Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 11 min czytania

Stopklatka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1. Seans wieczorny

- Och, Henry! Naprawdę nie chcę cię porzucać! - Caroline, przecież sama wiesz, że nic między nami nie zaszło. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie… Pocałuj mnie! - Caroline, przepraszam cię - Nastę...

Jake wyłączył telewizor. Rany! Czy w tym domu nie ma ani jednego porządnego filmu? No, jasne. Mógł przypuszczać, że w posiadłości byłej gwiazdy filmowej znajdzie same debiuty ekranowe poprzedniego właściciela. Ostatni raz rzucił okiem na stertę kaset wideo. Wśród nich wypatrzył tytuły takie jak: "Niesamowite przygody człowieka-tygrysa", "Powrót człowieka-tygrysa", "Zemsta człowieka-tygrysa" i "Syn człowieka-tygrysa". Najwyższej klasy filmy leżały na drugiej stercie. Były to filmy pokroju "Dzikiego" i "Na wschód od Edenu", które Jake bardzo lubił, aczkolwiek widział je tysiące razy. Leniwie zlazł z fotela i udał się w stronę jadalni. Jedyne, co znalazł, to ostatnią paczkę sucharków i kwaśne już mleko. Dlaczego kupił ten dom? Ach, no tak. Jego poprzedni spalił się na węgiel, gdy rozpoczynał właśnie jeden ze swych rutynowych eksperymentów. Sprawdzał, czy paląca się zapalniczka zgaśnie przy rozgrzanym palniku. Echh... Zabulił za tamten dom pięć tysięcy zielonych. Co za ból... Aż tu nagle, proszę! Imponujący dom przy Mulholland Drive 12855. Nareszcie poczuje prawdziwą klasę Beverly Hills. Przyzwoita cena, właściciel kopnął w kalendarz parę lat temu - czemuż by nie? Teraz, czyli pierwszy dzień w nowym mieszkaniu, wydawało się to głupotą na miarę wycieczki rowerowej na Saharze. Wszystko trzeba kupić, odnowić, odmalować, urządzić się. Brrr... Jak Dwudziestokilkuletni facet może się z tym uporać? Może by zatrudnić sprzątaczkę, służącą, pokojówkę... Kogokolwiek, byle poradził sobie z nadmierną ilością kurzu w sypialni i z molami w garderobie. Ostatni raz obejrzał "Zjedz, póki nie zjedzą ciebie" i poszedł spać.

* * *

Obudził go hałas w salonie. Szybko przywdział szlafrok i nałożył kapcie. Zszedł na dół krętymi schodami, mijając fotografie z filmów Warrena Beatty'ego. Spojrzał na przedsionek - ani żywej duszy. Bardzo ostrożnie wszedł do salonu. Wszystko było na miejscu. Przynajmniej tak mu się wydawało. Podszedł do telewizora. Brakowało jednego rządku kaset. Nie przypominał sobie, żeby je gdzieś odkładał. Zapalił światło. Przeszukał cały pokój. Nic nie znalazł. Zdziwiwszy się, powrócił do łóżka.

- Kurczę blade! - wrzasnął nazajutrz, schodząc do salonu. Przetarł i wybałuszył oczy, by móc upewnić się, czy nadal nie śpi. Wszystkie okna, włączając w to drzwi balkonowe, były otwarte. Przeciąg był chyba w całym domu.

- To jakaś cholernie dziwna sprawa. Przecież nie otwierałem wczoraj tylu okien. O dziwo nie otwierałem żadnego - pomyślał, zastanawiając się wnikliwie, co mogło spowodować takie niespodziewane otwarcie wszystkiego, co da się otworzyć. W jednej chwili odrzuciło go przerażenie i upadł na podłogę. Dźwięk, który usłyszał mroził krew w żyłach...

- No, tak. Przecież od dwunastu godzin nic nie jadłem - powiedział do siebie Jake. Odruchowo poszedł w stronę lodówki. Nie ma cudów - lodówka pusta. Wycieczka do supermarketu okazała się nieunikniona. Ubrał płaszcz, wziął klucze i ruszył w stronę miasta. Po drodze, korzystając ze świeżego powietrza, zaczął podziwiać widoki. Mulholland Drive znajdowała się na górzystym, zalesionym terenie, między Beverly Hills a Los Angeles. Większość gwiazd żyje właśnie tu, gdyż jest to ulica spokojna i cicha. To tutaj mieszkali aktorzy i reżyserzy, tacy jak: Marlon Brando, Faye Dunaway, Jack Nicholson, Demi Moore, czy Roman Polański. Skręcił w La Castana Dr. i poszedł w dół, by dojść do restauracji Beverly Glen Deli. Gdy idąc po miękkim żwirze obok szosy spoglądał na te wszystkie olbrzymie rezydencje z basenami i garażami, w których mieszkali "prawdziwi ludzie", bożyszcza widzów i prostych ludzi, szczerze zaczął im zazdrościć. Przeszedł dwa kilometry (mógł wziąć taksówkę - nie pomyślał o tym), aż znalazł się w miejskiej części Los Angeles. Gdy mijał przyboczne butiki, nagle wpadł na starszego mężczyznę. To zabolało. Jake podniósł się z ziemi i spojrzał na zdezorientowanego człowieka.

- Najmocniej przepraszam, nie wiem, co mi odbiło - zaczął przepraszać.

Mężczyzna zdjął ciemne okulary. Jake'owi mocniej zabiło serce. Przedziwny, niemłody już osobnik posiadał oczy, jakich nie dałoby się opisać w jednym tomie. Ogromne, szaro-zielone źrenice, kołysały się od jednej strony przeszklonego białka, do drugiej. Tęczówki koloru khaki zajmowały dość mały obszar całości. Gigantyczne wory pod oczami dodawały kontrastu między jasnymi ślepiami, jakby ślepca, a resztą twarzy. Jake zwrócił uwagę, na pieprzyk między lewym kącikiem ust, a brodą. Dolną część twarzy pokrywał ostry, kilkudniowy zarost. Wyraźnie rzednące włosy leżały gdzieniegdzie na głowie. Człowiek nosił ciemnozielony płaszcz i brunatny kapelusz. Chłopak był prawie pewien, że skądś go zna...

- Następnym razem nie przepraszaj - powiedział starzec. Jego głos był niski i nieco ochrypły, lecz za to można by było go nazwać dość miłym. Mówił ze wschodnim akcentem. Wstał z chodnika, założył okulary i odszedł. Jake jeszcze długo patrzył, zanim całkowicie zniknął mu z oczu. Wzruszając…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stopklatka — czytnik · opowiadania