Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 27 min czytania

Stary Kocur

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Stary Kocur

Początek snu

Radek z Ewą byli parą już od ponad dwóch lat, jednak przez ostatnie osiemnaście miesięcy ich związek nie należał do najszczęśliwszych. Co prawda kochali się bardziej niż ktokolwiek inny na świecie mając dopiero po dwadzieścia lat. Dziewczyna pa raz pierwszy zasłabła półtora roku temu… szereg badań i lekarze wydali wyrok- guz mózgu. Od tego dnia ich życie stało się odliczaniem czasu od jednej chemioterapii do kolejnej. Niespełna trzy miesiące temu zdarzył się przełom lekarze jednej z najlepszych klinik zdecydowali się na operacyjne usunięcie guza, zabieg trwał ponad osiem godzin i pomimo komplikacji zakończył się pełnym powodzeniem- można powiedzieć, że neurochirurg ofiarował Ewie nowe życie.

To miał być pierwszy wspólny weekend od bardzo dawna, który mieli spędzić razem poza szpitalną salą. Ewa miała na głowie turkusową chustę, ponieważ nie odrosły jej jeszcze włosy i ciągle widoczne były blizny po trepanacji czaszki, dla swojego chłopaka nadal pozostawała najpiękniejszą kobietą na świecie. Uwielbiał jej duże niebieskie oczy, jednego uroczego piega na nosku, z którego zawsze żartował i małe ale jędrne i kształtne piersi.

Radkowi natomiast daleko było do ideału, zarówno ze względu na wygląd jak i bardzo trudny charakter. Był to szczupły chłopak, stosunkowo wysoki, z rudymi włosami i całym mnóstwem piegów na wiecznie anemicznie bladej twarzy. Było jeszcze coś co Ewie nie dawało spokoju: - Przecież obiecałeś, że nie będziesz więcej ćpał- powiedziała dziewczyna siedząca w starym renault Clio, które właśnie prowadził. – Mówiłem przecież, że ograniczę się tylko do weekendów, a kwas to nie narkotyk, sama też powinnaś spróbować, byłoby ekstra w łóżku, miła odmiana. – No chyba jesteś nie poważny, jeżeli mnie kochasz to masz z tym skończyć raz na zawsze, właśnie dziś- odparła Ewa z lekką irytacją w głosie, spoglądając jednak zalotnie w jego kierunku co nieco zepsuło efekt. Radek przez chwilę się zamyślił, jego źrenice były bardzo zwężone, jeszcze nigdy nie czuł się tak dziwnie będąc na tripie: - Dobrze kotku, wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza, zresztą ostatnio nie sprawia mi to najmniejszej przyjemności, jakoś dziwnie się czuję, proszę tylko nie zadawaj żadnych pytań, bo sam dokładnie nie wiem o co mi chodzi, więc nie mam pojęcia jak miałbym to wytłumaczyć. Jest na tym świecie jedna rzecz, której jestem absolutnie pewien… - Tak? Słucham. - Kocham cię głuptasie, tak bardzo jak to tylko możliwe.

Pomimo tego, że pędził po betonowych płytach tworzących drogę w środku lasu, a wszystko dookoła spowijała gęsta, kłębiąca się mgła, jedną dłoń położył wysoko na jej udzie i delikatnie pocałował Ewę w usta. Radek nigdy nie był romantykiem, ale od czasu gdy skończył osiemnaście lat i zaczął się spotykać, jak był przekonany ze swoją przyszłą żoną, wszystko, całe dotychczasowe życie uległo diametralnej zmianie. W Tym momencie, to trwające maksymalnie sekundę złączenie ich warg znaczyło dla niego więcej, niż seks z jakąś pijaną nastolatką poznaną w klubie.

