Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 10 min czytania

Stracone chwile cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Co się stało? - zapytała Anastazja kruchym głosem, odczuwając coraz bardziej obolałość swojego ciała. - Miała pani wypadek - odparł siwowłosy mężczyzna, który przed chwilą przedstawił jej się jako doktor Kostrzewicz. Przymknęła powieki. Była słaba i zmęczona. Słyszała czyjeś głuche kroki na korytarzu, tuż za drzwiami. Na zewnątrz właśnie zaczynał padać deszcz. - Wypadek? - powtórzyła bez namysłu. - Tak, wypadek, pani Lenartowicz. Jednak mamy tu do czynienia z ogromnym szczęściem - dodał. - O ile możemy mówić o szczęściu w tej sytuacji. Anastazja milczała, więc lekarz kontynuował. - Nie odniosła pani poważnych obrażen, biorąc pod uwagę wypadek, w jakim pani uczestniczyła - oznajmił. - Złamanie nogi, trzy pęknięte żebra i kilka niegroźnych zadrapań oraz... - Co z Filipem? - spytała, otwierając oczy, bo dopiero teraz sobie o nim przypomniała. Kostrzewicz zmarszczył brwi. - Z Filipem? - mruknął do siebie. - Pani...? - Narzeczonym. Jesteśmy zaręczeni. Teraz doktor Kostrzewicz milczał. Spojrzała na niego badawczym wzrokiem; wyglądał na człowieka, który pogrąża się w mrocznych myślach. Myśli o strachu i cierpieniu. Dostrzegła to w jego twarzy; w lękliwie patrzących szarych oczach i nerwowo przygryzanych wargach. Zobaczyła to nawet na bladych policzkach, po których spływały lśniące w bladym świetle jarzeniówek krople potu. - Co z nim? - zapytała ponownie. - Czy wszystko dobrze? Kostrzewicz uśmiechnął się sztucznie, a właściwie wygiął tylko usta w jakimś dziwacznym grumasie, myśląc że się uśmiecha. Anastazja nie lubiła wymuszonych uśmiechów. Choćby dlatego, że były takie plastikowe, jak z tandetnej reklamy taniej pasty do zębów. - Musimy teraz zadbać o pani zdrowie - oświadczył. - A za dwa, trzy tygodnie powinna być pani zdrów jak ryba. Rzuciła okiem na jej kartę szpitalną i odwrócił się w kierunku wyjścia. - Nie odpowiedział pan na moje pytanie - upomniała się Anastazja. Kiedy na nią spojrzał wyglądał dziwnie. Jakby jej współczuł. - Powinna pani porządnie wypocząć i się wyspać - powiedział. - Niech pani dużo nie myśli. W życiu zawsze przychodzi taka chwila, gdy poznajemy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Po tych słowach wyszedł, zamykając za sobą cicho drzwi. Anastazja myślała, że ból nie pozwoli jej zasnąć tej nocy. Myliła się bardzo. Sen otulił ją bardzo szybko.

Wskazówka prędkościomierza wskazuje ponad sto pięćdziesiąt kilometrów na godzinę i nadal przesuwa się w prawą stronę. Ona czuje jak wiatr łaskocze jej delikatną twarzyczkę i rozwiewa długie blond włosy. Od zawsze uwielbiała to uczucie, kiedy wszystko zostawało za nią w tyle; gdy obok migały drzewa, budynki, niekiedy twarze przestraszonych ludzi; choć zawsze bała się prędkości. Ale nie teraz. Nie, skoro on jest przy niej. Widzi jak mocno ściska kierownicę swymi silnymi dłońmi i zdaje sobie sprawę, że każdy błąd może kosztować ich życie. Sportowy kabriolet wciąż się rozpędza. Droga jest prosta i bez przeszkód, żadnych samochodów, żadnych ludzi, nawet znaków czy ostrzeżeń o zwierzętach, jedynie pobocze usłane rzędami starych brzóz i topoli; niemal idealne miejsce do takiej jazdy. Wokół jest dość mgliście, widoczność nie jest znacznie ograniczona, ale jednak przeszkadza. Boi się, że coś może się wydarzyć, jednak odrzuca strach. Przecież on jest przy niej. Nic złego nie może się stać. Mkną szybko przez gęstą mgłę. Niczym przez olbrzymią zaparawoną kuchnię, przychodzi jej na myśl i chichocze cicho pod nosem, spoglądając na niego, czy zauważa jej beztroski śmiech. Ale on jest zbyt skupiony na jeździe, by na nią zerkać. Tak myśli, ale nie wie, że tak naprawdę jego głowę zajmuje coś innego.Bo to ona pierwsza zauważa ciemny zarys jakiegoś potężnego kształtu, wyrastającego przed nimi jak kolos. - Zwolnij - mówi, a z jej twarzy znika słodki uśmiech. - To nic takiego - zapewnia ją, nie spuszczając nogi z pedału gazu. Nadal pędzą z prędkością bliską dwustu kilometrów na godzinę. Ciemny kształt ciągle rośnie przed nimi. Zbliżają się do niego, a on zdaje zbliżać się do nich. Wkrótce wyłania się z kłębów mgły. Okazuje się wielką ciężarówką, zmierzającą wprost na ich samochód. Wszystko dzieje się za szybko, by można było zareagować. Najpierw jej krzyk, potem potężny huk uderzenia. Hałas. Ból. Przez chwilę nie zdaje sobie sprawy z niczego. Leży na poboczu, nie mając pojęcia w jaki sposób się tam znalazła, a z jej twarzy i rąk spływa krew; wokół rozrasta się plama szkarłatnej czerwieni. Przeżyła. Boże, jak to dobrze, że nie pozwoliłeś mi zginąć, dziękuje w myślach i zaczyna szeptać słowa jakiejść modlitwy, pierwszej, która przychodzi jej do głowy. Potem zastanawia się, gdzie on jest. Rozgląda się dokoła; przed nią stoi ich auto, powyginane jak aluminiowa puszka, zgnieciona potężną ręką, a gdzieś o wiele dalej widzi znikający kształt morderczej ciężarówki. Próbuje doczołgać się do samochodu, by sprawdzić czy on jest w środku. Na brudnym i zakrwawionym asfalcie znajduje swój cieńki łańcuszek z zawieszonym na nim srebrnym krzyżykiem, który…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stracone chwile cz.1 — czytnik · opowiadania