Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 17 min czytania

Stokrotka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ze Stokrotką znaliśmy się prawie od urodzenia. Wychowywaliśmy się na tym samym podwórku, razem chodziliśmy do przedszkola, do szkoły podstawowej i liceum. Później nasze drogi się rozeszły. Zdaliśmy w tym samy roku na studia. Ja na wydział psychologii, Stokrotka na medycynę. Mieszkaliśmy na przeciwko siebie, w obskurnych peerelowskich blokach, z zsypami na półpiętrze i tysiącem mieszkań obok, wśród zgiełku wiecznych remontów, pijackich kłótni i ujadań psów. W czasach szkolnych niewiele mieliśmy sobie do powiedzenia. Nasze kontakty ograniczały się do pożyczania sobie książek, kaset z ulubioną muzyką, czy wymiany kolorowych czasopism, które namiętnie kupowaliśmy. Pod koniec podstawówki oboje podpalaliśmy już papierosy na ławkach za blokiem, lub na boisku szkolnym w krzakach dzikich róż razem z ferajną znajomych z osiedla. Dla nas były to czasy spokoju, niewiedzy, marzeń i małych radości, których dostarczała nam włóczęga po mieście, spotkania z przyjaciółmi, czy spacery nad jeziorkami położonymi niedaleko naszych domów. Jak przez mgłę pamiętam odległe już czasy szkoły podstawowej. Nie pamiętam, czy zaczęło się to w klasie szóstej czy jeszcze wcześniej. Stokrotka zaczęła często przychodzić do szkoły wyraźnie przybita. Powoli zaczęła tracić kontakt z rówieśnikami, unikała wspólnych rozmów, śmiechu. Przez całą podstawówkę przyjaźniła się z jedną z koleżanek z klasy - Karoliną, która po skończeniu szkoły wyjechała z rodzicami do Kanady. Jedyną bliską osobą, poza Karoliną, z którą Stokrotka się przyjaźniła byłem ja. Po jakimś czasie poznałem jej sekret, który przez lata chowała głęboko w sobie. W czasie zajęć wychowania fizycznego, chłopcy i dziewczęta często ćwiczyli obok siebie w tej samej sali gimnastycznej. Chłopcy zwykle grali w kosza lub w nogę a dziewczyny najczęściej w siatkę. Nie sposób było przeoczyć siniaki Stokrotki, które często okrywały jej nogi i ramiona. W szóstej klasie nie zastanawiałem się nad tym głęboko. Każdy z nas chłopaków miał wiele siniaków zebranych podczas ostrej gry w piłkę, czy regularnego naparzania się po szkole, której to przyjemności oddawaliśmy się bez umiaru. Pod koniec podstawówki Stokrotka wyraźnie opuściła się w nauce. Przestała zbierać dobre stopnie, które zawsze otrzymywała. Często zdarzało się jej opuszczać zajęcia. Powoli odsuwała się od wszystkich, stawała się skryta, obca dla znajomych i przyjaciół. Na zajęcia wychowania fizycznego zaczęła przynosić zwolnienia lekarskie. Początkowo nie zwracałem na to większej uwagi. Jednak po jakimś czasie a było to już w siódmej klasie, podczas powrotu do domu spytałem ją o powody jej zachowania i coraz rzadsze spotkania na podwórku. Usiedliśmy w cieniu kwitnących kasztanów za domem. Poczęstowałem Stokrotkę papierosem i usłyszałem historię, po której tamtego wieczoru długo nie mogłem zasnąć. Matka Stokrotki pracowała jako pielęgniarka w przychodni rejonowej. Była to cicha, spokojna kobietą, prowadzącą dom i skupiająca swe wysiłki na właściwym wychowaniu córki i syna, młodszego brata Stokrotki. Matka była bezwzględnie podporządkowana mężowi i ojcu mojej przyjaciółki, który jak się okazało był człowiekiem trapionym odwieczną chorobą niespełnienia. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pracował w miejskim przedsiębiorstwie robót budowlanych na stanowisku kierownika budowy. Miał pod sobą sztab ludzi, którym planował pracę, których rozliczał, karał i nagradzał. Wówczas rodzicom Stokrotki powodziło się względnie dobrze. Całą czwórką często wyjeżdżali na wakacje nad morze albo w góry. Byli typową miejską rodziną, która nie różniła się od tysięcy innych rodzin pędzących swój żywot w peerelowskiej rzeczywistości. Na początku lat osiemdziesiątych, kiedy oboje ze Stokrotką kończyliśmy podstawówkę, jej ojciec stracił pracę. Podobno przez jakieś nadużycia, czy złą organizację pracy, jaką go obarczano. Przeniósł się do innego, mniejszego zakładu na niższe stanowisko. Od tamtego czasu zmienił się nie do poznania. Częściej zaczął pić, wszczynać w domu awantury bez powodu. Unikał znajomych a co najgorsze zmienił swój stosunek do dzieci. Bez powodu krzyczał na nie, wyrywkowo sprawdzał zeszyty i wciąż powtarzał, że zbyt słabo się uczą. Często wygłaszał im wieczorami tyrady o konieczności ciągłej nauki, bycia lepszym, o ambicjach i celach, które mają osiągać. Podawał przykłady z rodzin innych znajomych, których dzieci ponoć pilnie się uczyły, osiągały wyniki w olimpiadach szkolnych, sporcie. Stawiał je za wzór i jednocześnie przeciwieństwo ich samych. Co najgorsze ojciec Stokrotki zupełnie stracił kontakt ze swoimi dziećmi. Coraz rzadziej zabierał je do lasu, na lody, nie wspominając o kinie czy innych przyjemnościach, których zwykle oczekują dzieci w ich wieku. Coraz częściej zdarzały się kłótnie, wymyślanie i bicie. Najwięcej zbierała Stokrotka. Ojciec potrafił bez powodu uderzyć ją w twarz przy posiłku, kiedy na zadane pytanie nie dostawał błyskawicznej odpowiedzi lub była ona niezgodna z jego oczekiwaniami. Często wyśmiewał się z jej zainteresowań muzyką, książkami czy filmem. Po jakimś czasie w ogóle zabronił swoim dzieciom wstępu do pokoju, gdzie stał telewizor. Wówczas to Stokrotka zaczęła przychodzić do szkoły z siniakami na nogach, ramionach i czasem na twarzy.