- Co za cholerna mgła! Sprawdź godzinę jeśli możesz. Mam wrażenie, że jedziemy już całą wieczność. Pasażerka wyciągnęła ze swojej skórzanej torebki najnowszy model Nokii. - Nie narzekaj jest dopiero pół do trzeciej, za kwadrans będziemy pod kościołem. - Wiesz, tak mi się teraz przypomniało. Oglądałaś może „Egzorcyzmy”? Tam było, że trzecia w nocy jest godziną szatana. W pięknych okolicznościach przyjdzie nam wjechać do Powidza. Jeszcze w dodatku ten ich pogański zabobon. Dziewczyna zmarszczyła czoło: - O czym ty mówisz? Jaki zabobon? Czy to może tylko LSD? Radek się roześmiał, minęło nieco czasu zanim się opanował: - Mówię serio, sama się przekonasz. Gdy po raz pierwszy to zauważyłem byłem bardzo zdziwiony. Zapytałem się Ewelinie o co w tym wszystkim chodzi, w końcu mieszka tam od sześciu lat… Ewa przerwała mu ze zniecierpliwieniem: - O czym mówisz? - W nocy mieszkańcy wystawiają na progi domów butelki z wodą, po to żeby koty nie zapaskudziły im podwórka… Dziewczyna wybuchła śmiechem: - O ja! Ale to głupie, bez obrazy, ale przypomina mi to trochę fakt, że u ciebie w piątki się nie pierze. - Wiesz sytuacje z praniem można wytłumaczyć w bardzo prosty sposób, ludzie są leniwi, niedziela, piątek i tak dalej , a to nie… - Cholera uważaj!

Kierowca błyskawicznie nacisnął na hamulec, poczuł jak pas zaciska się wokół jego klatki piersiowej. Wydawało mu się, że słyszy chrzęst łamanych kości. Pod wpływem tarcia eksplodowała jedna z opon w samochodzie, który już z o wiele mniejszą prędkością zatrzymał się na drzewie. Radek miał rozciętą głowę, oczy zalewała mu stróżka krwi: - Ewa, skarbie nic ci nie jest? - Nie, chyba wszystko w porządku- odparła słabym głosem dziewczyna, ale nic jej się nie stało… jeszcze nic się jej nie stało. - Boże nie wiem skąd wzięła się tu ta sarna. Spojrzał na telefon: - Kurwa mać nie ma zasięgu, ca za pierdolona sieć, nigdy nie działa, gdy jest potrzebna. Chyba nie pozostaje Nam nic innego jak iść do Powidza na pieszo, to już nie daleko, a tam na pewno znajdziemy pomoc. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego zalotnie: - Przecież wiesz, że za tobą poszłabym nawet na koniec świata.

Samochód był już za nimi daleko w tyle, tablice informacyjną, że znajdują się w Powidzu minęli dokładnie o trzeciej w nocy, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie.

Powidz jest typową wioską, w której większość spośród około tysiąca mieszkańców utrzymuje się z turystów licznie odwiedzających ten kurort w okresie letnim. Ma on jedną zasadniczą przewagę nad typowymi nadmorskimi miejscowościami, nigdy nie jest aż tak zatłoczony i każdy znajdzie w nim dla siebie odrobinę prywatności. Dojazd do niego nie należy do najprostszych, dlatego, że znajduje się on z dala od głównych szlaków komunikacyjnych kraju. Całość sprawia wrażenie odciętej od świata osady, otoczonej z trzech stron lasami, a od wschodu brzegiem jeziora z piaszczystą plażą i licznymi punktami gastronomicznymi. Do wioski istnieją dwa podstawowe wjazdy. Pierwszy od strony Słupcy, gdzie podróżnika otaczają z obu stron równej szosy piękne, zielone, malownicze pagórki. Drugi od strony Przybrodzina, położonego około dziesięciu kilometrów od trasy numer dziewięćdziesiąt dwa. Pierwszą mijaną ulicą, po zdecydowaniu się na ten dojazd jest dwudziestego dziewiątego grudnia. Zarówno z prawej jak i lewej strony pochylają się nad nią niskie, często glinianie chałupki z eternitowymi dachami, przypominające żywcem wyjęte z architektury schyłku dziewiętnastego wieku.

