Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

STRASZNIE BRZYDKA KRÓLEWNA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

STRASZNIE BRZYDKA KRÓLEWNA

Król Eryk Rudobrody miał wielki problem, który nie pozwalał mu się wyspać już od długich miesięcy. Władca miał pięcioro dzieci. Trzech synów bardzo szybko ożenił z królewnami z sąsiednich mocarstw, starszą córkę również bez kłopotów wydał za następcę tronu Grechlandu, krainy leżącej na południe od rządzonego przez niego Danwostanu. Tylko z tą najmłodszą cholerą, Mileną, zawsze miał problemy. Żadne z jego dzieci nie było piękne, bo i po kim, skoro ich tatuś również nie zaliczał się do przystojniaków, ale powiedzieć o Milenie, że jest brzydka, byłoby z pewnością sporym niedopowiedzeniem. Milena była tak strasznie szkaradna, że każdy na jej widok odwracał się z obrzydzeniem, wbijał wzrok w podłogę lub udawał, iż zauważył coś ciekawego na suficie albo za oknem. Nawet psy uciekały ze stłumionym skowytem, gdy tylko pojawiła się na pałacowym dziedzińcu. Pewnie dlatego jego najmłodsza latorośl była tak wredna i złośliwa. Wcale jej się nie dziwił. W końcu skończyła siedemnaście lat, chuć niemal ją rozsadzała. Wiedział dobrze, że bardzo chłopa jej się chce, ale niestety żaden chłop jej nie chciał. I w tym właśnie leżał problem Eryka Rudobrodego. Żaden mężczyzna nie chciał Mileny i nic nie można było zrobić w tej sprawie. A szkoda, wielka szkoda, bo gdyby zechciał ją na ten przykład młody Antoniusz, nawiasem mówiąc również nie grzeszący urodą, Danwostan zyskałby potężnego sojusznika. Król doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że takie małżeństwo mogło uratować kraj przed podbojem. Szwargon, zachodni sąsiad Danwostanu, szybko rósł w siłę i trzeba było podjąć jakieś środki zapobiegawcze, ponieważ mogło się to skończyć wojną. A tego Eryk nie chciał. Zresztą pal licho Antoniusza, najgorszą obelgą dla Rudobrodego było to, że nawet pomniejsi królowie, książęta i hrabiowie gardzili ręką jego córki, a przecież był nie byle kim – był królem potężnego, bogatego państwa i to inni powinni zabiegać, by poprzez małżeństwo wejść z nim w sojusz, a nie odwrotnie, do jasnej cholery! Owszem, kandydatów do ręki Mileny było sporo, zjeżdżali się ze wszystkich stron świata, ale odjeżdżali w te pędy, gdy tylko ujrzeli paskudne oblicze jego najmłodszej latorośli. Jej wielkie, wyłupiaste, rybie oczy, krzywe, zepsute zęby, piegowatą cerę poznaczoną ranami po trądziku regularnie rozdrapywanym brudnymi paznokciami i śladami po przebytej ciężkiej odmianie ospy, gigantyczny, orli nos i odstające, ośle uszy. Król Eryk splunął z obrzydzeniem, gdy oczami wyobraźni przywołał obraz swej córki. Słyszał plotki o swojej córce, które wydawały się bardzo prawdopodobne. Doniesiono mu, że Milena chodzi przy służbie zupełnie naga, chcąc sprowokować młodzieńców pracujących w pałacu – kucharzy, krawców, szewców i innych młodych rzemieślników. Bez powodzenia, gdyż żaden z nich nie zainteresował się jej wątłym, przeraźliwie chudym ciałem, płaskim tyłkiem i malutkimi piersiątkami. Doszły go też słuchy, że pewnego dnia, a raczej nocy, Milena przebrała się za ladacznicę i wymknęła się potajemnie do dzielnicy słynącej z kobiet lekkich obyczajów, licząc na to, że jakiś desperat skusi się na nią, zachęcony minimalną ceną za usługi cielesne. Na szczęście dla honoru królewny, a przede wszystkim honoru króla, żaden mężczyzna nie był aż tak zdesperowany i nie połasił się na brzydulę z królewskiego rodu, choć ta tak spuszczała z ceny, że w końcu była nawet gotowa oddać się za darmo. Eryk Rudobrody wstydził się za nią i przydzielił do niej służącego, który miał ją dyskretnie śledzić i zapobiegać w przyszłości podobnym ekscesom. Dobrze, że jej świętej pamięci matka tego nie widzi, bo chyba przewróciłaby się w grobie! - Cholera jasna! – zerwał się na równe nogi i krzyknął. – Dlaczego ta poczwara nie umarła przy porodzie zamiast swojej matki! Po chwili uspokoił się i usiadł na łóżku. W głębi serca kochał tę swoją brzydulę, przecież była jego córką. Fakt, że bardzo szkaradną, ale zawsze córką. Szkoda tylko, że tak ciężkim zadaniem było wydanie jej za mąż, a jakiś dobry sojusz z silnym krajem przypieczętowany małżeństwem bardzo by się przydał do tego, żeby Danwstan stał się jeszcze potężniejszy.

