Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 22 min czytania

STANY GRANICZNE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

STANY GRANICZNE z cyklu WYZNANIA SMAKOSZA. {i} 1. Uwielbiam stany graniczne mojej świadomości – stany zawieszenia pomiędzy literaturą a życiem, dziewczyną a marzeniem, snem i jawą, w końcu pomiędzy kreacją a jej końcowym efektem. Mają one pewien własny rytm narracji, który najlepiej oddaje estetyka postmodernizmu. Pojawia się kontekst, w którym kończymy z imitowaniem rzeczywistości – akt kreacji staje się bez reszty grą wyobraźni. Czy jest więc to ucieczka od rzeczywistości? Wręcz przeciwnie – w pewnej perspektywie rzeczywistość staje zwykłym tekstem a zadaniem sztuki jest spowodowanie abyśmy nauczyli się go czytać. Powstaje przewrotna sytuacja – uwalniający powieść od celów pozaliterackich postmoderniści w praktyce twórczej raz po raz wpadają w „sam środek życia” w jego najbardziej naturalistycznej postaci. Co więc realnie wnosi postmodernizm? Moim zdaniem zupełnie nową „perspektywę widzenia” - skrajnie ostrą i skrajnie szczerą. Postmodernizm jest nim o tyle tylko, o ile odrzuca wszelki fałsz recepcji – ludzie są nimi o tyle tylko, o ile cierpią, nienawidzą i kochają naprawdę. Ale w ten sposób wracamy do pierwotnego znaczenia takich pojęć jak nienawiść czy miłość – odrzuconych i wyśmianych przez różnych „nowoczesnych estetów”. Lubię obrazy pewnego nurtu wewnątrz hiperrealizmu – twórcy z iście fotograficzną dokładnością oddając detale opowiadali pewną historię, wydarzenie, anegdotę. Jest to miejsce, w którym wnoszona przez postmodernizm wrażliwość jest obrazowana w sposób tworzący sytuację estetyczną (zgodnie ze znaczeniem tego pojęcie nadanym mu przez M.Gołaszewską). Do jej odczytania potrzebna jest niezwykle drobiazgowa analiza wszystkich detali. Programowa gloryfikacja nieprzekłamanej rzeczywistości znajduje swoje odbicie w właśnie w kulcie szczegółów. Dlaczego lubię ten nurt? Bo tu każdy obraz jest zagadką do rozwiązania. Przeżywamy potem coś bardzo prostego (każde przeżycie estetyczne sprowadza się do prostych uczuć – trzeba się do tego przyznać i nie wolno się tego wstydzić) ale najpierw trzeba rozwiązać zagadkę. Mam właśnie przed sobą kolorową reprodukcję – to dziewczyna czesząca włosy przed lustrem. Teraz analiza szczegółów... Do diabła, nie umiem się skoncentrować. Coś mnie rozprasza... Nagle dociera do mnie z przeraźliwą jasnością – ta twarz to ONA. Po chwili przytomnieję – to nie może być ona, ale podobieństwo jest wręcz łudzące. {/i}

2. Mam siedemnaście lat. Jestem instruktorem na obozie harcerskim i członkiem kadry jednego z podobozów. Los obdarowuje mnie dziwnym przypadkiem – sam dostaję namiot ósemkę. Dla młodego chłopca ta sytuacja jest prawie szczytem marzeń – w nocy odwiedza mnie Beata, instruktorka z sąsiedniego podobozu. Podoba mi się, ale brak w tym prawdziwego uczucia - fizyczny pociąg do dziewczyny zdominował wszystko. Moje prawdziwe życie zaczyna się pewnego wieczora gdy wracam z narady w komendzie zgrupowania. Wokół panują niewiarygodne ciemności. Bywają takie noce – idę jak ślepiec przez las zgodnie z zapamiętanym kierunkiem i z wyciągniętymi rękami, co pozwala mi nie nadziać na jakąś gałąź. W końcu trafiam na swój namiot - dochodzę do swojego hamaka i czuję, że Beata już w nim leży. Całuję ją i bez słowa (zawsze staraliśmy się być cicho) przechodzę to fazy, którą wojskowi określają, jako przygotowanie artyleryjskie a pozbawieni wyobraźni seksuolodzy – grą wstępną.. Nie śpieszę się – Beata zwykle bardzo powoli osiąga stan gotowości. Musiała na mnie czekać – tym