Thriller · 7 min czytania
Strach przed strachem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Strach. Krąży w pobliżu, czasem przysiądzie gdzieś w cieniu, ale nigdy nas nie opuści. Wciąż tu jest. Strach. To słowo mówi tak wiele. Od narodzin dręczą nas lęki. Z wiekiem nie znikają dawne potwory. W szafie, czy pod łóżkiem czai się strach. Przywdziewa wciąż nowe formy, Z czasem wydaje nam się, że uwolniliśmy się od wszelkich lęków. Nic już nas nie przeraża. Bzdura. Strach przed utratą pracy to tylko nowe wcielenie duchów dzieciństwa. Nigdy się nie uwolnicie! On dopadnie was i zniszczy. Czeka tylko na chwilę słabości. Myślisz, że jesteś już za stary na strach przed wyimaginowanymi zmorami? Nie boisz się niczego? Też taki byłem. Najwyższy czas zacząć się bać. Czego? Strachu.
17 lipca 1998 roku.
Straciłem pracę. Zabawna sprawa, tyle słyszy się o bezrobociu, ale nigdy nie myślałem o tym w kategorii „Ja bezrobotny”. No i stało się. Siedzę na dywanie przy komputerze... sam. No nie całkiem, kot śpi gdzieś niedaleko. Nie będę się żalił, jak mała dziewczynka... „Drogi pamiętniczku, stało się coś strasznego...” Nie jest źle. Zapas żytniej starczy na jakiś czas....
20 lipca 1998
Trzeci dzień picia. Kot pije ze mną. O dziwo śmieszy mnie to. Zaczyna być mi dobrze z bezrobociem. Nie gonią mnie terminy. Wreszcie wolny. Piję i piję, na szczęście końca nie widać. Niech Bóg błogosławi odchodne. Cholera zaczyna mi się podobać prowadzenie tego bloga. Abonament za internet opłacony na trzy miesiące. Nie muszę się o nic martwić.
25 lipca 1998
SOS. Już po żytniej. Zaczyna się okres trzeźwienia. Ratujcie! Kot uciekł. Za cztery godziny spodziewam się porządnego bólu głowy. Cholera jak tu gorąco. Te upały są nieznośne. Nie chce wyjść z domu, ale chce pić! Nie...to nie jest sposób, nic nie wypije. Czas zachować się jak mężczyzna i stawić czoło problemowi. Straciłem pracę...i co z tego? Mogło być gorzej. Pozbieram się i wszystko wróci do normy. Tylko, proszę....nie każcie mi wychodzić z domu. Błagam...
Część 22 / 2
26 lipca 1998
Moja głowa.... Co za kac. Kiedy zaczyna się picie, nie należy go kończyć. To sentencja na dziś. Chce pić. Nie, nie wyjdę z domu. Tam są ludzie, upał. Zło. Matko, jak tu gorąco. Z minuty na minutę jest coraz gorzej. Czuję czyjąś obecność. Proza skacowanego życia. Jutro będzie lepiej.
27 lipca 1998
Kac mija. Przynajmniej to. Cień przy drzwiach uśmiecha się złowieszczo. Wzywa mnie. Chce żebym podszedł. Nigdy. Kulę się w przeciwległym kącie pokoju. Nigdy mnie nie dostanie...
Przepraszam, to była chwila słabości. Mam jakieś zwidy. Abstynencja widać mi nie służy. Jestem dorosły. Nigdy nie wierzyłem zbytnio w jakieś nadnaturalne historie. Wkrótce pozbieram się i wyjdę. Czas poszukać pracy.
29 lipca 1998
Mój Boże! To tu jest! Nie wiem co to. Stoi przy drzwiach i wciąż wpatruje się we mnie. Żałuje, że meble sprzedałem już dawno. Nie ma się gdzie schronić. Nie sposób opisać jego wyglądu. Cień...a może uosobienie wszystkich lęków? Sam nie wiem. Widzę go wciąż w nowych postaciach. Chyba tu zwariuje! Chce stąd uciec, ale jak!?!? Krzyczę, żeby odszedł, błagam go. Czuje się jak zaszczute małe zwierzątko. Przyrzekam, ze nigdy tak się nie bałem. Zaraz zwymiotuje...Niema go! Odszedł! Co za ulga. W…