Królewna Milena obudziła się jak zwykle w podłym nastroju. Dobrze, że nie było już w komnacie sypialnej żadnego lustra, bo widok ohydnej twarzy odbijającej się w zwierciadle zawsze jeszcze pogarszał jej humor. Jak zwykle spała nago i jak zwykle nie przejmując się brakiem odzienia poszła się załatwić, ale znów żaden ze strażników stojących na korytarzu pod drzwiami komnaty nawet nie spojrzał na nią, co oczywiście jeszcze bardziej rozeźliło królewnę. Chwyciła za dzwoneczek i zrobiła z niego użytek. Nie minęła krótka chwila, gdy do komnaty wbiegły dwie służki, gotowe do pomocy przy ubieraniu. Milena patrzyła na nie niechętnym wzrokiem. Były bardzo ładne, o niebo ładniejsze od niej. Zwłaszcza jedna z nich, Dorota, była wprost prześliczna i miała dokładnie takie piersi, o jakich królewna zawsze marzyła. Na szczęście służki zdążyły się już przyzwyczaić do jej brzydoty i nie patrzyły się na nią ze skrywaną odrazą, jak większość dworzan. - Co tam słychać nowego w mieście? – zagadała królewna. - Wczoraj przyjechali kupcy z Arabikonii – odpowiedziała Dorota, zapinając królewnie koszulę. – Mają całe mnóstwo najróżniejszych towarów i to takich, jakich nigdy przedtem u nas nie widziałam. Przepiękne suknie, koszule, bransoletki, pierścionki, perfumy, maści, talizmany – do koloru, do wyboru. Jeden z kupców ma nawet lampę, w której ponoć siedzi dżin spełniający trzy życzenia temu, kto go wypuści. Ale nikt nie jest zainteresowany jej kupnem. Nie dość, że bardzo droga, to jeszcze licho wie, czy faktycznie chowa się w niej dżin czy tylko jakieś obrzydliwe robactwo. - Lampa z dżinem, powiadasz? – królewna Milena zamyśliwszy się podrapała się po chudym, twardym tyłku. – Sprowadź mi tu natychmiast tego kupca z lampą!

Tego samego dnia wieczorem królewna, ubrana tylko w cienką koszulę nocną, siedziała sama w komnacie, trzymając na kolanach lampę. Zgodnie z instrukcją otrzymaną od kupca z Arabikonii, potarła nią kilka razy o piersi, a potem wyszeptała zaklęcie: - Oramadagrada wypigada obrewydagada! Z lampy wydobył się niebieskawy dym, który po chwili uformował się w małą postać ciemnowłosego, brodatego mężczyzny siedzącego po turecku. - O żesz ty, jakaś ty brzydka! Potworna z ciebie maszkara – wykrzyknął brodacz na widok Mileny, której twarz mogłaby przestraszyć…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%