Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Strach ma wielkie oczy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Już po jedenastej, pomyślałam patrząc na zegar ustawiony na kominku. Czas do domu. Znowu się zasiedziałam u znajomych, przemiłej Basi i jej męża Jacka. Często do nich wpadałam wieczorem na herbatkę imbirową i kawałek domowego ciasta. Tym razem były też konfitury i kieliszeczek domowej naleweczki z pigwy. Rozmowom nie było końca, ale dziś naprawdę przesadziłam i nie wiedziałam czy uda mi się dotrzeć do domu przed północą.

- No faktycznie zrobiło się późno. Odwieźć cię? - rzuciła Basia z uśmiechem. - Nie no coś ty. A po co? Nie chcę sprawiać kłopotu. Przecież to tylko kawałek. Zanim zdążycie samochód z garażu wyprowadzić ja już będę grzała się w domu przy piecu – odpowiedziałam. - Ale to nie jest żaden kłopot. Zresztą samochód stoi przed domem - dodał Jacek. - Nie, to nie ma sensu. Idę i to sama - stwierdziłam, widząc że znajomy zaczyna wkładać kurtkę z zamiarem odprowadzenia mnie. - No cóż, to twój wybór tylko żebyś później nie żałowała, jak spotkasz wilka - uśmiechnął się znajomy. Nie dalej jak wczoraj słyszałem ich wycie. Podobno w okolicy kręci się wataha, kilka sztuk. Leśniczy mi mówił. - Tak, wiem. Tyle, że ja się na wycieczkę w góry nie wybieram - zaśmiałam się.

Pożegnałam się serdecznie, zapięłam ciepłą kurtkę, bo wieczór był chłodny i dziarskim krokiem ruszyłam do domu. To w końcu tylko niecałe dwa kilometry drogi, wprawdzie przez las, ale doskonale mi znanej. Czy się bałam? A czego? Okolica u nas bardzo spokojna, ludzie życzliwi, znają się od pokoleń i raczej lubią. No a kto by obcy ze złymi zamiarami w nocy po lesie się włóczył. Po co? A wilki? Przecież one w pobliże wsi nie schodzą. W zimie mogłoby to mieć miejsce, ale teraz w październiku? Las powitał mnie spokojem i szumem drzew. Droga była doskonale widoczna w świetle księżyca, a moja latarka, którą przezornie zabrałam z domu, sprawowała się doskonale. Szłam powoli, delektując się ciszą i zapachem butwiejących roślin. Bez przeszkód minęłam pierwszy zakręt. Jeszcze tylko trzy i zobaczę światła przed domem Maciejaków. To już będzie skraj wsi skąd do mojego domu było tylko kilka kroków. Niespodziewanie w pobliżu drogi w lesie usłyszałam cichy pisk. Jakby miauczenie małego kotka. Zatrzymałam się nasłuchując. Tak, to kocię. Pewnie ktoś wyrzucił je do lasu, żeby się pozbyć kłopotu. ,,Przecież go tu nie zostawię, bo zginie". Pomyślałam. Poświeciłam latarką między drzewa i nie namyślając się wiele, odważnie przekroczyłam linię drzew. Zaczęłam podążać w kierunku głosu, rozglądając się uważnie i nawołując. Kotek musiał być blisko, bo słyszałam go coraz wyraźniej. Jeszcze dwa kroki i potknęłam się o coś jasnego, leżącego na ziemi. No tak reklamówka. ,,Wyrzucenie kociaka to było za mało. Trzeba było biedaka jeszcze umieścić w zawiązanej reklamówce, żeby mu uniemożliwić ocalenie". Pomyślałam, złorzecząc w duchu draniowi, który to zrobił. Schyliłam się,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%