Koszmar

Samochód był już za nimi daleko w tyle, tablice informacyjną, że znajdują się w Powidzu minęli dokładnie o trzeciej w nocy, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie.

Do wioski weszli przytuleni i uśmiechnięci, obserwując ich z boku nie dałoby się odnieść wrażenia, że przed chwilą mieli poważny wypadek samochodowy. - Na dwudziestego dziewiątego grudnia jest jakiś zakład wulkanizacyjny, czy coś w tym stylu, powinni mieć tam lawetę- powiedział chłopak, któremu wciąż ciekła krew z rany na czole. - Nie śmiej się ze mnie, ale boję się, coś tu nie gra, wiem że jest trzecia w nocy, ale tutaj nikogo nie ma, w żadnym oknie nie świeci się światło, nawet psy nie szczekają- mówiąc to dziewczyna niepewnie rozglądała się dookoła. - Dla mnie istnieje tylko jeden problem, cholernie chce mi się pić, a otwartego sklepu, to my o tej godzinie tu nie znajdziemy, chyba napiję się z jakiejś butelki wystawionej na progu, nie ma sensu żeby tak się marnowała. Podczas tej rozmowy przechodzili obok rynku, jednak żadne z nich nie zwróciło uwagi na to, że wszystkie latarnie uliczne są pogaszone. Nie dostrzegli również tego, iż otaczająca ich mgła jest gęstsza w pobliżu kościoła, że wydobywa się całymi kłębami spod wielkich dębowych drzwi stanowiących wejście do świątyni.

Pod drzwiami jednego ze zniszczonych, jakby zapadniętych w sobie domów przy ulicy dwudziestego dziewiątego grudnia znaleźli butelkę wody. Radek od razu pociągnął duży haust, woda pomimo temperatury na zewnątrz była przyjemnie chłodna, miała jednak pewien dziwny, nieokreślony posmak. Ewa również napiła się z tej samej butelki. Szli dalej nieoświetlonym, ciemnym chodnikiem biegnącym wzdłuż ulicy. Wyrazy ich twarzy zmieniły się, przestali ze sobą rozmawiać, z ust zniknęły uśmiechy, w ich miejsce pojawiła się biała piana, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy. Ich kroki stały się niepewne, coraz wyraźniej zaczęli się zataczać, czego jakby w ogóle nie zauważali. Ostatkiem sił, niemal się czołgając zapukali do jakiś drzwi, z których brązowa farba odchodziła całymi płatami. Wejście natychmiast się otworzyło, mimo, że światło w mieszkaniu było zgaszone, stanęła w nich bardzo stara kobieta z rzadkimi, siwymi włosami, twarzą pooraną setkami zmarszczek i w niebieskim fartuchu: - O la Boga! Dziecioki co wam się stało? Nie obawiajcie się, ja jestem Leokadia i zaopiekuję się wami. Grzechu chodź no tutaj, ino piorunem. Z pomieszczenia na końcu korytarza wyszedł postawny, barczysty mężczyzna, z kilkudniowym zarostem i rozpiętą pod szyją koszulą, spod której wystawały włosy, gęsto porastające jego tors. - Matulu co taki raban robisz? Chałupa się pali czy co? - Grzesiu, synku gości mamy. Wciągnij ich do sieni, niech tak ścierwa w drzwiach nie leżą, bo ino cug robią i przygotuj dla nich pokój w piwnicy. Mężczyzna wciągnął ich do domu, jakby byli szmacianymi lalkami. Zostawił nieprzytomnie leżącą parę na korytarzu, po czym otworzył jedyne drzwi znajdujące się z lewej strony i zszedł schodami na dół.