razem jej ciało reaguje bardzo szybko. Pod palcami czuję, że robi się wilgotna i silnie obejmuje mnie za szyję. Ja jednak dostrzegam, że ułożyłem się wyjątkowo niewygodnie – jestem na samej krawędzi a rurka wpija mi się boleśnie w biodro. Dlatego cicho mówię jej do ucha: - Beatko, posuń się! W odpowiedzi słyszę równie cichy i jakby rozmarzony głos: - Nie jestem Beata tylko Ewa. Miałem długie do ramion włosy ale przysiągłbym, że stanęły mi dęba na głowie. - Oj , przepraszam – mówię nie starając się specjalnie o ściszenie głosu. Szybko ewakuuję się z namiotu i rozglądam dookoła. Jest już znacznie jaśniej – księżyc wyjrzał zza chmur – i bez większego trudu rozpoznaję otoczenie. Okazuje się, że nie pomyliłem namiotów tylko podobozy! Szybko wracam do siebie. Beata mocno śpi. Kładę się obok niej – nie mam już jednak ochoty na seks. W mojej głowie kłębi mi się masa niespokojnych myśli. Właściwie to popełniłem przestępstwo – ta dziewczyna nie była instruktorką jak Beata, na tego typu relacje wśród kadry patrzono przez palce. A to była uczestniczka, a więc dziewczyna, której byłem winien pomoc i opiekę. Na dodatek w tym namiocie musiały być inne uczestniczki. Czy coś zauważyły? Jeśli tak, to może być afera. Następnego dnia kątem oka obserwuję dziewczęta z tamtego podobozu z obawą oczekując jakiejś widocznej reakcji. Nic takiego się jednak nie dzieje. Incydent przeszedł nie zauważony. Po obiedzie idziemy do pobliskiego jeziora umyć menażki. Mam coś do załatwienia u kwatermistrza dlatego przychodzę mocno spóźniony – pozostali już wrócili do podobozu. Nabieram wody i starannie myję menażkę. Po chwili słyszę cichy głos za moim prawym ramieniem: - To ja jestem Ewa. Odwracam się gwałtownie. Stoi przede mną z menażką w dłoni. Na pozór szara myszka – w odróżnieniu od innych dziewcząt, które nawet w obozowych warunkach nie zapominały o fryzurze i widocznym makijażu Ewa ma włosy spięte w prosty kok i spokojną twarz pozbawioną wszelkich widocznych śladów malunku. I piękne, czarne oczy - nie ma w nich śladu żalu ani pretensji. - Słuchaj – mówię – ja cię bardzo przepraszam....Przerywa kładą palec na moich ustach. - Nie masz za co przepraszać, przecież nic się nie stało – mówi to z ogromną łagodnością w głosie. Gdybym miał ją opisać z perspektywy dzisiejszych wspomnień wymieniłbym dwie cechy – niezwykłą łagodność i naturalność. Nigdy nie znalazłem w niej śladów gry czy udawania. W tym momencie mnie to dopada. Myślałem do tej pory że „miłość od pierwszego wejrzenia” to pomysł z głupich filmów dla afektowanych pensjonarek. A ja się zakochuję – nagle, po raz pierwszy w życiu i kompletnie nieprzytomnie. Po prostu nagle czuję, że kocham tę dziewczynę i że nic innego się nie liczy. Stoję przed nią trzymając ją za ręce i nie wiem co mam powiedzieć. Mam łzy w oczach. Ewa widzi to i uśmiecha się. Stoimy tak bez słowa i chyba dość długo. Z letargu budzi mnie chrząknięcie: Przy jeziorze przykuca Marek, nasz oboźny, z którym przyjaźnię się od lat. Marek zanurza w wodzie menażkę i nie patrząc na nas mówi: - Za godzinę mamy naradę u komendanta. Nie spóźnij się. To jest wyraźny sygnał. Biorę Ewę za rękę i odchodzimy w las. Stajemy na niewielkiej ale dokładne osłoniętej przez wzrokiem wścibskich polance. - Chcę ci powiedzieć .... Znowu nie pozwala mi skończyć. Całuje mnie w usta – bardzo delikatnie jakby bała się, że jestem z kruchego szkła. Jestem mniej delikatny – obejmuję ją gwałtownie i przyciągam do siebie. Teraz ona na łzy w oczach. Co czuje? Czy to co ja? - Nie wypuszczę cie – mówię jej do ucha – teraz nikt mi cię nie odbierze. - Nie wypuszczaj – mówi z