Po naszej rozmowie rozeszliśmy się w milczeniu do domów i przez dłuższy czas nie poruszaliśmy już tego tematu.

Skończyliśmy podstawówkę i zdaliśmy oboje egzaminy do tego samego liceum. Zaczęliśmy dojrzewać. Nasze rozmowy nabrały intensywności, kolorów, bogactwa słów i tematów. Rozmawialiśmy bez przerwy i o wszystkim. Cokolwiek obejrzeliśmy w kinie, przeczytaliśmy czy usłyszeliśmy poddawaliśmy nieustannej analizie i ocenie, dyskutując zawzięcie. Zaczęliśmy też rozmawiać o problemach i sytuacji w naszych rodzinach. Moja akurat była bardzo dobra. Miałem kochającego ojca, który zabierał mnie na ryby, kupował mi drogie prezenty czy zabierał na mecze piłkarskie, które uwielbiałem. Oboje bardzo kochali się z matką, która dbała o mnie jak o źrenicę własnego oka. Często opowiadałem Stokrotce o moim ojcu, jaki jest, o czym rozmawiamy wieczorami, czym się interesuje, co lubi a czego w życiu unika. Zawsze wtedy słuchała mnie uważnie, mocno zaciskając wargi. Wiem, że dla niej mój ojciec był ideałem prawdziwego, kochającego taty, dbającego o dom, rodzinę. Co prawda czasem ojciec łajał mnie za pewne przewinienia, za późne przychodzenie do domu czy nie wywiązywanie się z obowiązków. Zawsze jednak robił to w sposób cywilizowany, bez krzyków, rękoczynów, bez niepotrzebnych, nudnych przemówień i wbijania w iluzoryczne ambicje. Ojciec mój uważał, że życie nauczy mnie podejmowania decyzji, właściwego spojrzenia na świat i problemy. Uczył mnie jednak podstaw: zaufania, równego traktowania ludzi, swobody wypowiedzi na każdy temat i uważnego słuchania. Ojciec Stokrotki był zupełnym przeciwieństwem. Zawsze musiało być tak, jak on zarządził, jak wskazał, powiedział. Jego oczekiwania musiały być spełniane. Jego słowa były najważniejsze. To, co myślały, co czuły jego dzieci było nieważne. Matka Stokrotki kochała jej ojca i w kwestii wychowania nie zabierała głosu. Często jednak płakała po nocach w sypialni nie mogąc zrozumieć postępowania człowieka, któremu poświęciła życie. Pierwsza klasa liceum przeszła bez większych wydarzeń. Spokojnie dojrzewaliśmy, poznawaliśmy nowych ludzi, robiliśmy w gronie znajomych wycieczki za miasto snując marzenia o przyszłości. Sądziłem, że w życiu Stokrotki zapanowała względna harmonia, lecz była to tylko cisza przed burzą. W trakcie kolejnego roku dom Stokrotki zamienił się w prawdziwe piekło. Ojciec coraz częściej urządzał awantury. Darł jej książki, wyrzucał do śmieci kasety z muzyką, której słuchała. Zmuszał ją do ciągłych prac domowych, wyśmiewał się z jej opowieści szkolnych lub wcale ich nie słuchał, przerywając za każdym razem, kiedy chciała opowiedzieć mu o swoich sprawach. Nie to było jednak najgorsze. W atakach bezsilnej złości i frustracji bez pamięci okładał ją pięściami lub sznurem od żelazka. Pewnego dnia w szale rzucił ją na ziemię i bezlitośnie skopał. Matka stanęła w obronie Stokrotki, lecz odepchnął ją tylko i obrzucił stekiem wyzwisk. Po tej historii Stokrotka całkowicie zamknęła się w sobie. Była jakby nieobecna, nie reagowała na pytania, siedziała w szkole najczęściej z oczami utkwionymi w jeden punkt w ławce lub na ścianie. Mało rozmawialiśmy, starałem się jednak wtedy pomagać jej w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%