielowi nie wypada przeklinać. Wyrzucił resztki marchewek do kubła na śmieci po czym poszedł do domu opracowywać plan. I to nie byle jaki plan tylko Plan. Prawdziwy Plan który pomoże mu powstrzymać dręczycieli jego małych i bezbronnych marchewek. Bo głupi nie był i wiedział, że skoro ktoś wyżerał (nadżerał, poprawił się w myślach) od kilku nocy to dziś też się pojawi. A on będzie przygotowany....W końcu świat nie zna tak nieposkromionego gniewu jak gniew kogoś komu zostały wyżarte (nadżarte znaczy się) marchewki. Nie wiedział jednak czy ma do czynienia z istotą ludzką czy może jakimś nadprzyrodzonym nadżeraczem marchewek z innego wymiaru. Dlatego poszedł do swojej sypialni otworzył szafę na ubrania (w której bynajmniej nie trzymał ubrań) przy pomocy specjalnej karty magnetycznej po czym przyjrzał się zawartości.... - O...kogo ja to widzę! Pan sadysta sobie przypomniał o mnie? - odezwała się głowa Freda zamknięta w dużym słoiku do kiszenia ogórków. - Zamknij się Fred nie mam czasu- burknął od niechcenia pochłonięty wyborem odpowiednich gadżetów. -Ile razy ci mówiłem?! Nazywam się Siergiej a nie żaden Fred! I przysięgam, że kiedy się stąd wydostane i znajdę moje ciało to.....- nie dokończył gdyż drzwi szafa zostały zamknięte z pośpiechem człowieka który wpadł na dobry pomysł. Rozrzucił na stole wszystko co ze sobą zabrał i zaczął przygotowywać sprzęt. -Jak za starych dobrych czasów - westchnął. Akurat kiedy zaczęło się ściemniać miał już gotowy cały ekwipunek: kuszę z celownikiem optycznym, kołek i wodę święconą ( w końcu nigdy nie wiadomo co nadżera marchewki). Po chwili usiadł przy oknie schowany za zasłoną i nasłuchiwał czy to coś się nie zbliża. Po godzinie kiedy zrobiło się zupełnie ciemno założył noktowizor i wypatrywał psychopaty który dokonywał tak potwornych zbrodni.... Koło trzeciej nad ranem miał już zrezygnować i pójść do łóżka kiedy usłyszał szmery na podwórku. - A to tupeciarz! - wyszeptał - Korzysta z mojej furtki! Odczekał chwile żeby się upewnić, że rzeczywiście coś słyszał poczym powoli i jak najciszej jak mógł wyszedł na podwórko. Doszedł na palcach dość blisko tego zwyrodnialca który nic nie słyszał gdyż zbyt był zajęty nadżeraniem kolejnych marchewek. Kiedy podszedł dość blisko tego czegoś nie mógł uwierzyć własnym oczom. - To będzie prostsze niż myślałem... -wyszeptał. Wtem wilkołak odwrócił się w jego stronę... Pierwsze co to wielki szok. Był przygotowany na wszystko no, ale wilkołak nadżerający marchewki?! Bardziej by pasowało surowe mięso i to najlepiej ludzkie.... Odrzucił kuszę na bok (w końcu jeden bełt ze srebrnym grotem kosztował bajońskie sumy) i sięgnął po łopatę leżącą na ziemi. Wilkołak…