Po przebudzeniu Radka bolało serce, już nie spał, ale nie miał siły otworzyć oczu, w każdym spośród sześciuset mięśni czuł przeszywające ostrza. Nie był wstanie przypomnieć sobie tego co robił i gdzie się znajdował przez ostatnie kilka dni, przynajmniej odnosił takie wrażenie. Ostatnią rzeczą, którą pamiętał było to jak pakował się z Ewą przed wyjazdem, nie miał pojęcia co się stało dalej. W pomieszczeniu było bardzo duszno, zapach stęchlizny wdzierał mu się w nozdrza. Powoli, z dużym trudem otworzył oczy, wydawało mi się, że spogląda przez kraty, ściany pokrywał grzyb, w rogu przy suficie pająki uplotły pajęczynę, nikt przez całe lata nie zadał sobie trudu, żeby ją usunąć. Czując przeszywający ból w nogach podniósł się na kolana, próba wstania zakończyła się uderzeniem głową w coś twardego. Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że jest zamknięty w sześciennej klatce o krawędzi nie dłuższej niż jeden metr. W tej samej chwili całkowicie się rozbudził, w klatce obok ujrzał coś co go przeraziło. Ewa leżała bez ruchu, dopiero po około minucie zauważył, że oddycha: - Ewka- wyszeptał, później powtórzył to jeszcze kilkakrotnie już nieco głośniej. - Nie martw się, wszystko będzie dobrze, kobiety są o wiele słabsze, obudzi się dopiero podczas Ceremonii Poświęcenia. Na zewnątrz, na prostym drewnianym krześle bez obicia siedziała śliczna, niska, około osiemnastoletnia dziewczyna, z blond włosami opadającymi jej na ramiona. - Ewelina? Co tu robisz? O co tutaj kurwa chodzi? - Nie odbieraj tego osobiście, lubię cię, znalazłeś się tylko z Ewą w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. Pamiętasz jak kiedyś opowiadałam ci o tych butelkach wody? Patrzył na nią i słuchał jak zahipnotyzowany. Minęło kilka minut zanim zdołał zebrać myśli i odpowiedzieć: - Pamiętam, ale co to kurwa ma do rzeczy? Wypuść mnie. - Wybacz, nie mogę. Posłuchaj mnie teraz uważnie, chcę żebyś wszystko zrozumiał, a zostało już niewiele czasu, dopiero jak skończę mówić będziesz mógł zadać jakieś pytanie, jeśli moje wyjaśnienia będą wydawały ci się niewystarczające. Bezwiednie pokiwał głową, wyrażając zgodę, by kontynuowała. - Jeden raz w życiu cię okłamałam, zrobiłam to tylko i wyłącznie dla twojego dobra. Teraz opowiem ci wszystko od początku i również to co was czeka, chociaż sądzę, że teraz, póki to się nie wydarzy, nie dasz wiary moim słowom. Gdy przeprowadziłam się tutaj sześć lat temu, szłam tak jak ty jedną z ulic, już nie pamiętam którą, byłam spragniona, napiłam się z jednej z butelek. Obudziłam się w świątyni, nie będę ci opowiadała o szczegółach bo to nie jest istotne. Stary Kocur z niewiadomych mi powodów postanowił mnie oszczędzić, uznał za godną zostania Wielką Kapłanką naszego Bractwa. Pewnie zastanawiasz się kim jest Stary Kocur? Nie umiem dokładnie odpowiedzieć na to pytanie, nikt nie potrafi, nie wiadomo skąd i kiedy przybył. Moim zdaniem był tutaj od zawsze, odkąd tylko powstał Powidz, może nawet to on go założył. Sądzę, że jego kult zaczął się już w tamtym czasie, roztacza nad nami opiekę i pozwala korzystać ze starożytnej magii, o której współcześni ludzie już dawno zapomnieli, uznając ją za średniowieczny wymysł. Magia otacza nas zewsząd, nie wiem czy zauważyłeś, ale nadal jest trzecia w nocy, a przecież przybyłeś tutaj co najmniej kilka godzin temu. Podczas Ceremonii Poświęcenia czas staje w tym miejscu, pomimo tego, że nadal biegnie swym normalnym rytmem. Powiedziałam już o wiele więcej niż mam to w swoim obowiązku, od teraz będę się streszczała. Stary Kocur otacza nas opieką, wymaga w zamian naprawdę niewiele. Nie osądzaj naszego Bractwa pochopnie, gdybyśmy tego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stary Kocur — czytnik · opowiadania