dla-dzieci · 6 min czytania
Strachy w parku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Strachy w parku
Maja (4 lata) i Marta (mama) W.
Pewnego popołudnia w parku bawiło się na placu zabaw kilkoro dzieci. Ich mamy siedziały na ławkach i rozmawiały. Nagle jedna z dziewczynek, ubrana w różową sukienkę i z warkoczykami na głowie, uderzyła rączkami w piasek w piaskownicy. - Nudzi mi się! – krzyknęła zezłoszczona Asia – Idę poszukać czegoś ciekawego. Szła, szła, szła, oglądała różne rzeczy i słuchała ptaków i wiatru. Nagle… stanęła, gdy usłyszała dziwny dźwięk. - Ik – iik, ik – iik, ik – iik… - coś strasznie skrzypiało, a Asia nie miała pojęcia, co to za dźwięk. Potem, coś zaczęło jej to przypominać. „To koła pojazdu! Strasznego, potwornego pojazdu potwora! Jedzie wózkiem, żeby zjadać dzieci!”. Asia uciekała, aż się za nią kurzyło. - Mamo! – dobiegła do jednej z siedzących pań i zaczęła płakać. – Tam jest potwór! Jedzie po nas skrzypiącym wózkiem! Pomocy! I pomoc przyszła – z góry sfrunęła mała wróżka. Miała jasne włosy i pomarańczową sukienkę i wyglądała jak kwiatek w parku. - Jestem wróżka Duszka – powiedziała. – Mogę ci pomóc, Asiu. Zabiorę cię w to miejsce, gdzie usłyszałaś coś strasznego. Chodź – wyciągnęła rękę i chwyciła dziewczynkę. – Pokażę ci ten twój strach. - Nie! – Asia nie chciała iść ani kroku, ale wróżka ciągnęła ją za rękę i trzeba było iść za nią. - Nie! – Chodź. – Nie! – Chodź. – Nie! – Chodź. Nagle usłyszały straszliwe skrzypienie. Asia stanęła już zupełnie i zaczęła krzyczeć o potworze, ale Duszka po prostu odchyliła jeden krzaczek. Ciekawe, za krzakiem skrzypiała… huśtawka! Nie było żadnego potwornego pojazdu potwora! Asia wróciła do mamy, bawić się na placu zabaw i więcej nie uciekała. Za to uciekł ktoś inny – z bujanego konika zeskoczył i do zwiedzania okolicy wziął się Hubert. Dzielny chłopiec chodził po parku i patrzył pod kamienie, płosząc mrówki i żuki. Szedł i cieszył się, że chodzi sam po parku, aż nagle… zatrzymał się, przerażony widokiem przed nim. Zza krzaka wyłaniał się cień wielkiego stwora z grubym brzuchem i małą głową. Cień się nie ruszał, czyli stwór go nie zauważył i nie usłyszał. Hubert zatem puścił się biegiem do mamy, krzycząc głośno: - Tam – siedzi – wielki – stwór! Zrobi nam krzywdę, zje nas wszystkich! Ma grubaśny brzuch, pewnie już kogoś zjadł! Pomooocy! I pomoc znowu przyszła, z nieba sfrunęła ta sama wróżka. - Hubercie, - wyciągnęła rękę. – mówisz o stworze z grubaśnym brzuchem? Ja go znam, zabiorę cię do niego, chodź. - Nigdy w życiu! – Hubert schował się za huśtawką. – Znasz go, bo przyprowadzasz mu dzieci do zjedzenia! Nigdzie z tobą nie idę! Ale wróżka chwyciła jego rękę i ciągnęła go do strasznego krzaka. Cień nie ruszył się ani trochę. Może stwór drzemał po zjedzeniu wycieczki przedszkolaków? - Chodź – nalegała Duszka. – Ze mną jesteś bezpieczny. Pokażę ci twój strach z daleka, musimy tylko przejść jeszcze kawałek. Wróżka poprowadziła go dookoła krzaka i wskazała ręką straszny cień i… kamień, który go rzucał. Nie było tam…