uśmiechem – trzymaj mnie mocno, chcę to czuć. I staje się coś co od tej pory będzie niezmiennym elementem naszego związku – stoimy objęci, czuję ciepło jej policzka obok swojego i jestem niewymownie szczęśliwy. Nic nie robimy – po prostu przeżywamy się nawzajem.. {i} 3. Postmodernizm oskarżany jest o kompletną bezideowość. Przytoczę tu obszerny fragment wiersza Jacka Kaczmarskiego Postmodernizm: Wszystko wolno! Hulaj dusza! Do niczego się nie zmuszaj! Niczym się nie przejmuj za nic! Nie wyznaczaj sobie granic! I nie próbuj nic zrozumieć, Nie pochodzi - mieć - od - umieć. Możesz wierzyć, lub nie wierzyć, Nic od tego nie zależy. Nie wyznaczaj sobie zadań - Kto się nie wspiął - ten nie spada, A kto pragnie być na szczycie - Będzie spadał całe życie. Nie stać cię na luksus troski, Jesteś wszakże dziełem boskim, No a Boga przecież nie ma, Więc to tyle na ten temat. Wszystkie mody, wszystkie style Równie piękne są i tyle. (Lub, jak chcesz, równie szkaradne - Konsekwencje tego żadne). Zachwyt tyle wart, co wzgarda, Stryczek tyle, co kokarda, Prawda tyle, co jej brak, Smaku brak - tyle co smak. Tego typu recepcja postmodernizmu jest równie powszechna, co radykalnie błędna. Stanowi ona efekt braku intelektualnej dyscypliny – pomieszania sytuacji estetycznej z intelektualnymi środkami służącymi do jej osiągnięcia. Twórcami tych środków (a więc twórcami fundamentów postmodernizmu) byli wielcy demaskatorzy rzeczywistości: Marks, Freud, strukturaliści tacy, jak Lacan. Derrida, Foucault czy Althusser. A to tylko wybrane nazwiska. Jednak zabieg demaskacji, demistyfikacji, destrukcji pola dialogu oznacza pewien finalny efekt – jeśli odrzucimy świadomość fałszywą dotrzemy w ten sposób do PRAWDY przez duże P. Jest to niesłychanie trudne na gruncie filozofii – ale oto mamy do czynienia z czymś bardzo zaskakującym. To co na gruncie filozofii jest na granicy wykonalności niejako automatycznie rodzi sytuację estetyczną. Filozof się biedzi, poci, przełamuje kolejne tabu i bariery – obserwując ten sam intelektualny moment poeta wie, czym jest PRAWDA, MIŁOŚĆ, ODDANIE, bo je po prostu czuje. Ale czuje tylko dlatego, że filozof utorował mu drogę. Gdyby nie wysiłek filozofia też by czuł – ale byłby to mit zamiast PRAWDY, seks miast MIŁOŚCI, psychiczny przymus miast ODDANIA. Skrajna szczerość postmodernistycznej frazy eliminuje z ego nurtu bardzo wiele nazwisk – listę postmodernistycznych twórców trzeba byłoby napisać zupełnie od nowa. {/i}

4. - Spóźnisz się – Ewa przywraca mnie do rzeczywistości. - Nic mnie to nie obchodzi, nie chcę się z tobą rozstawać. - Nie rozstaniemy się. - Spotkajmy się … tutaj … jak wszyscy pójdą spać. - Dobrze – odpowiada z uśmiechem. Idziemy w kierunku mojego podobozu trzymając się za ręce i nie umiemy się od siebie odkleić. Już zza drzew widać namioty - Ewa wciąga mnie za grube drzewo. Ostatni pocałunek i ucieka. W naradzie uczestniczę bo jestem obecny – a tak w ogóle to mnie nie ma. Komendant rozdaje zadania i rozchodzimy się. Marek jednak widzi, że dzieje się ze mną coś dziwnego i wciąga mnie do swojego namiotu: - Co jest grane? – pyta bezceremonialnie. - Jesteśmy przyjaciółmi? – odpowiadam pytaniem. Jest zdziwiony i chyba nieco zaniepokojony – w naszych rozmowach nigdy nie pojawiał się tak wysoki ton. Tak – odpowiada z pełną powagą. - Zakochałem się – mówię po prostu. Spodziewałem się co najmniej serii złośliwych uwag ale nie doceniłem go. - Bądź ostrożny – mówi po dłuższym namyśle. Oznacza to po prostu, że zrobi dla mnie coś co ja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
STANY GRANICZNE — czytnik · opowiadania